Spodziewam się, że skwituje to swoim mrukliwym „hm” i zagrozi mi zwolnieniem, jeśli wyjdę w połowie dnia pracy. Ale zamiast tego jego brwi mrużą się z troską. — Co to za nagły wypadek?
— To nic takiego. Tylko ten reporter. Dexter. Prześladował... słuchaj, to nieważne. Muszę to po prostu szybko załatwić i zaraz wracam.
W momencie, gdy wspominam jego nazwisko, w oczach Wiktora błyska rozpoznanie. —
















