Mieszkali w Rezydencji Stardust tylko przez około sześć miesięcy.
Ale Stella miała wrażenie, że aż nazbyt dobrze zna każdy kąt tego domu.
Pamiętała nawet, na której półce w szafie leżała często używana koszula Westona i jaki krawat lubił do niej dobierać.
Przyzwyczajenie to przerażająca rzecz.
Stella spakowała swoje bagaże już wcześniej, więc opuszczenie głównej sypialni z torbą w ręku zajęło jej mniej niż dziesięć minut.
Mężczyzna siedział niedbale na kanapie w salonie, opierając ramię na podłokietniku. Jego czarna koszula jeszcze bardziej mroczyła jego wyraz twarzy.
Weston trzymał między palcami świeżo zapalonego papierosa.
Dym w powietrzu jeszcze się nie rozwiał. Zmrużył oczy, patrząc na Stellę, a potem na jej torbę. – Nie musisz się wyprowadzać. Mogę ci oddać tę rezydencję.
Przypomniał sobie, jak przed chwilą z jakiegoś powodu zrobiło mu się jej żal.
Kiedy Stella zmieniała buty na kapcie, stojąc tyłem do niego, zobaczył po zarysie jej ciała, jak bardzo była chuda. Miał tylko jedną myśl.
„Ta kobieta jest zbyt chuda”.
Nie pamiętał, by wydawała się tak koścista, gdy ostatnim razem ją przytulał.
Być może ta atmosfera zwiodła go, sprawiając, że pomyślał, iż wciąż jest jego potulną żoną, która widzi tylko jego, więc Weston podświadomie założył, że Stella powie mu coś intymnego, gdy wymówiła jego imię.
Niestety, ona zapytała tylko: „Kiedy odbieramy nasz akt rozwodu?”.
Papieros nagle przypalił palec Westona, parząc go.
Strzepnął popiół i zmienił pozycję, krzyżując nogi. Jego swobodna i dumna postawa sprawiała, że wyglądał jak urodzony arystokrata. – W końcu byliśmy kiedyś małżeństwem.
Stella potrząsnęła głową i pociągnęła za sobą torbę. – Ta rezydencja nie jest mi do niczego potrzebna. Nie ma potrzeby, abym sama mieszkała w tak dużym miejscu. Jeśli nie ma pan nic przeciwko, panie Ford, czy może mi pan zamiast tego dać równowartość w gotówce?
Słysząc to, twarz Westona pociemniała.
Spojrzał na nią. – Chcesz tylko pieniędzy?
Stella skinęła głową. – W tej chwili potrzebuję tylko pieniędzy. Jeśli nalega pan na oddanie mi tej rezydencji, nie odmówię, ale ją sprzedam.
Potem zmarszczyła brwi. – Ale nie mam kontaktów do takich transakcji, więc boję się, że mogę zostać oszukana przy sprzedaży domu. Jeśli zechciałby mi pan w tym pomóc, byłabym mniej zmartwiona.
Wszelki wyraz zniknął z jego twarzy.
Dokończył papierosa, po czym powiedział: – Każę mojemu asystentowi przelać pieniądze na twoje konto w jednej transakcji.
Spojrzenie Stelli lekko zachwiało się, ale skinęła głową. – Dziękuję, panie Ford.
Weston wstał i podszedł do niej.
Nie była niska, ale w jego obecności wyglądała na dość drobną.
Stella zazwyczaj ubierała się skromnie i rzadko robiła makijaż. Czasami nakładała tylko lekki makijaż, aby poprawić cerę.
Miała jednak lśniące czarne włosy, które podkreślały nieskazitelność jej jasnej skóry. Jej cera była delikatna, niemal przezroczysta i zachwycająca w dotyku, niczym ciepły jadeit.
Weston nagle zapragnął dotknąć jej twarzy.
Ale nic nie zrobił. Zgasił tylko papierosa i sięgnął po jej bagaż.
Stella odruchowo zablokowała jego rękę. – W porządku. Poradzę sobie.
Weston cofnął rękę. Bez cienia emocji w ciemnych oczach spojrzał na nią. – Gdzie się teraz zatrzymasz? Podwiozę cię.
Twarz Stelli spięła się i wymusiła uśmiech. – Nie trzeba. Wezmę taksówkę.
Widząc, że Weston milczy, z obawy, że może nalegać na podwiezienie, Stella dodała: – Panie Ford, najlepiej będzie, jeśli nie będziemy się wtrącać w swoje sprawy, chyba że to konieczne, zwłaszcza w takich kwestiach jak podwożenie. To może drobnostka, ale kobiety zwracają na to uwagę. Nie boi się pan, że panna Cohen może być niezadowolona, jeśli się o tym dowie?
Skoro wykorzystywał ją tylko jako narzędzie do sprowokowania Guinevere, to małżeństwo było tylko kłamstwem.
Albo, mogła to nazwać transakcją.
W końcu Weston dał jej ogromną sumę pieniędzy, gdy ich potrzebowała, więc nie są sobie już nic winni. Pogrzebie swoje uczucia głęboko w sobie, żeby nikt się o nich nie dowiedział.
Najlepszym zakończeniem dla nich byłoby ponowne stanie się obcymi ludźmi.
On w końcu ożeni się z Guinevere, a Stella na razie wciąż nie potrafiła o nim całkowicie zapomnieć, więc spotkania z nim sprawiałyby jej tylko ból.
Więc wolałaby nie mieć z tym człowiekiem już nic wspólnego.
Zgodnie z przewidywaniami, wystarczyło wspomnieć o Guinevere, by Weston zamilkł.
Stella wsiadła do taksówki i podała kierowcy przypadkową lokalizację.
Kiedy samochód odjechał, spojrzała na Rezydencję Stardust w lusterku wstecznym i jej oczy w końcu zaczerwieniły się od łez.
To było miejsce, które kiedyś nazywała domem.
Jej klatka piersiowa wciąż bolała. Zwłaszcza gdy widziała Westona, bo przypominała sobie fakt, że ją oszukał, a potem porzucił.
Stella położyła dłoń na swoim płaskim brzuchu i zamknęła oczy.
Przynajmniej miała teraz innego członka rodziny.
...
Stella nie znalazła jeszcze mieszkania, więc na razie mogła jedynie zostawić bagaże w miejscu pracy, w biurowcu.
Jako dziecko uczyła się grać na instrumentach muzycznych i tańczyć, zdobywając nawet wiele nagród. Dzięki swoim umiejętnościom artystycznym mogłaby dostać się do słynnej szkoły artystycznej, ale jej wyniki z literatury były równie imponujące, więc ostatecznie wybrała inną uczelnię.
Gdyby jej rodzice nie zginęli w wypadku, być może wciąż byłaby tą dawną, szczęśliwą Stellą.
Aby opłacić rachunki medyczne Rogera, po studiach zaczęła pracować w sklepie z pianinami jako nauczycielka gry.
Początkowo Stella była tylko nauczycielką w sklepie muzycznym. Ale potem koleżanka, która planowała założyć własny biznes, dowiedziała się, że Stella zna wiele instrumentów, a nawet potrafi tańczyć, więc ją podkupiła.
Yvonne Quirk właśnie skończyła prowadzić zajęcia, gdy zobaczyła Stellę wchodzącą z torbą podróżną. – Jesteś dzisiaj wcześnie. Nie masz zajęć po południu?
Yvonne podeszła do dystrybutora, żeby napić się wody, a dzieci wokół przywitały się z nią.
Stella ominęła je i postawiła torbę przy swoim stanowisku pracy. Potem podeszła ze swoim kubkiem termicznym z torebką herbaty w środku. – Nie mam gdzie podziać moich rzeczy, więc zostawiam je tu na razie. Zabiorę je wieczorem.
Słysząc to, Yvonne przyjrzała się jej uważnie. – Czy coś się stało...?
Chociaż były tylko koleżankami z pracy, miały dobre relacje.
Być może dlatego, że Stella od dawna nie miała przyjaciela, zawsze zwierzała się Yvonne ze swoich problemów.
Yvonne była bogatą żoną, a jej mąż był wpływowym człowiekiem.
Kobieta była też młoda i piękna, ale nie lubiła siedzieć w domu bezczynnie. Zaczęła więc uczyć małe dzieci i ostatecznie założyła własną szkołę artystyczną w tym biurowcu, wynajmując kilka sal do nauki muzyki i tańca.
Stella spuściła wzrok i patrzyła, jak gorąca woda wypełnia kubek z herbatą. – Rozwiodłam się.
Yvonne zakrztusiła się wodą i zaczęła kaszleć i prychać.
Wpatrywała się w Stellę zszokowana. – Czy ty nie kochałaś swojego męża bardzo mocno? Dlaczego nagle wzięłaś rozwód...?
Stella uśmiechnęła się, nic nie mówiąc.
Yvonne zrozumiała natychmiast. – On ma kogoś innego...?
















