Przewraca oczami. — Po prostu weź ten cholerny kontrakt, Noro.
Ucieka mi krótkie parsknięcie śmiechem. To uczucie jest takie dziwne. Surrealistyczne, niemalże. Nie, nie niemalże — to jest surrealizm. To kompletne, stuprocentowe szaleństwo.
Ale jednocześnie czuję, że tak właśnie powinnam postąpić.
Biorę kontrakt i przyciskam go do piersi. — Odstawię go na twoje biurko dziś wieczorem.
To się nazywa
















