Dzikie przysięgi: Niezłomna ocalała Alfy

Dzikie przysięgi: Niezłomna ocalała Alfy

Autor: Vael·Without·Echo

Miażdżący cios
Autor: Vael·Without·Echo
25 lip 2026
Punkt widzenia Sylvie Siedzę w ostatnim rzędzie na lekcji historii, wpatrując się tępo w porysowaną powierzchnię mojej drewnianej ławki. Nauczyciel zanudza, bez końca rozwodząc się o granicach terytoriów watah i starożytnych traktatach, które nie mają żadnego związku z moim prawdziwym życiem. Przejeżdżam paznokciem kciuka po wyżłobieniach w drewnie, pragnąc, by ta godzina wreszcie dobiegła końca. W watasze, w której siła jest wszystkim, dziewczyna bez wilka, taka jak ja, przetrwa tylko wtedy, gdy pozostanie niewidzialna. Nagle ciężkie drzwi sali lekcyjnej otwierają się z trzaskiem. Uderzają o ścianę z ogłuszającym hukiem. Wzdrygam się na swoim miejscu, ale nawet nie muszę odwracać głowy, by wiedzieć, kto właśnie przerwał lekcję. To nowy Alfa, o którym wszyscy plotkują od wczesnych godzin porannych. Nauczyciel na szczęście milknie. Salę natychmiast wypełnia gorączkowy szept moich kolegów z klasy reagujących na jego obecność. Siedzę nieruchomo, zastanawiając się, czego Alfa mógłby chcieć w tak zwyczajnej klasie jak ta. Wtedy uderza mnie zapach. Unosi się w stęchłym, pełnym kredowego pyłu powietrzu. Pachnie niesamowicie – to usypiająca i odurzająca mieszanka głębokiego zapachu drzewa sandałowego i ostrej bergamotki. Biorę głęboki wdech, pozwalając, by ten bogaty aromat wypełnił moje płuca, i przez ułamek sekundy mój umysł otumania uczucie błogiego komfortu. Ale po chwili mrużę oczy. Zimny skok adrenaliny przeszywa moje żyły, gdy dociera do mnie brutalna prawda. Istnieje tylko jeden biologiczny powód, dla którego zapach innej osoby mógłby działać na mnie aż tak potężnie. Jest moim przeznaczonym. Powoli odwracam głowę w stronę drzwi. Oczywiście, jego imponująca sylwetka wypełnia framugę. Podnosi dłoń. Wskazuje palcem prosto na mnie, wyławiając mnie z tłumu. "Ty" – mówi szorstko. Jego głos jest niski, ociekający ciężkim autorytetem, który wymusza natychmiastowe posłuszeństwo. Chwytam się krawędzi ławki, starając się nie wzdrygnąć. "Chodź ze mną." Nie czeka na odpowiedź. Po prostu odwraca się i wychodzi z powrotem na korytarz. Jestem zmuszona wstać, a moje krzesło głośno szoruje po linoleum. Wbijam wzrok w podłogę, boleśnie świadoma wybuchów chichotu i okrutnych szeptów niosących się echem wśród moich rówieśników, gdy opuszczam salę. Świetnie. Właśnie dostarczam nowej pożywki dla plotkarzy. Wychodząc na jasny korytarz, zamykam za sobą drzwi i pozwalam sobie na niego spojrzeć. Nie mogę powstrzymać pełnego podziwu spojrzenia. Jego twarz jest zniewalająco przystojna, pełna ostrych kątów i mocnych rysów. Oczy mają uderzający odcień zieleni, a czarne włosy są rozwichrzone, opadające na ramiona. Ma na sobie ciemną skórzaną kurtkę, która nadaje mu groźny wygląd i podkreśla potężne mięśnie jego postury. Przełykam ślinę, czując intensywną falę zdenerwowania, gdy odwraca się w moją stronę. Biorę się w garść. Nie jestem naiwna. Doskonale wiem, dlaczego wyciągnął mnie tu w środku dnia zajęć. Przyprowadził mnie tu, żeby mnie odrzucić. Jaki szanowany Alfa kiedykolwiek chciałby dziewczyny tak zepsutej i skazanej na porażkę jak ja? Nie mam wilka. Znajduję się na samym dole hierarchii watahy. Stojąc obok tak wspaniałego Alfy jak on, muszę wyglądać okropnie. Ale nie pozwolę, by mnie to złamało. Prostuję ramiona, utwardzając wyraz twarzy, nie chcąc pozwolić mu dostrzec, jak głęboko mnie to dotyka. Muszę tylko mieć to z głowy, choćby po to, by móc uciec z powrotem do ławki i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło. Od dziecka marzyłam o znalezieniu przeznaczonego. Z wiekiem głupio miałam nadzieję, że mój przeznaczony wybawi mnie z tej żałosnej egzystencji. Powinnam była być mądrzejsza. "Słuchaj, możemy to przyspieszyć?" – mruczę, utrzymując boleśnie płaski ton głosu. "Muszę wracać na lekcję." Przez chwilę wygląda na oszołomionego. Marszczy brwi, jakby spodziewał się, że zaraz wybuchnę płaczem. Ale moje słowa są całkowicie szczere. Im szybciej więź przeznaczenia zostanie zerwana, tym szybciej zniknie to okropne oczekiwanie. Przez ulotną chwilę jestem wręcz wdzięczna, że nie mam jeszcze wilka, co oznacza, że ból odrzucenia będzie znacznie słabszy. Wpatruje się w mój zimny wyraz twarzy, a jego szczęka się zaciska. Bierze głęboki oddech, a ja przygotowuję się na nieuniknione słowa. "Ja, Maddox z Watahy Kobaltowego Księżyca, odrzucam cię, Sylvie z..." Waha się, zająknąwszy się na nazwie mojej watahy. "Żelaznego Półksiężyca" – podpowiadam stanowczo. Kina głową, zmuszając się do wyrzucenia z siebie tych ciężkich słów. "Odrzucam cię, Sylvie z Watahy Żelaznego Półksiężyca." W chwili, gdy ostatnia sylaba opuszcza jego usta, powstrzymuję dziki skowyt. Rozdzierające uczucie przechodzi prosto przez moje serce. Czuję się, jakby wyszczerbione ostrze wkręcało się głęboko w moją klatkę piersiową, wykrawając kluczowy fragment mojej duszy. Fizyczny ból jest oślepiający, ale nie pozwolę mu zobaczyć zniszczenia, jakiego dokonał. Zmuszam gorzką żółć do powrotu do gardła, zaciskając szczękę, aż bolą mnie zęby. "Ja, Sylvie z Watahy Żelaznego Półksiężyca, przyjmuję odrzucenie Maddoxa z Watahy Kobaltowego Księżyca" – mówię głucho. Ukrywając potworny ból bycia rozdartą na pół, posyłam mu napięty, pusty uśmiech. Odwracam się na pięcie i odchodzę bez ani jednego spojrzenia za siebie. Walczę, by powstrzymać łzy. Część mnie chce wykrzyczeć swoje udręczenie, paść na chłodną podłogę i pozwolić łzom płynąć. Ale płacz nie przyniesie mi niczego dobrego. Nigdy nie przynosi. Powrót do klasy przypomina marsz prosto na własną egzekucję. Moje stopy wydają się być skute betonem. Gęste przerażenie rozlewa się w moim żołądku, gdy drżącą dłonią powoli naciskam klamkę. Zmuszam się, by wejść z powrotem do sali, idąc swobodnie, udając, że nic się nie stało. Nauczyciel patrzy na mnie przez ułamek sekundy, ale nic nie mówi. Wsuwam się cicho na swoje miejsce, opuszczając wzrok. Przez jedną kruchą chwilę myślę, że może wszystko będzie dobrze. Moje szczęście się wyczerpało. "Wygląda na to, że ktoś został odrzucony" – przeciąga głośno Sloane z tylnego rogu. Natychmiast sztywnieję, niechcący potwierdzając jej okrutne założenie. Czuję czystą złośliwość i palącą nienawiść promieniującą z jej kierunku. "Po prostu zostaw mnie w spokoju" – szepczę. Sloane wydaje z siebie złośliwe parsknięcie śmiechem. Zerkam w górę, cicho modląc się, by nauczyciel zaprowadził porządek. Ale pan Harrison jedynie odwraca wzrok, obojętny na znęcanie się. Kulę się, osuwając się niżej na krześle. Nawet autorytety nie obchodzi, co się ze mną stanie. Sala lekcyjna szybko wybucha okrutnymi kpinami. "Zranił twoje uczucia?" – kpi Sloane ze złośliwym uśmieszkiem na ustach. Milczę. Oddycham głęboko, próbując skanalizować swój gniew, walcząc, by nie eksplodować. Dlaczego tak trudno im po prostu zostawić mnie w spokoju? Tak bardzo teraz cierpię, a Sloane czerpie radość z mojego bólu. "Sylvie została odrzucona!" – krzyczy inny uczeń. Jęczę cicho i zasłaniam oczy dłonią. Uczniowie zaczynają śmiać się z mojego nieszczęścia, a ich drwiące głosy nakładają się na siebie. "Cóż, kto by ją chciał?" "Spójrzcie na nią. Jest brzydka. Oczywiście, że ją odrzucił." "Jest żałosna, tylko na nią popatrzcie." "Nie ma mowy, żeby jakikolwiek Alfa chciał być w pobliżu niej." Surowe szepty odbijają się od ścian. Opieram głowę o ławkę, w ciszy chłonąc złośliwość, desperacko czekając na dzwonek. Depresja, która na mnie ciąży, jest tak ogromna, że nawet nie obchodzi mnie to, że powrót do domu będzie równie bolesny. Muszę po prostu uciec z tego okropnego miejsca. Gdy wreszcie dzwoni dzwonek, niemal skaczę z radości. Moja ulga zostaje jednak natychmiast zrujnowana. Podczas gdy reszta klasy wylewa się na zatłoczone korytarze, Sloane i jej świta nie wychodzą. Celowo zostają z tyłu. Gdy zarzucam plecak na ramię, uświadamiam sobie, że zagoniły mnie w róg. Podnoszę wzrok na uśmiechniętą twarz Sloane, a zimny dreszcz przebiega mi po plecach. Zerkają na swoje przyjaciółki. "Wiecie, co robić" – rozkazuje im chłodno Sloane. Panika ściska moją klatkę piersiową. Upuszczam plecak i próbuję uciec, ale nie jestem wystarczająco szybka. Para rąk mocno popycha mnie od tyłu. Upadam na podłogę, z uderzeniem kolan o linoleum. Zanim udaje mi się odczołgać, spadają na mnie ciężkie buty. Kopią mnie brutalnie, raz za razem. Krzyczę w czystej agonii, gdy but uderza w mój bok. Czuję, jak moje żebra pękają z przyprawiającym o mdłości trzaskiem. Moja klatka piersiowa zaciska się natychmiast w desperackiej walce o powietrze, a płuca odmawiają rozszerzenia. Zwijam ciało w ciasną kulę, osłaniając głowę ramionami, i czekam całą wieczność, aż brutalna udręka dobiegnie końca. "Trzymaj się z dala od Maddoxa, suko" – szepcze groźnie Sloane z progu, gdy w końcu się wycofują i opuszczają klasę. Zwinięta w pozycji embrionalnej na zimnej podłodze, łkam przez potworny ból. Każdy płytki oddech wysyła biało-gorący kolec udręki przez moje potrzaskane żebra. Wiem, że będę miała niewiarygodne szczęście, jeśli w ogóle uda mi się samodzielnie wstać, nie mówiąc już o dotarciu do domu. Powoli, w męczarniach, podciągam się na drżących dłoniach i kolanach. Pokój gwałtownie wiruje wokół mnie, a krawędzie ławek rozmywają się w ciemne cienie. Odbijam się od podłogi, zaciskając zęby z powodu piekącego bólu. Ledwie udaje mi się przyjąć pozycję stojącą, gdy w moim mózgu dominuje skrajne zawroty głowy. Nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Tuż przed tym, jak upadam z powrotem na podłogę, a gęsta ciemność całkowicie mnie pochłania, drzwi klasy otwierają się z trzaskiem. Ostatnią rzeczą, jaką słyszę, zanim tracę przytomność, jest jego zdesperowany głos, krzyczący na całe gardło: "Wezwijcie tu lekarza, natychmiast!"

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Miażdżący cios – Dzikie przysięgi: Niezłomna ocalała Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka