Stella wpatrywała się w Westona zaczerwienionymi oczami.
Czekała na wyjaśnienia, czekała, aż się do niej odezwie.
Weston zerknął na nią, zatrzymując wzrok tylko na krótką chwilę, po czym odwrócił oczy, nie okazując żadnych emocji.
– Chodźmy – powiedział łagodnie do Guinevere.
Guinevere wzruszyła ramionami z uśmiechem na twarzy. Następnie spojrzała na Stellę ze współczuciem w oczach.
Oszołomiona Stella stała jak wrośnięta w ziemię, patrząc, jak odchodzą. Łzy niekontrolowanie napłynęły jej do oczu.
Chciała tam podbiec i zażądać wyjaśnień.
Ale nie mogła się ruszyć, jakby z jej stóp wyrosły korzenie.
Guinevere była już w szóstym miesiącu ciąży...
Ale oni też byli małżeństwem od sześciu miesięcy!
A więc Weston zapłodnił Guinevere krótko po ich ślubie.
Czy utrzymywał kontakt z Guinevere również w czasie, gdy byli małżeństwem?
Czy wracał do domu i przytulał ją zaraz po tym, jak przytulał Guinevere? Czy wracał i całował ją po tym, jak całował Guinevere? Czy on...
Ciałem Stelli wstrząsnął dreszcz. Na samą myśl o tej możliwości nagle zebrało jej się na wymioty.
Szybko zakryła usta, pochyliła się lekko i pognała do łazienki.
Jej myśli nieco się rozjaśniły, gdy ochlapała twarz zimną wodą.
Spojrzała w lustro, by przyjrzeć się swojej zwyczajnej, nagiej twarzy. Inni muszą uważać ją za odpychającą przez ten nijaki wygląd, prawda?
Jej serce stopniowo się uspokoiło i wypuściła powoli powietrze. Potem zaśmiała się z samej siebie.
Po dłuższej chwili w końcu odzyskała panowanie nad sobą.
Odwróciła się tylko po to, by napotkać parę ciemnych oczu.
Weston stał w wejściu do łazienki, bóg wie od jak dawna, wpatrując się prosto w nią.
Jego wysoka postać blokowała źródło światła, a z przystojnymi rysami skrytymi w cieniu wydawał się jeszcze bardziej tajemniczy.
Cóż za czarująca twarz.
Stella podświadomie wstrzymała oddech.
W ciągu zaledwie sześciu miesięcy ich małżeństwa głęboko zakochała się w tym mężczyźnie, a ta twarz miała w tym największą zasługę.
Kusiła ją bez względu na to, pod jakim kątem na nią patrzyła.
Ale teraz nadszedł czas, by obudzić się ze snu.
– Ty...
– Podpisałaś?
Odezwali się niemal jednocześnie, ale treść ich słów różniła się diametralnie.
Słysząc pytanie Westona, Stella poczuła najpierw gorycz, po czym spuściła głowę i powiedziała: – Wyprowadzę się najszybciej, jak to możliwe.
– Dobrze. – Mężczyzna oparł się o framugę drzwi, badając ją wzrokiem. – Podnieś głowę.
Stella zamarła, zdezorientowana, dlaczego nagle wystosował taką prośbę.
Weston był zaskoczony, że nie czuł zniecierpliwienia jej powolną reakcją. Czuł jedynie nutę irytacji.
Powtórzył: – Podnieś głowę i spójrz na mnie.
Stella spojrzała na niego w górę. – Panie Ford...
Znowu ta forma zwracania się do niego.
Weston zmarszczył brwi, a jego ton stał się znacznie ostrzejszy niż wcześniej: – Nie masz mnie o co zapytać?
Oczy Stelli zadrżały, a potem zaśmiała się z samej siebie. – Nawet mnie pan nie zna, panie Ford, więc o co miałabym pytać?
Użyła jego wcześniejszego stwierdzenia, by mu się odgryźć.
Weston był skonsternowany, ale szybko odzyskał rezon. Sądząc po jego wyrazie twarzy, wyglądało na to, że nic się nie stało. – Nie lubię humorów.
Stella powoli zacisnęła pięści i w końcu zebrała się na odwagę. – Skoro mnie pan nie lubi, to dlaczego się pan ze mną ożenił?
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów nagle poczuła mdłości i odwróciła się, krztusząc.
Weston wpatrywał się w nią. Potem, jakby coś sobie uświadamiając, jego wyraz twarzy spochmurniał.
