Zostawiam go z jego świtą i znajduję Witalija w tym samym miejscu przy barze, gdzie go zostawiłem. — I co? — pyta w momencie, gdy mnie dostrzega.
Opieram się o kontuar i odwracam w stronę tłumu. — Nie jestem jeszcze pewien, co się święci, ale… — Kłopoty wiszą w powietrzu?
Omiatam wzrokiem drugą antresolę. Świta Romana wciąż siedzi w tej samej loży, ale jego samego tam nie ma.
— I to spore.
16
NORA
















