Stella zerknęła na niego, słysząc te słowa, i zignorowała ostrzeżenie czające się w jego oczach.
Zacisnęła usta, nie odezwała się ani słowem i ruszyła dalej przed siebie.
Weston trzymał jedną dłoń na kierownicy, a drugą z irytacją rozpinał mankiet koszuli. – Dzisiaj odbywa się wielki egzamin, więc wszystkie taksówki pojechały do zachodniej dzielnicy. Nie złapiesz tu żadnej.
Stella była skonsternowana, że w ogóle jej to tłumaczy. Przystanęła i powiedziała: – W porządku, mogę pojechać autobusem.
Westonowi skończyła się cierpliwość. Zastukał palcem w kierownicę, po czym otworzył drzwi i wysiadł z samochodu.
Następnie podszedł zamaszystym krokiem do Stelli i wziął ją na ręce.
Zaskoczona Stella odruchowo objęła go za szyję.
Napotkawszy wymowne spojrzenie mężczyzny, odzyskała zmysły i odepchnęła go, chwytając za ramiona ze złością. – Postaw mnie!
Weston zignorował jej protest. Po prostu wrzucił ją na siedzenie pasażera i pochylił się, by zapiąć jej pasy.
W samochodzie było mało miejsca, a ich sylwetki niemal się na siebie nakładały. Nawet ich oddechy się mieszały.
Stella wpatrywała się w przystojną twarz, która znajdowała się zaledwie kilka cali od niej, i zacisnęła pięści. – Co ty robisz?
– Jak już mówiłem, nie zmuszaj mnie do powtarzania. – Mężczyzna oparł się ręką o oparcie jej fotela i spojrzał na nią z góry.
– A jak ja już mówiłam, nie chcę wsiadać do twojego samochodu. Mogę iść sama!
– Nie chcesz wsiadać do mojego samochodu? – Weston nagle chwycił jej twarz. Jego ciemne oczy przeskanowały jej wyraz twarzy, po czym prychnął śmiechem. – Byłaś już wcześniej w moim łóżku, więc dlaczego boisz się wsiąść do mojego auta?
Pięść Stelli zacisnęła się mocniej; poczuła nagłą chęć, by podnieść rękę i go spoliczkować.
Przypomniała sobie jednak o swoim położeniu, więc tylko mocno zacisnęła dłoń, a potem pozwoliła jej opaść bezwładnie wzdłuż ciała. – Po rozwodzie będziemy obcymi ludźmi, więc nie chcę mieć z tobą żadnych zbędnych kontaktów.
Oczy mężczyzny pociemniały, a jego chwyt nagle się zacieśnił. – Skoro nie chciałaś mieć ze mną nic wspólnego, to dlaczego błagałaś mnie ze łzami w oczach, bym pozwolił ci zatrzymać dziecko?
Następnie spojrzał w dół na brzuch Stelli, a jego usta wykrzywiły się w uśmiechu. W jego oczach nie było radości, tylko kpina.
Twarz Stelli natychmiast posmutniała.
Przygryzła wargę i wytrzymała to spojrzenie. – Tak jak mówiłam... To dziecko należy tylko do mnie. Nie ma z tobą nic wspólnego.
Lekko szorstka opuszka palca Westona pieściła jej usta. Jego oczy pociemniały na widok rzędu czerwonych śladów po zębach. – Powiedz mi, jak zamierzasz mieć dziecko w pojedynkę, hm?
Stella spojrzała na niego gniewnie. – Doskonale wiesz, co mam na myśli. Chcę zatrzymać to dziecko nie dlatego, że ma cokolwiek wspólnego z tobą, ale dlatego, że może to być jedyne dziecko, jakie kiedykolwiek będę mogła mieć. Zatrzymałabym je bez względu na to, kto jest ojcem... Ała!
Poczuła, jak siła chwytu na jej twarzy wzrasta, zanim zdążyła dokończyć zdanie.
Stella dostrzegła wściekłą wrogość w oczach Westona, grożącą, że ją pochłonie. Ale po chwili jego spojrzenie szybko znieruchomiało i nie zdradzało już żadnych emocji.
Pomyślała, że się przewidziała.
Kciuk Westona nacisnął na jej dolną wargę, zmuszając ją do lekkiego otwarcia ust. – Wyglądasz lepiej, kiedy płaczesz.
Stella patrzyła prosto na niego. Byli tak blisko siebie, że jego oddech przypominał jej o ich intymnych nocach.
Nie rozumiała, jak ktoś, kto bezwzględnie ją wykorzystał i porzucił, mógł teraz tak nonszalancko mówić jej takie rzeczy?
Spojrzenie Stelli stopniowo pociemniało i odwróciła głowę. – Wkrótce żenisz się z Guinevere. Nie boisz się, że może się zdenerwować, że nosisz swoją byłą żonę na rękach do samochodu w miejscu publicznym?
Zaraz po tym, jak to powiedziała, usłyszała śmiech mężczyzny. – Nieźle. Nawet mieszasz w to Gwen.
Weston przyglądał się jej czystym oczom. – Co jeszcze masz w zanadrzu? Spróbuj.
Stella prychnęła, śmiejąc się przy tym z samej siebie. – Czyż nie uwielbia pan, gdy kobiety płaczą, panie Ford? Czyżby panna Cohen nie dorównywała moim łzom?
Oczy Westona utkwione w niej stopniowo ciemniały.
Puścił ją z gasnącym zainteresowaniem. – Nie porównuj się do niej.
Stella spuściła wzrok. – Panna Cohen jest wielką gwiazdą kochaną przez wszystkich, więc oczywiście nie mogę się z nią równać. Ale skoro tak bardzo ją pan kocha, panie Ford, nie powinien pan pozwalać, by nic nieznacząca była żona, taka jak ja, była solą w jej oku.
Weston milczał.
Kiedy na nią patrzył, nie wydawała się wymuszona, a jej oczy były spokojne, jakby się z nim zgadzała.
Po chwili zachichotał z jakiegoś powodu.
Kiedy w końcu się cofnął i obszedł samochód, by wsiąść, Stella powoli odwróciła głowę, oddychając z ulgą.
Samochód ruszył.
Stella zmarszczyła brwi. – Dokąd jedziesz?
Weston nie odpowiedział. Wpatrywał się w drogę przed sobą i swobodnie oparł rękę na kierownicy, odsłaniając metalowy zegarek na nadgarstku. – Do Rezydencji Stardust.
Rezydencja Stardust była ich domem małżeńskim.
Ich ślub był nagły i nie urządzili wesela. Stella miała tylko Rogera jako krewnego, więc po odebraniu aktu ślubu i zjedzeniu kolacji z Rogerem, oficjalnie stała się panią Ford.
Miejsce, które kiedyś nazywała domem, było teraz tylko nazwą.
Stella odwróciła wzrok. – Świetnie. Akurat musiałam tam pojechać, żeby odebrać bagaże.
Potem odbierze z nim akt rozwodu i ten człowiek zniknie z jej życia.
...
Dzielnica, w której znajdowała się rezydencja, była dość daleko od centrum miasta. Rezydencja Stardust nie była może ogromna, ale świetnie usytuowana. Krajobraz i otoczenie były najwyższej klasy, co czyniło ją odpowiednim miejscem zamieszkania dla nowożeńców.
Czarny luksusowy samochód wjechał na podwórze i zatrzymał się na parkingu.
Oboje wsiedli do windy. Po otwarciu drzwi Stella podświadomie z mieszanymi uczuciami przyjrzała się wystrojowi domu.
Weston nie lubił obcych w domu. Był człowiekiem zdystansowanym i powściągliwym, który wolał być skrupulatny w pracy, ale w życiu prywatnym cenił samotność.
Chociaż rezydencja nie była duża, posiadała wszelkie niezbędne udogodnienia. Miała nawet ogród i basen, więc utrzymanie domu w porządku wymagało wiele pracy. Weston zatrudnił kilka gospodyń, które zajmowały się sprzątaniem i gotowaniem.
Jednak Stella lubiła uczucie, że może sama zarządzać swoim domem, więc często przejmowała te obowiązki. W rezultacie nie pozwalali gospodyniom mieszkać z nimi, a jedynie przychodzić od czasu do czasu.
Dla Westona to był tylko budynek, ale dla Stelli to był dom.
W każdym kącie domu znajdowały się jej ślady.
Na ganku wisiał dzwoneczek z muszelek, który sama zrobiła, były tam też pluszowe kapcie dla par, które specjalnie dla nich wybrała.
Weston zwykł nazywać je dziecinnymi i odmawiał ich noszenia, ale po tym, jak Stella poprosiła go kilka razy, przestał protestować.
– Weston... – Stella wpatrywała się w ich cienie na podłodze, zmieniając buty na kapcie.
Mężczyzna stał za nią. Rzadko wracał do domu po ślubie, ale po pewnym czasie mieszkania tu z nią, przyzwyczaił się do tego miejsca.
Być może wspominając, jak posłuszna i zgodna była Stella, gdy byli razem, spojrzenie Westona złagodniało. Pojawiła się w nim nawet nuta ciepła. – Hm?
Wtedy usłyszał pytanie Stelli: – Kiedy odbieramy nasz akt rozwodu?
















