Podczas całego procesu uzyskiwania aktu rozwodu Stella nie odezwała się do Westona ani słowem.
Guinevere czekała na zewnątrz. Kiedy zobaczyła wychodzącego Westona, natychmiast podeszła i uwiesiła się na jego ramieniu. – Wszystko poszło gładko?
Będąc małomównym człowiekiem, Weston tylko mruknął w odpowiedzi, ale było oczywiste, że ma dla Guinevere wiele cierpliwości.
Po przejściu kilku kroków Guinevere nagle się zatrzymała i spojrzała za siebie na Stellę. – Przyjechała pani taksówką, prawda, panno Sealey? Jeśli nie ma pani nic przeciwko, Weston i ja możemy panią podwieźć.
Stella odmówiła bez wahania. – Nie trzeba. Łatwo tu o taksówkę.
Następnie minęła ich, by odejść.
Guinevere lekko uniosła brwi, patrząc, jak Stella odchodzi, najwyraźniej chcąc powiedzieć coś więcej. Weston cofnął wzrok i powiedział: – Gwen, nie rób nic niepotrzebnego.
Jego głos był cichy jak szept, a w oczach miał ostrzeżenie.
Uśmiech Guinevere zniknął. – Żałujesz jej?
Powiedziawszy to, poczuła, jak aura mężczyzny gwałtownie ciemnieje.
Odwróciła się i napotkała ciemne, zimne oczy Westona.
Guinevere zadrżała w duchu. Zmusiła się do uśmiechu i powiedziała: – Tylko żartowałam. Nie będziesz się ze mną kłócił o taką drobnostkę, prawda?
Weston milczał i pociągnął za kołnierz koszuli.
Guinevere nie była pewna, czy po prostu był sobą, cichym i powściągliwym, czy też był zły z powodu tego, co wydarzyło się wcześniej.
Na dole schodów Stella podeszła do chodnika, trzymając telefon i czekając na przyjęcie zamówienia na przejazd. Chciała tylko jak najszybciej opuścić to miejsce.
Spojrzenia tych dwojga czuła jak sztylety na plecach, mimo że prawdopodobnie na nią nie patrzyli.
Nadjechała taksówka, ale się nie zatrzymała. Zamiast tego przemknęła obok, wzbijając tuman kurzu.
Stella zakryła usta i zakaszlała, próbując odpędzić pył ręką.
Nagła fala obrzydzenia podeszła jej do gardła. Jej twarz wykrzywiła się i podbiegła do pobliskiego kosza na śmieci, by zwymiotować.
Guinevere miała właśnie wsiąść do samochodu, gdy to usłyszała. Gwałtownie spojrzała w tamtą stronę. – Co jej się stało...?
Weston otworzył drzwi samochodu, jakby niczego nie słyszał. – Wsiadaj.
Ale Guinevere cofnęła rękę i spojrzała prosto na niego. – Naprawdę w ogóle się o nią nie martwisz?
Mężczyzna zmarszczył brwi, patrząc na Guinevere. – Gwen, są granice twoich emocji.
Guinevere powstrzymała się i uśmiechnęła sarkastycznie. – Czy nie mam prawa być kapryśna, skoro jestem w ciąży z twoim dzieckiem?
Weston odpuścił i ukrywając irytację, odpowiedział: – Masz.
Spojrzał prosto na nią. – Jak zamierzasz być kapryśna?
Guinevere nagle straciła zainteresowanie. Rzuciła okiem na Stellę, po czym powiedziała: – Wsiadajmy.
Usiadła w środku, a Weston z przyzwyczajenia osłonił jej głowę, gdy wsiadała. Potem usiadł obok niej.
Po zamknięciu drzwi Guinevere wpatrywała się w jego profil.
Widząc, że w ogóle nie interesuje się samopoczuciem Stelli, oparła się o jego ramię, czując satysfakcję. – Weston, nie jestem już tą dziecinną dziewczynką co kiedyś. Wiem, że o związek muszą dbać dwie osoby, więc od teraz będę się starała panować nad emocjami.
Weston masował skronie i mruknął cicho w odpowiedzi.
Guinevere patrzyła w górę. Chciała go pocałować, ale była potajemnie zirytowana, widząc jego obojętność.
Niestety, nic nie powiedziała i przełknęła złość.
...
Byli oficjalnie rozwiedzeni.
Stella odetchnęła z ulgą, gdy dotarła do szpitala.
Mimo osamotnienia, z jakiegoś powodu czuła też ulgę.
Poszła prosto na oddział Rogera i tym razem nie wpadła na Henry'ego. Nie chciała spotkać nikogo, kto byłby w jakikolwiek sposób związany z Westonem.
Cera Rogera znacznie się poprawiła i natychmiast rozpromienił się na jej widok. – Siostra, jesteś!
Stella nagle poczuła się o wiele lepiej.
Usiadła obok jego łóżka i poklepała go po dłoni. – Czujesz się lepiej?
– Tak. Nie martw się, siostro. Będę współpracował przy leczeniu.
Wiedział, jak wiele Stella dla niego zrobiła, więc teraz powinien skupić się na wyzdrowieniu, aby jej nie rozczarować.
Jego spojrzenie zachwiało się, jakby chciał coś powiedzieć.
Stella domyślała się, o czym myśli, więc uśmiechnęła się. – Jestem już po rozwodzie. Nie mam z Westonem nic wspólnego, więc po prostu uznaj, że nigdy nie spotkałeś tego człowieka.
Roger przełknął ślinę, powstrzymując się. W końcu spuścił głowę i odpowiedział: – Rozumiem...
Potem wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w brzuch Stelli.
– Siostro, jak tylko wyjdę ze szpitala, będę ciężko pracował, żeby zarobić pieniądze i zaopiekować się tobą i siostrzeńcem w twoim brzuchu!
Stella zmierzwiła mu włosy i uśmiechnęła się łagodnie. – W takim razie musisz najpierw ciężko pracować, żeby wyzdrowieć.
Po chwili dodała: – Nie musisz martwić się o pieniądze. Weston ma ich mnóstwo i nie traktował mnie źle, więc skup się po prostu na powrocie do zdrowia.
Szczęka Rogera spięła się, a jego twarz spochmurniała.
Po chwili przytulił Stellę. – Siostro, przepraszam, że musiałaś cierpieć.
Stella uśmiechnęła się. – Co ty mówisz? Dał mi tak ogromną sumę pieniędzy, że jesteśmy kwita. Nie uważam tego za cierpienie.
Roger nic nie powiedział. W odpowiedzi jedynie westchnął.
...
W Centrum Szkolenia Artystycznego „Random”...
Yvonne wymyśliła sporo nazw, gdy zakładała to centrum szkoleniowe, ale w końcu zdecydowała się na nazwę „Random”, czyli „Przypadek”.
Ta nazwa pasowała też do jej osobowości.
Być może Yvonne czuła sympatię do Stelli, ponieważ mąż tej drugiej ją zdradził; teraz była znacznie bliżej Stelli i traktowała ją jak prawdziwą przyjaciółkę.
Życie Stelli toczyło się potem spokojnie.
Jej serce wciąż lekko bolało, gdy czasami wspominała Westona, ale gdy wpadała w wir zajęć, przestawała się tym przejmować.
To dziecko było tajemnicą między nią a Westonem, więc nikomu nie powie.
Jednak dziecko będzie rosło i nadejdzie dzień, kiedy nie będzie mogła go już ukrywać.
Do tego czasu pierwszą osobą, która się dowie, będzie Yvonne.
Stella zastanawiała się, czy powinna powiedzieć Yvonne prawdę, czy wymyślić jakąś wymówkę...
Tego dnia, gdy Stella skończyła badania kontrolne w ciąży, poczuła, że ktoś śledzi ją na ulicy.
Pomyślała, że przesadza.
Ale po kilku kolejnych krokach usłyszała, że kroki za nią stają się bliższe i cięższe.
Stella poczuła gęsią skórkę i przypomniała sobie przerażające wiadomości, które słyszała wcześniej...
Nagle przyspieszyła kroku. Niestety, osoba z tyłu zdawała się to zauważyć i rzuciła się za nią w pogoń.
Stella zaczęła biec, ale zdążyła zrobić tylko kilka kroków, gdy ktoś gwałtownie przycisnął ją za ramię.
– Dokąd myślisz, że idziesz?
Szorstki głos mężczyzny zabrzmiał jej przy uchu, a po nim poczuła jego gorący oddech.
Stella krzyknęła i odwróciła się, by spojrzeć. Ale została zaskoczona i w usta wepchnięto jej białą szmatę.
Zdążyła tylko rzucić okiem na wygląd mężczyzny, zanim poczuła dziwny zapach i zemdlała.
Czuła się zamroczona.
Stella próbowała wstać niezliczoną ilość razy, ale jej ciało było ciężkie i nie mogła nawet otworzyć oczu.
Jednak jej słuch powoli wracał.
Nie mogła się ruszyć, ale słyszała hałas wokół niej.
A ponieważ nie widziała, jej zmysł słuchu stał się o wiele bardziej wrażliwy. Odgłos ciężkich kroków zbliżał się, a potem usłyszała szorstki męski głos mówiący: – Lek prawie przestaje działać. Pospieszmy się!
Wtedy poczuła nagły chłód!
















