Zesztywniał, lecz nie odwrócił się od razu.
Po drugiej stronie dachu Guinevere była dociskana do barierki przez innego porywacza. Połowa jej ciała zwisała już poza krawędź. Patrzyła na stojącego w oddali mężczyznę z zaczerwienionymi oczami. „Boję się...”
Drżała, a jej włosy były w nieładzie. Na jej pięknej twarzy malował się wyraz traumy.
Zazwyczaj dumna celebrytka teraz obejmowała swój brzuch ze strachem, wpatrując się w narzeczonego przekrwionymi oczami. „Nie podchodź tu. Skrzywdzą cię!”
Stella wcale nie przejęła się jej zawodzeniem, a wręcz podziwiała jej umiejętności aktorskie, mimo powagi sytuacji.
Gdyby się nie obudziła i nie podsłuchała rozmowy Guinevere z porywaczami, Stella być może też dałaby się zwieść grze aktorskiej rywalki.
Stella nie rozumiała dlaczego. Nigdy wcześniej ich nie prowokowała. To Weston nalegał na ślub, bezwzględnie poruszył temat rozwodu, a potem chciał, by usunęła ciążę...
A jednak Guinevere pragnęła jej życia!
Stella chciała tylko zatrzymać jedyne dziecko, jakie kiedykolwiek mogła mieć. Dlaczego Guinevere musiała zmuszać ją do śmierci?
Stelli nigdy nie dano wyboru. Była tylko przedmiotem ofiarnym w ich grze w miłość!
Nie powiedziała nic i patrzyła prosto na mężczyznę, obserwując, jak bez wahania odwraca się, by podejść do Guinevere.
To było tak, jakby ta chwilowa pauza, którą widziała wcześniej, była tylko złudzeniem.
Między nią a Guinevere, Weston zawsze wybierał tylko Guinevere.
Na co ona liczyła...?
Stella wbiła paznokcie w dłoń, a ostry ból wyrwał jej umysł z otępienia.
Zamknęła oczy i zdusiła narastający ból, by wykrzyczeć zachrypniętym głosem: „Weston! Ona cię okłamuje. Ci porywacze to jej ludzie... Mmhm!”
Mężczyzna stojący za nią mocno zakrył jej usta, zanim zdążyła dokończyć. Jego twarz wykrzywiła się w nerwowym grymasie, gdy spojrzał na nią wściekle. „Zamknij się, suko!”
Guinevere nigdy nie spodziewała się, że Stella nagle to powie, więc jej wyraz twarzy nieco stężał.
Ale gdy zobaczyła mrok przemykający przez oczy Westona, szybko odzyskała zmysły i przybrała zdezorientowany wyraz, zwracając się do Stelli: „O czym ty mówisz? Nawet nie znam tych ludzi...”
Zanim zdążyła dokończyć, jakby na potwierdzenie jej słów, mężczyzna za nią nagle chwycił ją za kołnierz koszuli i uderzył nią o barierkę.
Metal zadrapał jej skórę, pojawiła się krwawa rana.
„Sss...”
Guinevere nie mogła powstrzymać syknięcia. Wyglądała na cierpiącą, ale nie krzyczała. Tylko zacisnęła zęby i wpatrywała się w Westona załzawionymi oczami: „Weston...”
Porywacz nagle wyciągnął nóż i przyłożył go do gardła Guinevere. „Nie podchodź bliżej! Gdzie jest towar, o który prosiłem?!”
Z lodowatym błyskiem w oczach, Weston rzucił walizkę na podłogę, nadepnął na nią i kopnął, posyłając ją w ich stronę.
Po przeliczeniu kwoty porywacze dali sobie znak.
Weston z gniewem wykręcił nadgarstki. „Puśćcie je. A potem bierzcie pieniądze i wynoście się!”
Porywacz za plecami Stelli parsknął śmiechem. „Panie Ford, jest pan mądrym człowiekiem. Przyprowadził pan ze sobą tylu ludzi. Gdybym oddał panu obie te kobiety, czy ja i moi bracia uszlibyśmy z życiem?”
Powiedziawszy to, jego wyraz twarzy natychmiast stał się dziki. „Z racji tego, że dostarczył pan pieniądze na czas, może pan wybrać jedną z tych kobiet i zabrać ją ze sobą. Co do tej drugiej... Odeślemy ją do pana, gdy będziemy bezpieczni!”
Ciało Stelli zesztywniało i nagle krzyknęła: „Weston, nie wierz im!”
Szamotała się z całych sił, wrzeszcząc: „Uwierz mi ten jeden raz! To naprawdę ludzie Guinevere. Ona nie pozwoli mi wrócić żywej, zaufaj mi...”
Jej łzy płynęły bezustannie. Stella zdała sobie sprawę, że bez względu na to, jak twardą udawała, wciąż czuła niewyobrażalny strach.
„Błagam cię... Proszę, nie popychaj mnie ku śmierci...”
Załkała. „Zaufaj mi, Westonie! Nigdy bym nie skłamała... Wiesz o tym... Nie żartowałabym z czegoś tak poważnego...”
Oczy mężczyzny były ciemne i złowrogie. Jego emocje były jak rozbijające się fale, ale mógł tylko zacisnąć zęby i wytrzymać.
„Niewiele czasu zostało, panie Ford. Którą z tych dwóch pan wybiera?”
„Trzy!”
„Dwa!”
„...”
„Dajcie mi Gwen.” Cierpliwość Westona osiągnęła punkt krytyczny i nie mógł już ukryć wrogości na twarzy.
Zacisnął pięści tak mocno, że żyły na grzbietach jego dłoni nabrzmiały. W końcu ostrzegł przez zaciśnięte zęby: „Lepiej oddajcie drugą bez szwanku...”
Zanim zdążył dokończyć, Stella krzyknęła: „Oni nie pozwolą mi wrócić żywej! Weston, uwierz mi ten jeden raz. Oni chcą mojego życia... i dziecka w moim brzuchu...”
„Ona będzie bezpieczna, nawet jeśli wybierzesz mnie, przysięgam! Jeśli pozwolisz im wziąć mnie zamiast niej, umrę, naprawdę umrę...”
Jej słowa skutecznie przygwoździły Westona do miejsca, a w jego oczach przemknął wyraz walki.
Stella zacisnęła pięści i patrzyła prosto na niego z sercem w gardle.
Tu-dum, tu-dum...
Krew w jej żyłach zastygła, gdy czekała na jego odpowiedź.
Nieco dalej Guinevere z nieodgadnionym wyrazem twarzy patrzyła na mężczyznę ze łzami lśniącymi w oczach. „Weston, wierzysz jej?”
Zniżyła głos do szeptu, jakby mówiła do siebie, brzmiąc na zdesperowaną: „Czy wierzysz, że zrobiłabym coś tak absurdalnego?”
„Guinevere, jak długo zamierzasz ciągnąć to przedstawienie?” Stella zacisnęła zęby i krzyknęła gniewnie, przerywając jej.
„Tylko po to, by przetestować szczerość mężczyzny, jesteś gotowa skrzywdzić dwa życia! Nie boisz się kary?”
Jej oczy były pełne furii i zaczęła się gwałtownie szarpać. Ale porywacz zacieśnił chwyt i obezwładnił ją. Warknął: „Zamknij się! Jak nie będziesz siedzieć cicho, zrzucę cię stąd!”
„Panie Ford, nie zamierza pan podjąć decyzji? Czas na nikogo nie czeka. Lepiej nie próbuj grać na zwłokę, albo obie zginą!”
Powiedziawszy to, dwaj porywacze jednocześnie przycisnęli obie kobiety do barierek, udając, że chcą je zrzucić, zmuszając Westona do decyzji.
Stella się nie ruszyła. Nawet jeśli ból sprawiał wrażenie, jakby jej kości były miażdżone, jej wzrok ani na chwilę nie oderwał się od mężczyzny.
Patrzyła na niego przekrwionymi oczami, czekając na odpowiedź.
Ale Weston na nią nie patrzył.
Chwilę później powoli wycedził słowa: „Wybieram Gwen.”
Stella gwałtownie uniosła głowę, wciąż wpatrując się w niego.
Atmosfera zdawała się zamarznąć, zapadła martwa cisza, która trwała kilka sekund...
Potem powoli zamknęła oczy.
Powiedziała wszystko, co mogła, i żadne słowa nie mogły już zmienić wyniku.
Jej serce zdrętwiało z bólu, nie czuła już nawet płynącej krwi.
Czuła się tak, jakby ostre pazury przejechały po jej klatce piersiowej, zostawiając wielką, krwawiącą dziurę; czuła chłód i ból.
Zanim zdążyła otrząsnąć się z tego potwornego cierpienia, usłyszała niski i gorzki głos Westona: „Wybieram Gwen... Ona boi się wysokości.”
