Z perspektywy Declana
Samotnik okazał się na tyle miły, że porzucił nas w pobliżu jakiegoś stada, blisko linii granicznej. – Powodzenia – mruknął, i w ułamku sekundy zniknął, jakby rozwiał się z wiatrem. Cholera, bywał szybki, kiedy chciał. Był z niego też cholernie porządny gość.
– Uroczo – mruknął Maddox, spoglądając ponuro w kierunku, w którym zniknął samotnik.
– Przynajmniej był na tyle miły,
















