Słowa Westona wciąż brzmiały w umyśle Stelli, nawet po tym, jak wyszedł.
Miał rację. W jej obecnej sytuacji nie mogła sobie pozwolić na wychowywanie dziecka, mając na głowie opiekę nad sobą i Rogerem.
Prawdopodobnie to instynkt sprawiał, że chciała zatrzymać dziecko.
Dowiedziawszy się, że w jej wnętrzu jest inne życie, Stella naturalnie zbudowała z nim jakąś więź.
Spojrzała w dół na swój płaski brzuch, czując rozczarowanie.
– Przepraszam, że nie mogłam cię urodzić – powiedziała cicho.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Podniosła wzrok i powiedziała: – Proszę wejść.
Do środka weszła młoda lekarka w okularach w czarnych oprawkach. Była wysoka i szczupła, a jej pociągła twarz sprawiała wrażenie beznamiętnej, ale miała przyjazny wyraz.
– Czuje się pani lepiej?
Stella kiwnęła głową.
To prawdopodobnie była ta lekarka, o której wspomniał Weston. – Czy przyszła pani przeprowadzić badanie?
– Tak. – Lekarka podeszła do balkonu i rozsunęła zasłony.
Gdy wpadło światło słoneczne, Stella odruchowo zamknęła oczy.
Jasno oświetlony pokój jeszcze bardziej podkreślił jej bladość.
Lekarka usiadła obok niej. – Nazywam się Zeta Taylor. Może pani zwracać się do mnie po imieniu.
Stella kiwnęła głową. Jej posłuszeństwo zdziwiło Zetę, ale potem Zeta zdawała się rozumieć dlaczego i kontynuowała: – Pan Ford być może już panią poinformował, ale później przejdzie pani zabieg aborcji. To prosty proces, więc nie musi pani czuć presji.
Stella zacisnęła pięści tak mocno, że jej palce zbielały, ale zmusiła się do kiwnięcia głową.
– Rozumiem.
Kobieta obserwowała ją jasnymi oczami ukrytymi za okularami. Nagle wyciągnęła rękę i poklepała Stellę po wierzchu dłoni. – W porządku. Wiem, że trudno to pani zaakceptować, ale technologia rozwija się obecnie naprawdę szybko. Kto wie, może pewnego dnia wciąż będzie pani mogła mieć dziecko…
Jej słowa nie pocieszyły Stelli. Zamiast tego Stella spojrzała na nią zdziwiona. – Co ma pani na myśli, mówiąc, że może pewnego dnia będę mogła mieć dziecko…?
Zeta przerwała. – Czy pan Ford nie powiedział pani, że pani organizm nie jest przystosowany do aborcji i że po tym zabiegu może pani nie być w stanie donosić ciąży?
…
Stella poczuła się, jakby spowił ją cień.
Bez względu na to, jak oślepiające było słońce na zewnątrz, jej ciało nie czuło ciepła.
Wtedy odgłos zdecydowanych kroków wyrwał ją z wiru myśli.
Nie musiała podnosić wzroku, by wiedzieć, kto stoi obok niej.
– Jesteś tutaj.
Jej głos brzmiał chrapliwie. Następnie spojrzała w górę na Westona. – Przepraszam, nie chciałam ci przeszkadzać.
Kiedy dzwoniła do Westona wcześniej, słyszała w tle słodki głos Guinevere narzekający na coś i nagle poczuła się upokorzona.
Nie chciała też ciągle się z nim widywać, z obawy, że może pomyśleć, iż nie potrafi się z nim rozstać.
Ona tylko…
– Lekarka mówi, że mogę nie być w stanie donosić dziecka, jeśli poddam się aborcji. Wiedziałeś o tym?
Być może jej wściekłość osiągnęła punkt wrzenia, bo brzmiała bardzo spokojnie.
– Wezwałaś mnie tutaj tylko z tego powodu? – Weston zmarszczył brwi, siadając swobodnie na sofie.
Światło słoneczne wpadało do środka.
Jego rysy były jeszcze bardziej wyraziste w cieniu. Miał tak przystojną twarz, ale ten człowiek był tak wyniosły i nieprzystępny.
Stella patrzyła prosto na niego. – Nie uważasz, że mam prawo wiedzieć?
– Teraz już wiesz.
– Ale to dlatego, że ktoś inny mi powiedział! Gdyby dr Taylor o tym nie wspomniała, mogłabym już usunąć dziecko…
Jej głos stawał się coraz głośniejszy, a w końcu bardziej gniewny. – Mogę nie być w stanie zajść w ciążę przez resztę mojego życia.
Mężczyzna wpatrywał się w nią obojętnie. – I co z tego?
Stella wzięła głęboki oddech, a jej ciało lekko drżało.
Przypuszczała już, że Westona to nie obejdzie, ale nie spodziewała się, że będzie tak oderwany od rzeczywistości.
Nawet normalny człowiek miałby uczucia do psa, którego wychowywał…
Jej oczy nagle stały się czerwone. – Proszę, zostaw mnie w spokoju…
Głos Stelli drżał, gdy mówiła: – Błagam cię. Zgodziłam się już usunąć to dziecko, ale lekarka mówi, że mogę nie być w stanie więcej zajść w ciążę… Jestem wdzięczna, że chcesz opłacić leczenie Rogera, i powoli cię spłacę w przyszłości…
– Dlaczego się ze mną ożeniłeś, skoro nie chciałeś, żebym zaszła w ciążę? To dziecko może być jedynym, jakie kiedykolwiek będę miała w tym życiu…
W swoim obecnym położeniu nie miała nawet siły psychicznej, by zapytać Westona, dlaczego wciągnął ją w kłótnię kochanków między nim a inną kobietą.
Teraz, gdy się pogodzili, chciał, by zniknęła z obrazka po cichu, nawet nie mówiąc jej o przyczynie i konsekwencjach.
– Czy uzyskałeś moją zgodę, gdy używałeś mnie jako narzędzia do irytowania Guinevere? Nigdy mi niczego nie wyjaśniłeś…
Nie powinna była tego poruszać, bo teraz, gdy to zrobiła, uznała to za niesamowicie zabawne i krzywdzące. – Nie musisz zakładać, że muszę mieć to dziecko, żeby cię szantażować. Nie martw się. Gdy tylko dostanę akt rozwodu, będę trzymać się od ciebie z daleka i nigdy więcej nie pojawię się przed tobą. Nie będę też przeszkadzać tobie i Guinevere.
Gdyby wiedziała od początku, że Weston żeni się z nią tylko z tego powodu, nie zgodziłaby się na to.
Ani nie zakochałaby się w nim z powodu jego niedbałej czułości i troski o nią podczas ich codziennych interakcji…
Weston patrzył na jej twarz i nie odpowiadał.
Po chwili powiedział zagadkowo: – Płaczesz?
Wpatrywał się w twarz Stelli.
To, co kiedyś było pozbawioną wyrazu twarzą, starającą się ze wszystkich sił powstrzymać wszelkie emocje po tym, jak wspomniał o rozwodzie, w końcu zaczynało pokazywać coś innego.
Znowu płakała przed nim, a jej oczy i nos były czerwone.
Weston rzadko widział płaczącą Stellę, oczywiście poza pewnymi momentami.
Jej zapłakana twarz była w rzeczywistości całkiem pociągająca.
Stella pociągnęła nosem, odmawiając spotkania ze wzrokiem mężczyzny.
Gdy paznokcie wbijające się w jej dłonie groziły przebiciem skóry, mężczyzna nagle wstał i podszedł do niej.
Uniósł rękę, by pogłaskać ją po głowie. – Jesteś całkiem sprytna, prawda?
Jego niski głos rozbrzmiał nad nią. Stella nie rozumiała, co miał na myśli, więc spojrzała na niego w górę.
Łzy błyszczały w jej zaczerwienionych oczach i wyglądała na tak upartą i słabą.
Weston nagle pochylił się i uniósł jej podbródek. Jego głos pogłębił się, gdy patrzył na łzy w kącikach jej oczu. – Myślałaś, że twoja taktyka tak żałosnego płaczu na mnie zadziała?
Stella milczała i wpatrywała się w niego nerwowo.
