Ciężkie, dźwiękoszczelne dębowe drzwi gabinetu dyrektora generalnego zamknęły się z głośnym trzaskiem, natychmiast odcinając ich od chaotycznego, brzęczącego lobby Korporacji Hawthorne.
W sekundzie, w której zatrzasnął się zamek, Vivienne natychmiast rzuciła się ciężko w ramiona Gideona. Wtuliła twarz w jego szeroką klatkę piersiową, a jej ramiona gwałtownie się trzęsły, gdy głośno udawała skrajne przerażenie. Uczepiła się jego talii, wbijając wypielęgnowane palce w jego drogi garnitur i wydając z siebie serię bezdechowych, drżących szlochów. – Och, Gideon! Jestem tak niezwykle wdzięczna, że zszedłeś mnie uratować. Byłam absolutnie przerażona tam na zewnątrz z tymi wszystkimi agresywnymi reporterami krzyczącymi na mnie!
Ciemne oczy Gideona stwardniały, a w ich głębi zbierała się burza. Zamiast objąć ją ramionami, by zapewnić pocieszające ciepło, którego tak desperacko szukała, jego potężna sylwetka stała się całkowicie sztywna, emanując niezwykle onieśmielającą, mrożącą krew w żyłach aurą. Podniósł dłonie, chwytając ją za ramiona, i całkowicie ją zszokował, chłodno i stanowczo odpychając ją od siebie.
Vivienne cofnęła się o pół kroku, a jej pełne łez oczy rozszerzyły się w autentycznym zdezorientowaniu. – Gideon...? – wyszeptała, a jej głos drżał, gdy patrzyła na jego zimny jak głaz wyraz twarzy.
– Dlaczego to zrobiłaś? – zażądał odpowiedzi, a jego głos był niskim, niebezpiecznym pomrukiem, który odbił się echem w przestronnym biurze.
– Zrobiłam co? – zamrugała Vivienne, a jej twarz była perfekcyjną maską zdezorientowanej niewinności.
Gideon zrobił celowy krok naprzód, a jego imponujący wzrost rzucił na nią ciemny cień. – Dlaczego celowo poszłaś do Oakhaven Daily za moimi plecami, żeby ujawnić nasze plany małżeńskie całemu miastu?
Krótki przebłysk paniki przemknął przez oczy Vivienne, ale szybko go ukryła, w tajemnicy oddychając z ulgą, że był tylko zły o ogłoszenie ślubu i nie odkrył niczego więcej. Zdesperowana, by odzyskać grunt pod nogami, ruszyła do przodu, ponownie zarzucając mu ramiona na szyję. Grube, krokodyle łzy popłynęły po jej starannie przypudrowanych policzkach. – Bo po prostu nie mogłam poczekać ani sekundy dłużej, żeby za ciebie wyjść, Gideon! Czy już nie chcesz się ze mną ożenić? Tak bardzo cię kocham, a ty i Nora praktycznie i tak jesteście już po rozwodzie!
– Zamierzam się z tobą ożenić, ale działanie za moimi plecami, żeby ujawnić tę wiadomość w taki sposób, jest całkowicie nieakceptowalne – oświadczył ostro Gideon, a jego ton był pozbawiony delikatnego ciepła, które zazwyczaj dla niej rezerwował. – Nie sfinalizowaliśmy jeszcze prawnie rozwodu.
Vivienne zacisnęła uścisk, patrząc na niego z drżącą wargą. – Jakie to ma znaczenie? Jej już nie ma!
Gideon surowo i agresywnie oderwał jej dłonie od swojej talii, robiąc krok w tył, aby ustanowić zdecydowany, fizyczny dystans między nimi. – Ma to znaczenie, ponieważ złożyłem uroczystą obietnicę dziadkowi. Zgodziliśmy się nie rozwiązywać prawnie małżeństwa aż do jego osiemdziesiątych urodzin. Zanim to się legalnie stanie, ona jest absolutnie nadal moją żoną na papierze.
Spoglądał na nią z góry, a z jego głosu kapało głębokie, ciężkie rozczarowanie. – Teraz, kiedy samolubnie wystawiłaś naszą małżeńską tajemnicę na widok publiczny, wszystkie trzy strony zostaną poważnie, publicznie dotknięte. Media to rozszarpują. Upokorzyłaś nazwisko rodziny Hawthorne'ów, a dziadek będzie teraz jeszcze bardziej gwałtownie do ciebie uprzedzony.
Nie potrafiąc w ogóle pojąć jego logicznego, opiekuńczego rozumowania, Vivienne poczuła, jak gorąca fala gorzkiego gniewu całkowicie bierze górę nad jej grą. Jej oczy stały się czerwone, nie od fałszywych łez, ale od surowej, nieskażonej furii. Jej głos stał się niezwykle piskliwy, odbijając się boleśnie od szklanych ścian gabinetu.
– Trzy strony ucierpią?! – wrzasnęła, wściekle tupiąc nogą w pluszowy dywan. – Gideon, czy naprawdę sprawiło ci to dyskomfort, kiedy zobaczyłeś tych ludzi w internecie głośno krytykujących Norę jako rozbijaczkę domów? Naprawdę jej współczujesz?! Ona jest żałosną osobą trzecią, która celowo ukradła moje prawowite miejsce na trzy długie lata!
Słysząc tę jadowitą zniewagę, rzuconą tak beztrosko, Gideon poczuł tępy, potworny ból głowy gwałtownie formujący się za jego oczami, a pulsujący ból uderzał w jego skronie.
– Nora nie była osobą trzecią – odparował ostro, a jego głos przebił się przez jej piskliwe oskarżenia jak ostrze. – Sytuacja nigdy nie powinna była tak wyglądać.
– Dlaczego nie?! – krzyknęła Vivienne, tracąc wszelkie poczucie przyzwoitości, gdy głośno oskarżała kobietę, którą gardziła. – Oczywiste jest, że weszła między nas! Gdyby nie jej manipulacyjne sztuczki, byłabym u twojego boku przez cały ten czas! To całkowicie jej wina! Zajęła moją pozycję, spała w moim łóżku i ukradła moje życie na całe trzy lata!
– Nora była moją żoną tylko na papierze przez trzy lata, i zrobiła to po to, by dziadek w końcu ustąpił – odciął się Gideon, a jego klatka piersiowa falowała. – Bez niej, ty i ja absolutnie nigdy nie mielibyśmy najmniejszej szansy na wspólną przyszłość!
Gdy te słowa opuściły jego usta, jego serce nagle ścisnęło się z intensywnym, duszącym poczuciem winy. Surowa rzeczywistość jego własnych słów uderzyła go z siłą fizycznego ciosu. Żywo pamiętał niezwykle ciche, bezproblemowe, absolutne oddanie Nory. Kiedykolwiek wracał do Posiadłości Crestfall, wyczerpany i obciążony korporacyjnym światem, ona zawsze była absolutnie pierwszą osobą, która witała go miękkim, szczerym uśmiechem. Płynnie zarządzała jego życiem, pilnując, by jego ubrania były idealnie wyprasowane, a woda do kąpieli podgrzana do dokładnie odpowiedniej temperatury, cicho i sprawnie zajmując się każdym domowym szczegółem, tak że on nigdy nie musiał martwić się o najmniejszą rzecz.
Nigdy nie było żadnych wrzasków. Żadnego fałszywego płaczu. Żadnych piskliwych, natarczywych awantur. Nawet w dniu, w którym spokojnie podpisała papiery rozwodowe i wyszła z tej ogromnej posiadłości z niczym poza walizką, nie wypowiedziała ani jednej skargi. Była bezinteresowną wybawicielką jego związku z Vivienne, fundamentalnie zmieniając cały krajobraz jego życia. Gideon w głębi duszy wiedział, że od samego początku bezdusznie wykorzystywał Norę, z niecierpliwością odliczając dni do wygaśnięcia kontraktu, by móc być z Vivienne. Zmiażdżył go ciężar uświadomienia sobie tego — zawdzięczał Norze o wiele, ogromnie więcej, niż ona kiedykolwiek zawdzięczała jemu.
– Gideon... czy ty naprawdę stoisz teraz po stronie tej żałosnej kobiety? – wyjąkała Vivienne, całkowicie oszołomiona twardym, nieznanym spojrzeniem w jego oczach.
Zanim zdążył odpowiedzieć, ich niezwykle napięta kłótnia została brutalnie przerwana przez ostry, natarczywy dzwonek jego prywatnego telefonu komórkowego. Gideon wyciągnął go z kieszeni, a jego szczęka zacisnęła się, gdy zobaczył identyfikator rozmówcy. To był Arthur Hawthorne.
Posłał Vivienne mroczne, ostrzegawcze spojrzenie, które natychmiast uciszyło jej skargi. Drzwi gabinetu uchyliły się, ukazując jego lojalnego asystenta, Toby'ego, stojącego nerwowo na korytarzu.
– Toby – rozkazał agresywnie Gideon, nie odrywając oczu od swojej ukochanej z dzieciństwa. – Wezwij ochronę i odwieźcie pannę Thorne z powrotem do jej domu. Natychmiast.
– Tak jest, panie Hawthorne – skinął Toby, wchodząc do pokoju i wskazując stanowczo na drzwi.
– Gideon, nie! Nie chcę wracać! Boję się stanąć przed kamerami! – Vivienne wydęła usta, wysoce niechętna do zostawienia spraw w tak katastrofalnym stanie. Sięgnęła po jego ramię z błagalnym wzrokiem.
– Po prostu trzymaj język za zębami przed prasą – rozkazał zimno Gideon, pocierając szybko pulsujące skronie. – Ja zajmę się resztą.
Znosząc potworny ból przeszywający jego czaszkę, Gideon poczekał, aż Toby wyprowadzi niezwykle niezadowoloną Vivienne z biura, zanim w końcu odebrał telefon.
– Dziadku – odezwał się, mając niesamowicie ściśnięte gardło.
– Gideon Hawthorne! – Głos Arthura eksplodował w słuchawce, był on absolutnie wściekły i trząsł się z czystej, nieskażonej furii. – Jak śmiesz łamać mi swoją uroczystą obietnicę! Jesteś tak ślepo chętny, żeby poślubić tego zdradzieckiego węża, że jesteś gotów upokorzyć naszą rodzinę w prasie?!
– Dziadku, dzisiejszy wyciek w wiadomościach nie miał ze mną absolutnie nic wspólnego – próbował wytłumaczyć Gideon, opierając się ciężko o swoje masywne dębowe biurko.
– Wiem, że to nie byłeś ty! To była ta dziewczyna, Vivienne! – groził brutalnie Arthur, a jego wściekłe słowa odbijały się głośnym echem w cichym gabinetu. – Nie mogła poczekać ani minuty dłużej, więc spróbowała wymusić na tobie to małżeństwo! Słuchaj mnie bardzo uważnie — jeśli ośmielisz się poślubić tę knującą latawicę, całkowicie wydziedziczę cię z rodziny Hawthorne'ów! Pozbawię cię wszystkiego! Masz natychmiast pójść i błagać Norę, przeprosić za to publiczne upokorzenie i pogodzić się z nią!
Przełykając ciężką, bolesną gulę w suchym gardle, Gideon uparcie obstawał przy swoim. Mimo swojego potężnego rozczarowania działaniami Vivienne, jego głęboko zakorzeniony instynkt opiekuńczy rozbłysł. Całkowicie zaprzeczył jej ewidentnemu zaangażowaniu w potężny przeciek medialny, kłamiąc wprost dziadkowi, którego głęboko szanował. – Vivienne tego nie zrobiła. Proszę, nie oskarżaj jej na ślepo bez dowodów.
– Ty arogancki głupcze!
– Nie mam już absolutnie żadnych szans u Nory – nalegał stanowczo Gideon, a jego klatka piersiowa bolała z powodu emocji, których zaciekle nie chciał nazwać. – Vivienne jest dla mnie absolutnie jedyna.
– Dobrze! Bądź dalej ślepy, ty niewdzięczny draniu! – zaryczał Arthur z wysoce gorzkim, druzgocącym przekleństwem. – Upewnię się, bym przeżył wystarczająco długo tylko po to, by zobaczyć dokładnie ten dzień, w którym będziesz całkowicie żałował straty takiej kobiety jak Nora!
Linia zamilkła z ostrym kliknięciem.
Gideon osunął się z wyczerpaniem na swój masywny, skórzany fotel, szorstko przeciągając dłońmi po twarzy. Ból w jego głowie był teraz oślepiający, to było nieustępliwe walenie, które zamazywało mu wzrok. Otworzył dolną szufladę, wyciągnął silny lek przeciwbólowy na receptę i połknął go na sucho, krzywiąc się na gorzki smak.
Drzwi otworzyły się cicho i Toby wszedł z powrotem do środka, właśnie wracając z lobby. Asystent ostrożnie zauważył ostry, wyniszczający ból wypisany na bladych rysach jego szefa.
– Znowu migrena, proszę pana? – zapytał miękko Toby, a w jego tonie brzmiało szczere zmartwienie. Wspomniał głośno, z nostalgią: – Naprawdę nie powinien pan tak mocno polegać na tych tabletkach. Pamiętam, jak delikatna, mistrzowska akupunktura młodej pani potrafiła całkowicie wyleczyć pański chroniczny ból w kilka minut. Zawsze po jej zabiegach spał pan tak spokojnie. To taka wielka szkoda, że nie ma jej tutaj, by pomóc...
Gideon, wysoce sfrustrowany bolesnym, potwornym przypomnieniem o absolutnym spokoju, który tak beztrosko odrzucił, agresywnie mu przerwał. – Nigdy więcej nie wypowiadaj jej imienia w tym biurze. Po prostu zdaj raport.
Toby wyprostował się, a jego wyraz twarzy zmienił się ze współczującego na ponuro profesjonalny. Nadchodzące słowa miały uderzyć w jego szefa o wiele mocniej niż migrena. – Proszę pana, błyskawiczne wewnętrzne śledztwo, które pan zlecił, zostało zakończone. Wyniki są jednoznaczne.
– I?
– Trzykrotnie sprawdziłem adresy IP, finansowe numery rozliczeniowe i zaszyfrowane logi komunikacyjne – oświadczył wprost Toby, wręczając smukły, czarny tablet wyświetlający niezaprzeczalne dowody cyfrowe. – Vivienne Thorne jest absolutnym mózgiem potężnych, wysoce toksycznych kont oszczerczych, które obecnie atakują Norę w sieci. Osobiście wynajęła farmy trolli i zorkiestrowała całą tę złośliwą kampanię oszczerstw.
Gideon całkowicie zamarł w swoim fotelu, z oczami wbitymi w potępiające dane świecące na ekranie. Czuł się całkowicie bezsilny, jakby ziemia zniknęła mu spod stóp. Był głęboko, obrzydliwie wręcz rozczarowany jej złośliwym, całkowicie niesprowokowanym okrucieństwem. Wiedział, że nie lubiła Nory, ale ten poziom wyrachowanego, złośliwego zniszczenia był dziełem kogoś obcego.
– Proszę pana? – zachęcił delikatnie Toby.
Gideon zamknął oczy, a jego wiara w kobietę, którą chronił przez lata, nagle pękła na pół. – Idź i zajmij się tym natychmiast – rozkazał głosem martwym, pustym i pozbawionym jakichkolwiek emocji. – Użyj naszych najlepszych zespołów prawnych. Zamknijcie serwery, zablokujcie konta, pozwijcie ich do samego końca — bez względu na potężne koszty finansowe. Nie chcę widzieć ani jednego śladu tych negatywnych wiadomości przed zachodem słońca!
Tymczasem, na drugim końcu miasta, atmosfera w domu Thorne'ów była wyraźnym, rażącym kontrastem w stosunku do ciężkiego zniszczenia w biurze Gideona.
W momencie, w którym Vivienne przekroczyła próg wejściowy, natychmiast została pochłonięta przez niezwykle radosne, wysoce uroczyste spotkanie rodzinne. Kieliszki do szampana stukały o siebie, przebijając się przez donośne dźwięki radosnego śmiechu. Jej arogancki brat, Damon, i chciwy ojciec, Richard, ruszyli naprzód, głośno i entuzjastycznie chwaląc jej genialny, podstępny plan.
– Jesteś absolutnym geniuszem, Vivienne! – wiwatował Damon, a przez jego twarz przebiegł potężny, chciwy uśmiech. – Siłą łącząc swoje nazwisko bezpośrednio z potężną Korporacją Hawthorne na łamach Oakhaven Daily, momentalnie nas uratowałaś! Nasze telefony dzwonią bez przerwy!
– On ma rację! – roześmiał się Richard, niemal wibrując z finansowej ulgi. – Nazwisko Hawthorne w cudowny sposób ocaliło nasz szybko upadający biznes meblowy od całkowitej ruiny! Wszystkie te hotele, które zrezygnowały z nas wczoraj, czołgają się z powrotem, przynosząc ogromną falę wysoce lukratywnych, nowych zamówień! Będziemy bogatsi niż kiedykolwiek!
Pomimo potężnego przypływu bogactwa, Vivienne pozostała mocno ponura. Rzuciła swoją markową torebkę na aksamitną sofę i głośno narzekała: – Czy wy w ogóle macie pojęcie, ile to mnie kosztowało? Gideon był dzisiaj przerażający! Jego gniew był straszny, a intensywna, nieustępliwa nienawiść Arthura do mnie tylko się pogorszy!
Damon zrobił krok do przodu, oferując siostrze wysoce złowieszczy, mroczny uśmiech. Nalał jej kieliszek drogiego szampana i wcisnął jej go do ręki. – Dlaczego w ogóle przejmujesz się tym szybko umierającym starcem? To dinozaur na ostatnich nogach. Kiedy w końcu odejdzie, ty i ciocia Moira przejmiecie całkowitą, absolutną kontrolę nad całą fortuną rodziny Hawthorne'ów od wewnątrz.
Matka Vivienne, Helen, podeszła do nich, a jej oczy błyszczały toksyczną, nieskażoną chciwością. Kojąco pogłaskała córkę po włosach. – Posłuchaj swojego brata, kochanie. Ślepa miłość Gideona do ciebie to absolutnie jedyna dźwignia, jakiej kiedykolwiek będziesz potrzebować. Dopóki będziesz nim kręcić wokół palca, Arthur nie będzie mógł zrobić kompletnie nic. Spójrz na Moirę — udowodniła, że to działa.
Wysoce zachęcona chciwymi zapewnieniami matki, Vivienne wzięła powolny łyk szampana. Słodki alkohol spłynął piekąco po jej gardle, a ona skinęła powoli głową, a do jej oczu powróciło okrutne, wyrachowane światło. Jej mroczna pewność siebie została w pełni i niebezpiecznie odbudowana. Niezależnie od potężnych strat ubocznych dla rodziny Gideona czy reputacji Nory, była całkowicie zdeterminowana, by poślubić Gideona i zostać niezwykle zazdroszczoną żoną CEO. Całkowicie posiądzie imperium Hawthorne'ów i absolutnie nikt nie stanie jej na drodze.
















