Stelli ścisnęło gardło, nie była w stanie przetrawić tego, co właśnie powiedział.
Po chwili wydusiła z wielkim trudem: – Roger nawet nie zna panny Cohen. Jak mógłby ją skrzywdzić...
– Czy to nie ty mu powiedziałaś? – przerwał jej niecierpliwie Weston.
Stella była oszołomiona. Wyjaśniła odruchowo: – Nic mu nie mówiłam!
W końcu zauważyła, że twarz mężczyzny również była pokiereszowana. W kąciku jego ust widniał mały siniak, choć nie był bardzo widoczny.
To prawdopodobnie Roger go uderzył.
Ale to wcale nie wpłynęło na wygląd mężczyzny. Wyglądał równie wykwintnie, dostojnie i onieśmielająco.
Stella zacisnęła usta i wzięła głęboki oddech, nagle się uspokajając. – Gdzie jest Roger? Chcę go zobaczyć.
– Na razie nic mu nie jest. Będziesz mogła go zobaczyć, gdy Gwen będzie bezpieczna.
Celowo podkreślił słowa „na razie”. Stella zacisnęła pięści, by stłumić niepokój. – Chcę zobaczyć Rogera, albo odmawiam oddania krwi... Szpital nie zmusi mnie do donacji, jeśli tego nie chcę, prawda?
Oczy Westona zwęziły się lekko na jej stanowczą odpowiedź, jakby chciał ją przestudiować.
Stella zawsze była wobec niego uległa i godziła się na wszystko, nigdy wcześniej nie była tak stanowcza.
A więc i króliki wpadają w gniew, gdy są niespokojne.
Weston parsknął śmiechem. – Podaj mi powód, dla którego odmawiasz.
Serce Stelli zadrżało.
Przyjechała w pośpiechu, więc nie znała wyniku testu ciążowego... Jeśli naprawdę była w ciąży, czy oddanie krwi wpłynie na jej dziecko?
Jej emocje były w rozsypce, ale nie mogła zostawić Rogera na pastwę losu, a tym bardziej sprzeciwić się Westonowi.
Nie miała siły, by z nim walczyć.
Po chwili, jakby godząc się na kompromis, powiedziała: – Panie Ford, musi mi pan obiecać, że jeśli oddam krew pannie Cohen, nie pociągnie pan Rogera do odpowiedzialności.
Weston jedynie wpatrywał się w nią prosto, nic nie mówiąc.
Była wyraźnie zdenerwowana i zagubiona, ale wciąż znalazła przewagę, by dobić z nim targu.
Nagle uniósł jej podbródek i spojrzał w oczy. Jego wzrok pociemniał, gdy powiedział: – Zgoda.
Następnie puścił ją i poinstruował asystenta: – Zaprowadź ją tam.
Z powodu nagłej sytuacji nie mieli czasu na przeprowadzenie żadnych badań.
Zanim Stella odzyskała zmysły, została posadzona na krześle, a do jej smukłego i jasnego ramienia przywiązano plastikową rurkę, uwidaczniając dwie niewyraźne żyły.
– Jest pani zbyt chuda... – Pielęgniarka odpowiedzialna za pobranie krwi zmarszczyła brwi, mając trudności ze znalezieniem żył Stelli.
Stella spuściła wzrok, nic nie mówiąc.
Maleńki, ale ostry ból przeszył jej ciało i szybko odwróciła głowę. Jej oczy powoli zaszły czerwienią.
Bardzo bała się igieł.
Od dziecka cierpiała na trypanofobię. W rezultacie drżała za każdym razem, gdy musiała dostać zastrzyk. W przeszłości miała ludzi, którzy ją przytulali i uspokajali, pozwalając jej płakać i być rozpieszczaną bez konieczności powściągania emocji.
Ale teraz...
– Nie użyłam dużej siły, więc dlaczego pani się trzęsie? – Pielęgniarka brzmiała na zdenerwowaną. Zaczęła nawet panikować, widząc, jak blade były usta Stelli. – Nawet wytrząsnęła pani igłę, musimy to zrobić jeszcze raz...
Stella wymusiła skinienie głową. Blednąc, wpatrywała się w igłę, która wydawała jej się bestią, a w głowie zaczęło jej wirować.
W następnej chwili jej świat nagle pociemniał, gdy ciepło rozlało się wokół jej oczu.
Weston podszedł do niej i zasłonił jej oczy. – Nie patrz, skoro się boisz.
