Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce

Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce

Autor: Selene Hart

Fałszywa pamiątka rodowa
Autor: Selene Hart
5 sie 2026
Kiedy Vivienne runęła ciężko na bezlitosną szpitalną podłogę, a przyprawiający o mdłości dźwięk jej pękającej bransoletki wciąż odbijał się echem w surowym korytarzu VIP, natychmiast ukryła twarz głęboko w piersi Gideona. Wydała z siebie żałosny, przerywany szloch, rozpaczliwie chwytając przód jego drogiej, uszytej na miarę koszuli i gniotąc nieskazitelny materiał w wściekle drżących dłoniach. Krzycząc z łzawym, wysoce dramatycznym oskarżeniem, zawodziła: – Gideon, pani Mercer mnie popchnęła! Stojąca zaledwie kilka stóp dalej Lyra od niechcenia skrzyżowała ramiona na piersi, całkowicie niewzruszona żałosnym, teatralnym spektaklem rozgrywającym się przed jej oczami. Spojrzała w dół na łkającą kobietę wzrokiem tak chłodnym, że mógłby zamrozić samo powietrze w korytarzu. – Jesteś pewna, że cię popchnęłam? – zapytała Lyra, a z jej głosu kapał morderczy spokój. Słysząc absolutny brak skruchy w jej tonie, Vivienne wściekle i uparcie nalegała przez swoje perfekcyjnie wyprodukowane, sztuczne łzy, że wyraźnie poczuła, jak brutalna dłoń uderza ją prosto w plecy. Wtuliła się głębiej w solidne objęcia Gideona, rozpaczliwie próbując wykreować wizerunek kruchego, złamanego ptaszka. Migdałowe oczy Lyry pociemniały od absolutnego, mrożącego krew w żyłach zastraszenia. Nie podniosła głosu, ale nagła zmiana w jej postawie zdominowała cały korytarz. – Panno Thorne, wszędzie na tym korytarzu VIP są kamery przemysłowe – ostrzegła Lyra. Powoli i z premedytacją wycelowała palec o nienagannym manikiurze w kierunku czarnej, eleganckiej kopuły kamery zamontowanej na suficie bezpośrednio nad nimi. – Mogę z łatwością pobrać nagranie i pozwać cię o rażące zniesławienie, gdy tylko zdobędę twarde dowody. Wpadając w natychmiastową panikę na samą wzmiankę o niezaprzeczalnym dowodzie, twarz Vivienne spłynęła z resztek kolorów. Jej oczy zaczęły dziko biegać w kierunku Moiry, bezgłośnie błagając o koło ratunkowe. Niezwykle wyrachowany umysł Moiry zadziałał od razu i kobieta pośpiesznie wkroczyła, by załagodzić sytuację wymuszonym, nerwowym śmiechem. Agresywnie zamachała rękami, głośno twierdząc, że Vivienne po prostu musiała poślizgnąć się na świeżo wypolerowanej podłodze w swoich drogich obcasach i potwornie zdezorientować się nagłym upadkiem. Ale Vivienne była zdecydowanie zbyt zdesperowana, by utrzymać pozycję absolutnej ofiary przed Gideonem, żeby po prostu odpuścić. Wiedząc, że zarzut popchnięcia jest z góry skazany na porażkę, natychmiast przeniosła swoją winę, szlochając głośno i nieutulenie nad swoją gwałtownie zniszczoną biżuterią, która leżała w żałosnych kawałkach na kafelkach. – Moja bransoletka! Pamiątka rodowa Thorne'ów! – wykrztusiła Vivienne, wskazując drżącym palcem na ten bałagan. Zjadliwie oskarżyła Lyrę, że celowo zeszła z drogi, tylko po to, by wyładować swój toksyczny gniew z powodu zbliżającego się rozwodu, płacząc, że małostkowe, mściwe działania Lyry bezpośrednio doprowadziły do tragicznego zniszczenia niezastąpionego antyku. – Po pierwsze, nie jestem zła z powodu rozwodu – odparowała bezbłędnie Lyra, z uniesioną w czystej arogancji brodą spoglądając z góry na nędzną parę. – Chciałabym wam z całego serca podziękować za to, że pomogłyście mi uciec z tej piekielnej nory. Nie muszę już czekać od świtu do zmierzchu jak żałosna, porzucona żona. Brwi Gideona zmarszczyły się głęboko na te słowa, a nagłe, nieznane ukłucie dezorientacji i niezaprzeczalnego poczucia winy odbiło się echem w jego klatce piersiowej. Ale zanim w ogóle zdążył przetworzyć wielki ciężar jej słów, Lyra z gracją kucnęła na nieskazitelnej podłodze. Pewnymi, niespiesznymi ruchami podniosła gwałtownie połamane kawałki rzekomo bezcennej biżuterii Vivienne. – Po drugie, jeśli to naprawdę jest cenna pamiątka rodowa, powinnaś mi podziękować za jej zniszczenie – stwierdziła z niesamowitą lekkością Lyra, unosząc złamaną krawędź do ostrego światła fluorescencyjnego. – To kompletny falsyfikat. Fałszywe szlochy Vivienne urwały się, zmieniając w autentyczne westchnienie zgrozy. Moira stała całkowicie zamrożona, z opadniętą szczęką. Nie gubiąc rytmu, Lyra bez wysiłku wskazała tani, wysoce toksyczny klej przemysłowy rażąco wypełniający puste centrum bransoletki. – To nic innego jak kolorowe szkło, ciężko sklejone tanimi chemikaliami. Przedłużona ekspozycja i tak po prostu powoli by cię otruła – dodała gładko. Jednym ruchem nadgarstka Lyra wrzuciła bezwartościowe kawałki prosto do pobliskiego kosza ze stali nierdzewnej. Wylądowały na dnie z żałosnym, pustym brzękiem. Otrzepując dłonie tak, jakby właśnie miała do czynienia z dosłownymi śmieciami, po raz ostatni spojrzała na Vivienne z góry. Kpiąco zaoferowała drżącej kobiecie pożegnalną zniewagę. – Jeśli jesteś tak zdesperowana na zielone dodatki, mam tanią „jadeitową ropuchę” na mojej toaletce w Crestfall Manor. Mogę kazać ją przysłać, byś używała jej w zamian. Nie czekając na odpowiedź, Lyra odwróciła się pewnie na pięcie. Ostry, autorytatywny stukot jej markowych szpilek odbijał się echem po korytarzu niczym wystrzały z broni palnej, podczas gdy ona maszerowała w stronę wyjścia, zostawiając osłupiałą ciszę w swoim wspaniałym śladzie. Jednak w chwili, gdy wyszła na zewnątrz, za ciężkie przesuwne szklane drzwi w chłodne nocne powietrze szpitalnego dziedzińca, za jej plecami wyrosła intensywnie mroczna obecność. – Nora! Głęboki, wysoce opresyjny głos Gideona zatrzymał ją w miejscu. Sama władczość jego tonu wysłała nagły, niechciany dreszcz wzdłuż jej kręgosłupa. Szybko się do niej zbliżył, a jego długie kroki bez wysiłku zniwelowały dystans, który między nimi wytworzyła. Kiedy przyćmione światła dziedzińca padły na jego uderzająco przystojną twarz, w jego ciemnych oczach gwałtownie zawirował posępny, niezwykle niebezpieczny błysk. Nie bawił się w uprzejmości. Osaczył ją przy betonowych schodach, a jego potężna postawa całkowicie dusiła jej przestrzeń osobistą. – Sfałszowałaś swoją tożsamość i zadałaś sobie masę trudu, żeby za mnie wyjść – zażądał Gideon, a jego głos obniżył się o oktawę do gładkiego, zabójczego rejestru. – Nie powiem dziadkowi… Ale jaki był twój prawdziwy motyw, dla którego użyłaś fałszywej tożsamości, by się do niego zbliżyć? Oddech Lyry uwiązł w gardle. Jej serce boleśnie ścisnęło się w piersi na to ostre, całkowicie bezpodstawne oskarżenie. Sama czelność tego, że on tu stał i kwestionował jej integralność po tym wszystkim, co w ciszy znosiła, wysłała falę adrenaliny przez jej system. Zaskoczona jego nagłą bliskością i agresywnym kierunkiem przesłuchania, potknęła się, cofając o podniesiony betonowy stopień. Jej drogi obcas ześlizgnął się z krawędzi, a świat niebezpiecznie się przechylił. Była całkowicie przygotowana na uderzenie o bezlitosną ziemię, niemal spadając do tyłu w ciemne cienie. Ale nigdy nie spotkała się z betonem. Silne, ciepłe ramię Gideona błyskawicznie wystrzeliło, a jego refleks zamazał się w prędkości, gdy pewnie objął jej smukłą talię. Złapał ją bezbłędnie, przyciągając ją mocno do swojej twardej jak skała klatki piersiowej. Na ulotną, pełną udręki sekundę reszta świata całkowicie zniknęła. Gdy ich przyspieszone oddechy gwałtownie mieszały się w ciemności, znajomy, męski zapach jego drogich perfum całkowicie obezwładnił jej zmysły. Wpatrując się w jego intensywne, ciemne oczy, żywo przypomniała sobie odważnego, młodego chłopca, który cudownie uratował jej życie w przerażającym, ciemnym lesie trzynaście lat temu. Chłopca, który niósł ją w ulewnym deszczu, obiecując, że wszystko będzie dobrze. W tym jednym, pozbawiającym tchu momencie intensywnego, fizycznego napięcia, zdradziecka fala czystej nostalgii groziła jej utonięciem. Ale brutalna rzeczywistość spadła na nią jak tona cegieł. Ten sam bohaterski, młody mężczyzna od dawna nie istniał. Na jego miejscu stał zimny, zdystansowany miliarder, który spędził ostatnie trzy lata metodycznie i całkowicie roztrzaskując jej serce na maleńkie, nieodwracalne kawałki. Natychmiast odzyskując równowagę, Lyra mocno odepchnęła jego solidną klatkę piersiową, a jej dłonie gwałtownie odrzuciły jego ciepło. Zrobiła krok do tyłu, stawiając między nimi solidny mur dystansu. Oddychała ciężko, ale jej postawa była wykuta z czystej stali. – Nie jestem już twoją żoną i mam absolutne prawo nic ci nie mówić – syknęła, a jej głos drżał nieokiełznanym, ognistym buntem. Szczęka Gideona zacisnęła się mocno. Nie chcąc dać się spławić, znów agresywnie chwycił ją za ramię, a jego długie palce pewnie oplotły jej miękką skórę. Jego ton był poważny i absolutnie nieustępliwy. – Nie sfinalizowaliśmy jeszcze rozwodu. Masz prawny i moralny obowiązek powiedzieć mi, kim naprawdę jesteś! Absolutna, czysta hipokryzja jego słów była ostatnią iskrą, która odpaliła w niej beczkę prochu. – Panie Hawthorne, czy nie sądzi pan, że jest to całkowicie żałosne? – Oczy Lyry błysnęły jasną, łzawą czerwienią ciężko tłumionych emocji. Surowy, nieprzefiltrowany ból jej zaniedbanego małżeństwa wściekle przebił się przez jej zazwyczaj nieskazitelną zbroję. – Ani razu nie wypełniłeś swoich podstawowych obowiązków jako mąż przez ostatnie trzy dręczące lata, więc co daje ci boskie prawo, by prosić mnie o wypełnianie moich obowiązków jako żony?! Jej słowa uderzyły w niego jak fizyczny cios i na ułamek sekundy jego miażdżący uścisk nieznacznie poluźnił się. Wykorzystując to drobne otwarcie, Lyra z siłą wyrwała ramię z jego uścisku. – Skoro jesteś tak cholernie ciekawy, sam zbadaj prawdę! – wyzwała go wściekle, robiąc kolejny krok w noc. Odwracając się do niego plecami, pomaszerowała drapieżnie w stronę rozległego parkingu szpitalnego, pozostawiając go całkowicie bez tchu. Gideon stał absolutnie zamrożony na betonowej ścieżce, intensywnie wpatrując się w jej pełne gracji, oddalające się plecy. Klatka piersiowa zacisnęła mu się gwałtownie pod skrojoną na miarę marynarką. Jego umysł pędził z niesamowicie mrocznymi podejrzeniami dotyczącymi jej nagłego wspaniałego stylu, niesamowicie niewyparzonego języka i zaciekłego, nieustępliwego nastawienia. Kim była ta kobieta? Gdzie była ta cicha, uległa Nora, z którą, jak myślał, wziął ślub? Nagle ciężkie, szybkie kroki odbiły się echem za jego plecami. Toby podbiegł do niego, ciężko dysząc, chwytając się za pierś, podczas gdy rozpaczliwie próbował złapać oddech. – Panie Hawthorne! – wykrztusił głośno Toby. – Panna Thorne robi awanturę... Twierdzi, że jej kostka jest poważnie skręcona i domaga się natychmiast pańskiego powrotu do środka! Ale zanim Gideon w ogóle zdążył przetworzyć gorączkowy raport swojego asystenta, absolutna cisza nocy została brutalnie rozbita. Ogłuszający, potworny ryk mocno zmodyfikowanego silnika sportowego wściekle rozdarł ciche powietrze, wstrząsając samą ziemią pod ich markowymi butami. Elegancki, groźnie czarny supersamochód wyjechał z piskiem opon z miejsc parkingowych dla VIP-ów. Światła agresywnie cięły ciemność, gdy Lyra przejechała obok nich ze spektakularnym, aroganckim polotem. Siedziała pewnie za luksusową skórzaną kierownicą, a światła latarni na krótko oświetliły jej nieskazitelny, obojętny profil. To nie był zwykły samochód. To był absolutnie najwyższej klasy, limitowany Bugatti La Voiture Noire, motoryzacyjne arcydzieło warte dziesiątki milionów dolarów. Szczęka Toby'ego dosłownie opadła, niemal uderzając o bruk. – O mój Boże! Okazuje się, że młoda pani jest ukrytą miliarderką! – wykrztusił na głos, a jego oczy rozszerzyły się z czystego niedowierzania, gdy wart wiele milionów dolarów pojazd z rykiem skierował się agresywnie w stronę bramy wyjazdowej. Gideon nawet nie mrugnął. Wpatrywał się w żarzące się czerwone światła tylne gwałtownie znikające w nocnym mieście. Jego serce biło zaciekle o żebra, a niebezpieczny, całkowicie nieoczekiwany dreszcz zapalił jego żyły. Jego oczy pociemniały, zmieniając się w niezwykle niebezpieczną, obsesyjną otchłań, z której wszystkie myśli o Vivienne wyparowały bezpowrotnie. Powoli, gwałtownie zaciskając pięści u boków, aż jego knykcie całkowicie pobielały, zablokował swój intensywny wzrok na oddalającym się Bugatti. Rozkazał przez zaciśnięte zęby: – Jedź za nią!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Fałszywa pamiątka rodowa – Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce | Czytaj powieści online na beletrystyka