Dzikie przysięgi: Niezłomna ocalała Alfy

Dzikie przysięgi: Niezłomna ocalała Alfy

Autor: Vael·Without·Echo

Koszt ambicji
Autor: Vael·Without·Echo
24 lip 2026
Punkt widzenia Sylvie Dzwonek na przerwę obiadową niesie się echem po kampusie, ale nie przynosi mi żadnej ulgi. Siedzę na skrawku martwej trawy na zewnętrznym dziedzińcu, trzymając głowę opuszczoną w dół. Moje długie blond włosy opadają do przodu jak ciężka kurtyna, osłaniając twarz przed resztą świata. Ostry skurcz wykręca mój pusty żołądek. Bogaty, apetyczny zapach pizzy i ciepłych frytek wypływa z drzwi stołówki, drwiąc ze mnie przy każdym podmuchu wiatru. Dziś rano ominęłam śniadanie przez mojego ojca i brata, a moje ciało płaci za to wysoką cenę. Kurczę się w swoim za dużym swetrze, modląc się o cud. Tylko jedna spokojna przerwa. Tylko o to proszę. Cień pada na mnie, zanim w powietrzu padają słowa. – Hej, frajerko. Serce spada mi prosto do pustego żołądka. Znam ten kpiący ton. Przełykam ciężko ślinę i zmuszam się, by spojrzeć w górę. Sloane stoi nade mną, posyłając mi złośliwy uśmiech. Światło słoneczne odbija się w jej lśniących blond włosach, sprawiając, że wygląda jak nieskazitelny anioł. Jej niebieskie oczy są jednak zimne i martwe. Nosi swój strój cheerleaderki jak zbroję, oskrzydlona przez trzy swoje wierne fanki. Przygotowuję się, wciskając dłonie w wilgotną ziemię. Chcę tylko spokoju. Nigdy nie powiedziała tej dziewczynie złego słowa. Nigdy celowo nie stanęłam jej na drodze. Ale one nie potrzebują powodu. Upokarzanie mnie to ich ulubiona rozrywka. Sloane trzyma zimną, pokrytą skroploną wodą puszkę napoju gazowanego. Bez cienia wahania przechyla ją do przodu. Wylewa ciemny, lodowaty płyn prosto na czubek mojej głowy. Wydaję z siebie ostry pisk, gdy zamrażający szok uderza w skórę mojej głowy. Lepki napój spływa po mojej twarzy, szczypiąc mnie w oczy i przemaczając kołnierz mojego swetra. Sloane odrzuca głowę do tyłu i się śmieje. To wysoki, kpiący dźwięk, który drażni moje uszy. Jej fanki zasłaniają usta, chichocząc zgodnie moim kosztem. Zrywam się na równe nogi, drżąc, gdy napój spływa mi po kręgosłupie. Cukrowy syrop przykleja włosy do moich policzków. Wpatruję się w trawę, czekając, aż się znudzą i odejdą. – To poprawa – szydzi Sloane, machając wypielęgnowaną dłonią w moim kierunku. – Nie uważacie, że jej włosy wyglądają lepiej, dziewczyny? Chór entuzjastycznej aprobaty niesie się echem za nią. Stoję zamrożona, mając nadzieję, że to koniec jej chorego przedstawienia. Ale Sloane jeszcze nie skończyła. Wkracza bezpośrednio w moją przestrzeń osobistą, a wyraz jej twarzy wykrzywia się w coś brzydkiego. Zanim zdążę zrobić choćby krok w tył, bierze zamach. Jej pięść uderza ostro w moją szczękę. Jasny błysk bieli rozświetla mi wzrok. Wzdrygam się mocno, potykając się do tyłu. Uderzenie na nowo rozpala utrzymujący się, głęboki ból z wczorajszych tortur. Przykładam drżącą dłoń do pulsującego policzka, łapiąc powietrze. – Powinnaś umrzeć. To byłoby dla ciebie o wiele lepsze – pluje Sloane, a z jej głosu kapie jad. Przygryzam wewnętrzną stronę policzka, zmuszając łzy do powrotu. Płacz daje im władzę. Wiem dokładnie, dlaczego to robi. Sloane ma ślepą, głupią obsesję na punkcie mojego brata. Myśli, że niszczenie mnie udowadnia jej lojalność wobec Declana. Wierzy, że ten okrutny pokaz jakoś sprawi, że on się w niej zakocha. Jest zbyt nieświadoma, by zrozumieć, że on w ogóle nie dba o to, że ona istnieje. Dzwonek ostrzegawczy wrzeszczy na kampusie, przerywając napięcie. Sloane rzuca mi ostatnie, pełne obrzydzenia spojrzenie, po czym odwraca się na pięcie. Maszeruje z powrotem w kierunku głównego budynku, a jej zwolenniczki podążają tuż za nią. Wypuszczam urwany oddech. Wlekę swoje lepkie, upokorzone ciało przez dziedziniec i z powrotem na duszne korytarze. Każdy krok wydaje się monumentalnym wysiłkiem. Słodki, ostry zapach coli przylega do moich ubrań. Uczniowie rozstępują się jak Morze Czerwone, gdy się zbliżam, opierając się o swoje szafki, by patrzeć i szeptać za moimi plecami. Kilkoro z nich wytyka mnie palcami i podśmiewa się. Wzrok mam wbity w porysowaną podłogę z linoleum, a dłonie zaciskam w twarde pięści. Chcę jej oddać. Chcę zetrzeć ten zadowolony z siebie uśmiech z jej twarzy. Ale zrobienie tego byłoby wyrokiem śmierci. Opuszczenie popołudniowych lekcji nie wchodzi w grę. Nie mogę sobie pozwolić na ani jedną nieobecność czy pogorszenie ocen. Moje wyniki w nauce to jedyna prawdziwa rzecz, jaką posiadam. Znoszę to wyczerpanie, głód i ciągłe upokorzenia, bo te oceny to mój jedyny bilet ucieczki z tego piekła. Potrzebuję tego pełnego stypendium. Mój ojciec nigdy nie zapłaci złamanego grosza za moje czesne w college'u. Skończę szkołę, zdobędę fundusze i zniknę w nocy bez słowa pożegnania z moją tak zwaną rodziną. Zostanę prawnikiem. Zbuduję sobie życie z dala od tego miejsca. Muszę tylko przetrwać te ostatnie miesiące. W końcu docieram do mojej szafki na końcu korytarza. Przekręcam zamek z szyfrem lepkimi palcami, szarpiąc ciężkie, metalowe drzwiczki. Chwytam mój sfatygowany podręcznik z najwyższej półki. Właśnie gdy moja dłoń owija się wokół grzbietu książki, brutalna siła uderza w drzwiczki szafki. Gruba stal wgniata się do środka, zatrzaskując moją prawą dłoń prosto w ramie. Surowy, gardłowy krzyk wyrywa się z mojego gardła. Agonia jest natychmiastowa i oślepiająca. Szarpię ramię do tyłu, ale moje palce są uwięzione przez ułamek sekundy, zanim ciężkie drzwiczki odskakują z powrotem. Zataczam się do tyłu, wpadając na przeciwległą ścianę, tuląc prawą dłoń do klatki piersiowej. Próbuję zwinąć palce w pięść, ale odmawiają zgięcia. Kości są strzaskane. Podnoszę wzrok, łapiąc powietrze przez mgłę bólu. Declan stoi kilka stóp dalej, trzymając się za brzuch, zginając się wpół w ryczącym śmiechu. Wyciera łzę z oka, całkowicie rozbawiony własnym dziełem. Moja własna krew i ciało. Zatrzasnął szafkę, dokładnie wiedząc, gdzie jest moja ręka. Znowu połamał mi palce. Z powodu krwi zmiennokształtnych płynącej w moich żyłach, te złamane kości same się zrosną. Nie będę potrzebowała szpitala. Ale proces leczenia jest brutalny. Spędzę następnych kilka godzin znosząc fale potwornego, palącego bólu, podczas gdy kości będą pękać i łączyć się z powrotem. Moje palce pulsują obrzydliwym rytmem. Declan prostuje się, a jego śmiech zanika, przeradzając się w zimne, groźne spojrzenie. Nie wypowiada ani jednego słowa. Po prostu rzuca mi tę niemą groźbę, odwracając się plecami i zmierzając leniwym krokiem korytarzem w stronę swojej klasy. Dociskam zranioną dłoń mocno do klatki piersiowej. Pulsujący ból tętni z każdym pojedynczym uderzeniem mojego serca. Odbijam się od ściany i niechętnie wlekę się na następną lekcję. Mroczna, natrętna myśl zakrada się w zakamarki mojego umysłu. Chciałabym, żeby ten dzień już się skończył. Jednak jednocześnie mój żołądek zaciska się ze strachu na myśl o ostatnim dzwonku. Powrót do domu jest zawsze gorszy. Szkoła jest niebezpieczna, ale dom to dusząca klatka. Czasami, gdy ból staje się tak ostry, a izolacja tak głęboka, zastanawiam się, czy o taką egzystencję w ogóle warto walczyć. Gdybym po prostu przestała przychodzić, kto by to zauważył? Komu tak naprawdę by mnie brakowało? Odpowiedź jest głuchym echem. Nikomu. Ale poddanie się oznacza oddanie im zwycięstwa. Odmawiam zrobienia tego. Odmawiam pozwolenia Declanowi, ojcu czy Sloane zniszczyć mnie i zamienić w nic. Niezależnie od tego, co robią, nie pozwolę im wygrać. Mam plan i jestem silniejsza, niż myślą. Muszę tylko uzbroić się w cierpliwość. Muszę trzymać głowę nisko, strzec moich tajemnic i wytrwać do momentu, aż będę trzymać w dłoni ten dyplom. Jak trudne może być przeczekanie tego? Przecież gorzej już być nie może. Pewnego dnia ucieknę z tego miasteczka. Aż nadejdzie ta chwila, muszę być po prostu ostrożna, polegać na własnej sile i nie ufać nikomu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Koszt ambicji – Dzikie przysięgi: Niezłomna ocalała Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka