Luksusowy, czarny Rolls-Royce wjechał gładko na rozległy, pilnie strzeżony teren Cora Park. Górujące nad okolicą żelazne bramy głównej rezydencji rodziny Vance'ów w Falconport otworzyły się bezszelestnie, by powitać marnotrawną córkę w domu, a opony miękko chrzęściły na nieskazitelnym żwirowym podjeździe. Pojazd sunął obok wypielęgnowanych żywopłotów i wysokich fontann, by w końcu zatrzymać się w miejscu, gdzie z niecierpliwością czekał Corbin Vance. Zajął pozycję na samym skraju wystawnego, starannie ułożonego czerwonego dywanu, który ciągnął się aż do wspaniałych podwójnych drzwi posiadłości.
W przestronnym wnętrzu samochodu Lyra zdążyła już zrzucić żałosną, uległą skórę swojego dawnego życia. Zsunęła ze stóp zwyczajne trampki i zapięła parę niebotycznie wysokich, ostrych jak brzytwa szpilek. Kiedy Corbin podszedł i pociągnął za ciężkie drzwi samochodu, wyszła na chłodne nocne powietrze. Skąpana w ciepłym, złocistym blasku zewnętrznego oświetlenia posiadłości, Lyra wyglądała w każdym calu jak dumna, nieprzystępna królowa, która wreszcie powraca do swojej prawowitej domeny.
– Witaj w domu, Księżniczko! – przywitał ją głośno Corbin. Jego przystojna twarz rozpromieniła się szczerą, chłopięcą ekscytacją. – Jak się trzymasz? Fajerwerki się podobały? Mój prezent urodzinowy dla ciebie całkowicie stał się hitem w sieci!
Lyra wydała z siebie jasny, autentyczny śmiech, a jego dźwięk rozległ się krystalicznie czysto na cichym dziedzińcu. – Widziałam, Corb. Ludzie w internecie piszą, że jesteś obrzydliwie bogatym draniem, który próbuje zdobyć serce jakiejś biednej dziewczyny szalenie efekciarskim popisem. To całkiem spore osiągnięcie, prawda?
Corbin swobodnie zignorował jej sarkastyczne żarty. Jego promienny uśmiech złagodniał, a żartobliwe zachowanie zniknęło, gdy postąpił naprzód i zamknął ją w gwałtownym, dusząco mocnym uścisku. Ukrył twarz w jej włosach, a jego masywna sylwetka osłaniała ją przed nocnym chłodem. – Lyro – mruknął, a nagła, ciężka nuta bezbronności złamała jego głos. – Nie odejdziesz już, prawda?
– A dokąd miałabym pójść teraz, kiedy jestem rozwiedziona? – odpowiedziała miękko Lyra.
Delikatnie poklepała go po szerokich plecach, wymuszając lekki ton, by rozpaczliwie zamaskować głębokie, krwawiące spustoszenie w jej klatce piersiowej. Przez trzy lata naginała całe swoje istnienie, wlewając każdą uncję swojej duszy w odgrywanie idealnej, cichej żony. – Cóż, zawiodłam wszystkich – wyszeptała, a surowy ból zdrady pulsował pod jej żebrami. – Myślałam, że uda mi się go zdobyć, jeśli włożę cały swój wysiłek w to małżeństwo... ale w ostatecznym rozrachunku, żałośnie poniosłam porażkę.
Tylko Bóg wiedział, jak brutalnie jej serce zostało dziś wieczorem roztrzaskane. Po cichu przysięgła sobie, że nigdy nie uroni ani jednej żałosnej, bezużytecznej łzy dla Gideona Hawthorne'a – po prostu nie był tego wart – ale wypowiedzenie tej porażki na głos sprawiło, że stała się ona paląco rzeczywista.
Słysząc stłumione cierpienie w jej głosie, Corbin natychmiast się odsunął. Jego wyraz twarzy stał się śmiertelnie poważny. – Ten ślepy drań! Jak on śmiał potraktować moją siostrę jak śmiecia? – warknął Corbin, a jego oczy błysnęły opiekuńczą, jadowitą wściekłością. – Jutro z samego rana zlecę szczegółowe śledztwo w sprawie Hawthorne Corporation. Zrujnuję ich. Namówię nawet naszego czwartego brata, żeby zamordował Gideona w pierwszej wolnej chwili!
Stojący w pobliżu, zaraz po wyjściu z Rolls-Royce'a od strony kierowcy, Silas poprawiał mankiety swojego nienagannie skrojonego garnituru. Nawet Silas, jej notorycznie łagodny i niemalże święty najstarszy brat, nie zganił Corbina za tę brutalną groźbę. Zamiast tego po prostu spuścił wzrok, gdy nocny wiatr targał jego włosami, i mruknął uroczyste, mrożące krew w żyłach mroczne: – Amen.
– Corb, nie rób gigantycznego bałaganu. Na litość boską, jesteś nieugiętym prokuratorem publicznym – zaśmiała się Lyra, a gorycz powoli zmywała się w cieple zaciekłej lojalności jej braci. – Czy mógłbyś spróbować być odrobinę bardziej w stylu „pokój i miłość” jak Sy?
– Pokój i miłość? Twój najstarszy brat został świętym dopiero po tym, jak przestał zadawać się z mafią! – odparował Corbin, gniewnie szarpiąc za swój markowy krawat. – Tak czy inaczej, nie puszczę tego płazem. Nie będę stał z założonymi rękami i patrzył, jak Gideon cię gnębi. Hawthorne'owie oficjalnie znaleźli się na moim radarze.
Otoczona imponującą obecnością Silasa i Corbina, Lyra wplotła ramiona w ich ramiona i razem weszli do kolosalnej posiadłości.
W chwili, gdy ciężkie dębowe drzwi zamknęły się za nimi, odcinając ich od reszty świata, Lyra w końcu pozwoliła całkowicie opaść swojej mocno opanowanej, nieprzystępnej fasadzie. Skierowali się do wielkiego gabinetu – wspaniałego, przypominającego pieczarę pomieszczenia, wyłożonego wysokimi do sufitu półkami z książkami i bogatą mahoniową boazerią. Z wyczerpaniem opadła na pluszową, ogromną skórzaną sofę, wzdychając, podczas gdy bezceremonialnie zrzuciła ze stóp ostre jak brzytwa, markowe szpilki. Spadły na drogi, perski dywan. Silas od razu usiadł na krawędzi stolika do kawy, tuż u jej stóp. Bez słowa, delikatnie uniósł jej zmęczone nogi i zaczął powolny, niewiarygodnie kojący masaż stóp, całkowicie niewzruszony swoim statusem prezesa-miliardera.
– Czy potrafisz usiąść porządnie? Zapisałaś się do Lekarzy bez Granic czy jakiejś bojowej grupy rebeliantów gdzieś tam?
Głośny, szorstki i natychmiast rozpoznawalny głos Victora Vance'a zagrzmiał w pomieszczeniu. Niezwykle onieśmielający prezes globalnej Grupy VX stał w pobliżu swojego ogromnego biurka, celowo utrzymując twarz wykrzywioną w surowym, poirytowanym grymasie. W podekscytowaniu przemierzał podłogę przez wiele godzin w oczekiwaniu na nią, ale zgodnie z przewidywaniami, w sekundę, gdy jego córka znalazła się w pokoju, rozpoczęły się sprzeczki.
– Wykazujesz wczesne objawy Alzheimera, staruszku? Kiedyś cały czas tak siedziałam! – odgryzła się gładko Lyra, czując się całkowicie swobodnie w tej głęboko znajomej, zrelaksowanej dynamice.
Uniosła oczy, z czułością zerkając na ścianę za biurkiem Victora. Na poczesnym miejscu wisiał oprawiony w ramkę, wysoce sarkastyczny wiersz, który napisała ponad dekadę temu. Bezlitośnie wyśmiewał jego liczne, nieudane małżeństwa, porównując go do Henryka VIII i mając nadzieję, że jego serce nie wpadnie w nadbieg przez te wszystkie żony. Dała mu to jako prezent ślubny przy okazji jego trzeciego małżeństwa. O dziwo, zamiast to spalić, onieśmielający magnat faktycznie oprawił obelgę w ramy.
Victor zrzędził ostro i głośno na temat jej nagłego zniknięcia w strefie działań wojennych trzy lata temu, tylko po to, by zrobić na złość jego poligamicznemu stylowi życia. – Pierwszą rzeczą, jaką robisz po trzech latach szaleństw, jest przeklinanie mnie Alzheimerem. Jak niezwykle taktownie z twojej strony – krzyknął, chociaż jego oczy zdradzały ogromną ulgę, że ma ją z powrotem w domu.
– Dzięki za komplement, tatusiu! – Lyra uśmiechnęła się słodko, całkowicie niewzruszona jego agresywnym sarkazmem.
Jednak lekka pogawędka gwałtownie zmieniła ton, a temperatura w pomieszczeniu spadła, wprowadzając szokująco poważną atmosferę. Silas z gracją postawił stopy Lyry z powrotem na podłodze. Wyprostował się do swojej pełnej, imponującej wysokości i spojrzał prosto na ojca.
– Tato, teraz, kiedy Lyra w końcu wróciła, niektóre sprawy muszą zostać przyspieszone – oznajmił Silas, a jego głos był opanowany i absolutny. – Zdecydowałem się oddać moje stanowisko prezesa Grupy VX Lyrze.
Victor zamarł. Krew odpłynęła z jego zmęczonej twarzy, po czym napłynął na nią głęboki rumieniec gniewnej paniki. – Ty! – wykrztusił, całkowicie zaskoczony utratą swojego następcy.
– Obiecałem zarządzać rodzinną firmą tylko przez trzy lata – kontynuował spokojnie Silas, emanując dziwną, niezłomną determinacją. – Teraz, gdy obowiązkowy trzyletni okres dobiegł końca, ustępuję ze stanowiska. Bycie prezesem korporacji nie jest moją ambicją. Jak wiesz, moim życiowym, duchowym marzeniem jest zostanie pastorem. Wracam do kościoła.
Natychmiast wpadając w panikę z powodu nagłej próżni u władzy na szczycie swojego potężnego imperium, Victor szybko skierował swoje intensywne, zdesperowane spojrzenie na drugiego syna. – Dobrze! Jeśli Silas chce bawić się w księdza, to Corb przejmie stery!
– Nie, nie, nie, absolutnie nie! – Corbin żywiołowo odmówił, cofając się, jakby fotel prezesa dosłownie stał w płomieniach. Uniósł ręce w geście absolutnej kapitulacji. – Jestem oddanym funkcjonariuszem publicznym! Mam pełną pasji karierę prokuratora. Nie mogę zajmować stanowisk kierowniczych w potężnym globalnym konglomeracie. Zostanę zawieszony, tato!
Głęboko sfrustrowany solidarną, upartą odmową swoich wysoce zdolnych synów w kwestii odziedziczenia rodzinnego tronu, Victor wydał z siebie szorstkie prychnięcie, rozcierając skronie. Zbudował globalną Grupę VX od podstaw, ale żaden z jego chłopców nie chciał korony.
Wtedy to Lyra pewnie wstała. Wygładziła sukienkę, a jej podbródek uniósł się w płonącej, niezaprzeczalnej dumie.
– Kto powiedział, że kobiety są gorsze od mężczyzn? To ja zostanę prezesem – oświadczyła, a jej głos rozniósł się ostrym autorytetem w wielkim gabinecie.
Victor agresywnie zaczął ją wypytywać. – Myślisz, że bycie prezesem to zabawa? Jesteś temperamentna! Zniknęłaś na lata w strefie działań wojennych w sekundzie, gdy się ze mną nie zgodziłaś! Co ty wiesz o prowadzeniu biznesu? Myślisz, że twoja krucha natura poradzi sobie z bezwzględną rzeczywistością w sali konferencyjnej?
Zanim Lyra zdążyła w ogóle sformułować obronę, jej bracia natychmiast utworzyli wokół niej ochronny mur.
– Tato, Lyra jest równie zdolna jak ja – stwierdził gładko Silas, ujawniając pilnie strzeżoną tajemnicę korporacyjną. – Pamiętasz potężne zawirowania finansowe, z jakimi borykała się nasza firma cztery lata temu? To Lyra była w rzeczywistości genialnym mózgiem operacji, stojącym za naszymi bezbłędnymi środkami kontroli kryzysowej. Była również niewidzialnym architektem za wysoce agresywnym planem przejęcia Grupy Hughes dwa lata temu. Zarywała noce w namiocie za granicą, by opracować to korporacyjne zwycięstwo.
Corbin stanowczo przytaknął. – Jest najspokojniejszą i najbardziej zaradną osobą w tej rodzinie. Szczycisz się tym, że potrafisz rozpoznać surowy talent, tato. Nie bądź ślepy na genialny talent stojący tuż przed tobą.
Rozważając to niezaprzeczalne rewelacyjne odkrycie, Victor pogładził się po brodzie. Wpatrywał się intensywnie w córkę, dostrzegając stal, która stwardniała za jej pięknymi, czarującymi oczami. W końcu ustąpił, ale nie zamierzał oddać imperium bez potężnego, niemal niewykonalnego wyzwania.
– Dobrze – powiedział Victor, a jego głos spadł do ciężkiego, autorytatywnego rejestru. – Lyro, skoro chcesz zarządzać firmą, to będziesz musiała zdać mój test. Potraktuj to jako prezent urodzinowy.
Lyra stała całkowicie nieruchomo, przyjmując jego gniewne spojrzenie bez mrugnięcia okiem.
– Oficjalnie przejmiesz Hotel VX World w Oakhaven począwszy od przyszłego tygodnia – poinstruował Victor. – Który gwałtownie upada. Masz dokładnie sześć miesięcy. Jeśli zdołasz w cudowny sposób wyciągnąć ten gigantyczny bałagan z długów, całkowicie go zmodernizować i sprawić, by przynosił wysokie zyski... ostateczne stanowisko prezesa Grupy VX będzie twoje.
Usta Lyry wykrzywiły się w śmiałym uśmiechu. Wyzwanie przyjęte.
Kilka minut później, opuszczając wielki gabinet, Silas i Corbin szli obok niej słabo oświetlonym, rozległym korytarzem. Obaj położyli ciężkie, wspierające dłonie na jej smukłych ramionach.
Corbin westchnął ciężko, a jego czoło zmarszczyło się ze szczerej troski. – Wiesz, że masz do posprzątania potężny, chaotyczny bałagan, prawda? Ten hotel to tonący statek.
Ale Lyra się nie bała. Jej długo uśpiona, drapieżna ambicja – duszona przez trzy lata pod miażdżącym ciężarem domowej uległości – w końcu z rykiem budziła się do życia. Czuła jak spektakularny, nowo odkryty ogień płonie jasno w jej żyłach.
– Wiem. Ten stary dziadyga po prostu próbuje każdego możliwego sposobu, żeby mnie zmusić do wycofania się – powiedziała gładko Lyra. Jej oczy zwęziły się, gdy mocno zacisnęła pięści, a z jej postawy promieniowała czysta, nieskażona siła. – Ale to szkoda, bo jego gierki na mnie nie podziałają. Jestem jak diament, który formuje się pięknie pod presją!
Słysząc absolutną, ostrą jak brzytwa pewność siebie w jej głosie, bracia wymienili głębokie, porozumiewawcze uśmiechy. Byli absolutnie zachwyceni tym, że mają z powrotem swoją zaciekłą, niepowstrzymaną siostrę.
– Świetnie! – roześmiał się Corbin, ściskając jej ramię. – Liczymy na ciebie, że zagwarantujesz nam wolność!
















