Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce

Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce

Autor: Selene Hart

Szmaragdowa pamiątka rodowa
Autor: Selene Hart
5 sie 2026
Gdy tylko ciężkie dębowe drzwi zatrzasnęły się za nimi, odcinając od chaotycznego korytarza, sterylna atmosfera szpitalnej sali VIP opłynęła Lyrę. Pomieszczenie pachniało ostro środkami antyseptycznymi i świeżą pościelą, a ciszę w pełni dominował cichy szum zaawansowanych monitorów medycznych. W centrum rozległego, nieskazitelnego apartamentu leżał Arthur Hawthorne. W chwili, gdy zmęczone oczy chorego patriarchy spoczęły na Lyrze, jego blada, chorobliwa postawa całkowicie zniknęła. Wyglądało to tak, jakby ktoś wstrzyknął czystą witalność wprost do jego żył. Promienny, pełen głębokiej ulgi uśmiech rozciągnął się na jego zwiędłej, pomarszczonej twarzy. – Nora! Chodź do dziadka! – Arthur rozpromienił się entuzjastycznie, opierając się na wykrochmalonych białych poduszkach i szeroko otwierając swoje wątłe ramiona. Sztywna postawa Lyry natychmiast stopniała. Płynnie weszła w rolę, którą odgrywała przez trzy lata, a wyraz jej twarzy złagodniał, przepełniony czystym, autentycznym ciepłem. Podeszła z gracją do boku łóżka i usiadła delikatnie na jego brzegu, biorąc drżące dłonie staruszka w swoje własne. – Dziadku, jak się czujesz? Boli cię coś? – Czuję się nieskończenie lepiej, teraz gdy moja ulubiona wnuczka jest tutaj – oświadczył Arthur, czule poklepując ją po dłoni. Następnie jego ciepły wyraz twarzy wyparował w ułamku sekundy. Nagle zwrócił zacięte, pełne jadu spojrzenie w stronę drzwi. Stojący sztywno przy wejściu Gideon Hawthorne przygotował się na uderzenie. – Gideon, ty absolutny kretynie! – ryknął starzec, a jego grzmiący głos odbił się gwałtownie echem od jasnych ścian szpitala, całkowicie ignorując własne kruche zdrowie. – Dlaczego miałbyś rozwodzić się z tak dobrą żoną?! Nora to absolutnie największy skarb! Czy ty jesteś kompletnie ślepy?! Gideon zmarszczył głęboko brwi, a jego szerokie barki napięły się pod skrojoną na miarę marynarką. Obserwował, jak klatka piersiowa dziadka faluje z wysiłku. Głęboko zaniepokojony, że nagły skok ciśnienia może wywołać kolejny atak serca, Gideon przełknął dumę i postanowił zachować całkowite milczenie, kategorycznie odmawiając ripostowania i eskalowania sytuacji. Zamiast egoistycznie wykorzystać ogromną przychylność chorego patriarchy do własnej, małostkowej zemsty, Lyra po prostu pochyliła się do przodu. Wyciągnęła rękę i z prawdziwą czułością, miękko poklepała falujące plecy staruszka, a jej dotyk był lekki jak piórko i kojący. – Dziadku, proszę, nie gniewaj się na niego – wyjaśniła gładko Lyra, a jej głos brzmiał jak idealnie spokojna maska nałożona na jej ciężko poranione serce. – Ja też nie chciałam kontynuować tego małżeństwa, a Gideon po prostu się z tym zgodził. Nie kochamy się, więc obojgu nam jest to absolutnie na rękę, by pójść własnymi drogami. Stojący w zacienionym głębi pokoju Gideon poczuł gwałtowną falę mieszanych, głęboko sprzecznych emocji, która uderzyła go prosto w pierś. Jego ciemne oczy zwęziły się, wpatrując się w jej plecy. Spodziewał się, że użyje rażącej faworyzacji jego dziadka jako broni. Oczekiwał, że będzie płakać, odgrywać tragiczną ofiarę i żądać, by Arthur zmusił go do podarcia papierów rozwodowych. Zamiast tego ona aktywnie broniła jego działań. Spokojnie brała na siebie połowę winy, stanowczo mówiąc jego zacięcie opiekuńczemu dziadkowi, że chciała tego rozwodu równie mocno jak on. – Noro, czy cię w domu dręczyli? Czy Moira źle cię traktowała? Powiedz mi prawdę – zażądał Arthur, a jego głos był pełen niezaprzeczalnego niepokoju i podejrzeń. – Nie, dziadku. Gideon i ja mamy po prostu fundamentalnie inne poglądy na życie – skłamała bezbłędnie Lyra, głośno zapewniając, że absolutnie niczego nie żałuje. Jej jasne oczy ułożyły się w przekonujący, łagodny półksiężyc. – Nie wiń za to Gideona. Mieliśmy razem kilka wspaniałych wspomnień przez ostatnie trzy lata i to mi szczerze wystarcza. Naprawdę je cenię. Odchodzę, niczego nie żałując. Mars na czole Gideona pogłębił się tak bardzo, że jego brwi niemal się zetknęły. Cierpkie, ciężkie uczucie przewracało mu się gwałtownie w żołądku. *Wspaniałych wspomnień?* Umysł Gideona pędził, agresywnie przeszukując ostatnie trzy lata. Nigdy nie mieli nawet porządnej ceremonii ślubnej, nie wspominając o jakichkolwiek rzeczywistych, romantycznych kamieniach milowych. Ich związek sprowadzał się do pospiesznego podpisu w ratuszu, całkowicie wymuszonego nieustępliwymi żądaniami Arthura. Wprowadziła się do ogromnego Crestfall Manor tylko z żałośnie małą walizką, cicho znikając w tle jego agresywnie zapracowanego życia. Celowo ignorował jej istnienie. Czy celowo mówiła coś dokładnie odwrotnego, by złośliwie zakpić z jego ogromnych porażek jako męża? Czy to był jej wykręcony, uprzejmy sposób na podkreślenie uderzającej pustki ich małżeństwa? – Noro… Czy popełniłem potworny błąd? – Groźne oczy Arthura nagle zaszły niezwykle grubą warstwą łez. Westchnął, wydając z siebie ciężki dźwięk wypełniony miażdżącymi wyrzutami sumienia. – Chciałem, żebyś była szczęśliwa. Nalegałem na to małżeństwo, bo wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Nie spodziewałem się, że ten głupi smarkacz potraktuje cię z tak głębokim brakiem szacunku. Tak strasznie mi przykro. – Dziadku, przestań. Nie masz za co przepraszać – wyszeptała Lyra, delikatnie ściskając jego palce. Tylko Bóg wiedział, jak potworny ból znosiła, próbując wykrwawić z siebie trzynaście lat żałosnego zauroczenia. – Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Zostawiłam przeszłość całkowicie za sobą. Odmawiając zaakceptowania trwałej, nieuchronnej separacji w swojej rodzinie, Arthur uparcie usiadł prościej. – Cole! – warknął głośno w stronę drzwi. – Przynieś mi prezent urodzinowy, który specjalnie przygotowałem dla żony mojego wnuka! Z rogu pokoju wiecznie profesjonalny Cole szybko naciągnął parę nieskazitelnych białych rękawiczek. Wystąpił naprzód z głęboką czcią, trzymając przepiękne, bogato zdobione pudełko z czerwonego aksamitu. Z cichym kliknięciem Cole otworzył ciężkie wieko. Na pluszowym, jedwabnym wnętrzu spoczywała zapierająca dech w piersiach stuletnia bransoletka ze szmaragdowozielonego nefrytu. Światło otoczenia sali szpitalnej padło na kamień, rozświetlając jego nieskazitelną, półprzezroczystą głębię. – Dziadku, czy to nie bransoletka babci? – zapytał Gideon, a jego głos nagle stał się ostry z prawdziwego szoku. Odepchnął się od ściany, wpatrując się w bezcenny artefakt. – Owszem, to ona – oświadczył ciepło Arthur, a jego oczy były całkowicie skupione na Lyrze. – To jest dokładnie ta bransoletka, którą podarowałem twojej babci, gdy po raz pierwszy się zakochaliśmy. To najważniejsza pamiątka rodowa, przekazana wprost od twojego pradziadka. Zawsze miała nadzieję, że wręczę ją mojej absolutnie ulubionej żonie wnuka. Teraz gdy odeszła, chcę oddać ją mojej ulubionej dziewczynce, Norze. Tylko ona zasługuje na ten niezastąpiony skarb. Oddech Lyry uwiązł w gardle. Zaczęła gorączkowo machać rękami, autentycznie odmawiając przyjęcia bezcennej pamiątki rodowej Hawthorne'ów. – Nie, dziadku! Absolutnie nie! To stanowczo zbyt cenne, a ja nie mam już do tego żadnego prawa. Nie jestem już żoną Gideona! – Nawet jeśli ty i ten idiota nie jesteście już razem, jesteś stanowczo jedyną żoną mojego wnuka, jaką kiedykolwiek w tym życiu zaakceptuję! – ryknął z pasją Arthur. Widząc, jak Lyra gwałtownie kręci głową, Arthur mistrzowsko udał nagły, ostry napad niebezpiecznego gniewu. Agresywnie wyrwał bezcenny nefryt z aksamitnego pudełka i uniósł go wysoko nad twardą, kafelkową podłogę. – Dobrze! Skoro absolutnie odmawiasz jego przyjęcia, jest całkowicie bezużyteczny! Po prostu roztrzaskam go w tej chwili! – Nie, nie rób tego! – Drżąc pod potężną presją emocjonalną i przerażona, że on naprawdę zniszczy stuletni antyk, Lyra w końcu uległa. Pośpiesznie chwyciła jego uniesiony nadgarstek. – Dobrze! Wezmę ją, dziadku. Proszę, wezmę ją. – Grzeczna dziewczynka – zachichotał triumfalnie Arthur, natychmiast porzucając akt gniewu. Z wyjątkową ostrożnością Arthur delikatnie nasunął ciężki, półprzezroczysty, zielony kamień przez knykcie Lyry. Kiedy chłodny nefryt gładko zsunął się na jej delikatny nadgarstek, bogaty, żywy odcień antyku wyraziście rozświetlił jej niesamowicie jasną, gładką skórę. Stojący zaledwie kilka stóp dalej Gideon poczuł nagły, intensywny wstrząs, który uderzył go w pierś. Jego wzrok został magnetycznie przyciągnięty do jej dłoni spoczywających na śnieżnobiałym kocu. Po raz pierwszy od trzech długich lat naprawdę na nią spojrzał. Hipnotyzująca zieleń kamienia sprawiła, że jej skóra niemalże lśniła. Wpatrywał się w eleganckie, pełne gracji linie jej palców i kruchą linię nadgarstka, uświadamiając sobie z szokującą, gwałtowną falą jasności, jak nadzwyczajnie piękne były tak naprawdę jej dłonie. – Ty smarkaczu! – warknął agresywnie Arthur na wnuka, brutalnie przerywając osłupiały trans Gideona. – Co ty właściwie dałeś Norze na urodziny, hę?! Lyra powoli odwróciła głowę, a jej ostre oczy wbiły się bezpośrednio w Gideona. – Dziadku, Gideon dał mi absolutnie niezapomniany prezent – odpowiedziała gładko. Jej usta wygięły się w tajemniczym, intensywnie bolesnym uśmiechu, który nie dotarł do jej oczu. W zacienionym kącie Gideon potajemnie, gwałtownie zacisnął pięści. Jego szczęka drgała dziko, podczas gdy jego knykcie zbielały całkowicie. Doskonale wiedział, że jego „niezapomnianym prezentem” było brutalne zmuszenie jej do podpisania chłodnych, pozbawionych emocji papierów rozwodowych w wieczór jej urodzin. Zdesperowany, by prawnie zatrzymać ją w rodzinie, Arthur z pasją błagał ich oboje. – Mam tylko jedną małą prośbę. Czy oboje możecie całkowicie opóźnić sfinalizowanie rozwodu do czasu mojego zbliżającego się bankietu z okazji osiemdziesiątych urodzin? Po prostu poczekajcie do zakończenia przyjęcia. – Dziadku, to niewłaściwe – odmówił Gideon chłodno i stanowczo, a jego głos był absolutną ścianą lodu. Natychmiastowe odrzucenie wywołało u Arthura ponowny, wulkaniczny wybuch furii. Starzec uderzył dłonią o materac. – Dlaczego niewłaściwe?! Czy byłoby właściwe tylko wtedy, gdybyś przyprowadził do mnie tę całą Vivienne i siłą wepchnął mi ją w twarz na bankiecie?! Oczekujesz, że ją zaakceptuję?! – ryknął Arthur, a jego twarz przybrała niebezpieczny, fioletowy odcień. Zaczął ciężko kasłać, a w jego piersi rzęziło z powodu czystej siły jego absolutnej wściekłości. – Nigdy, przenigdy nie uznam jej za żonę mojego wnuka! Nigdy! Tymczasem, tuż za ciężkimi, dębowymi drzwiami, Vivienne gorączkowo krążyła po cichym korytarzu szpitala. Jej markowe obcasy agresywnie stukały o wypolerowane kafelki, podczas gdy z czystym jadem przeklinała absolutny upór starca. – Jeśli ten żałosny stary cap wkrótce nie umrze, nie będę mogła poślubić Gideona! – wypluła złośliwie, a jej twarz wykrzywiła się w ohydną maskę czystej nienawiści. Załamała ręce, niemal trzęsąc się z wściekłości. – On mnie nigdy nie zaakceptuje! Moira spokojnie wystąpiła naprzód, całkowicie niewzruszona gwałtownym wybuchem siostrzenicy. Wyciągnęła rękę i poklepała drżące ramię Vivienne. – Ścisz głos – poradziła Moira, a w jej oczach zalśnił niezwykle wyrachowany błysk. – Musisz być bardzo cierpliwa i wyłącznie skupić swoją energię na zdobyciu serca Gideona. Spójrz na mnie. Arthur absolutnie mnie nienawidził dekady temu. Z pasją odmawiał zaakceptowania mnie, i co się stało? I tak z powodzeniem poślubiłam Rolanda. Kiedy Gideon zostanie całkowicie usidlony, opinie tego umierającego starca w ogóle nie będą miały znaczenia. Biorąc głęboki, drżący oddech, Vivienne siłą zdusiła w sobie szaleńczą furię, ze spięciem potakując niezwykle zadowolonej z siebie ciotce. Chwilę później ciężkie drzwi sali wreszcie kliknęły, otwierając się. Cole wyszedł pierwszy, mocno przytrzymując drzwi, gdy Lyra z pewnością siebie wyłoniła się obok Gideona. W chwili gdy się pojawili, Vivienne pośpiesznie zamaskowała swoją czystą złośliwość żałosnym, głęboko potulnym wyrazem twarzy, a jej oczy rozszerzyły się w idealnie wyprodukowanej niewinności. Ale gdy Lyra weszła w pełni w fluorescencyjne światło korytarza, doskonale wyszkolone oczy Vivienne natychmiast zatrzymały się na oszałamiającym, ciężkim rozbłysku żywej zieleni spoczywającym z gracją na nadgarstku Lyry. Pamiątka rodowa rodziny Hawthorne'ów. Pochłonięta przez oślepiającą, całkowicie obłąkaną zazdrość o ostateczny znak aprobaty ze strony starca, Vivienne poczuła, jak z płuc gwałtownie uszło jej powietrze. To był antyk warty absolutną fortunę, a ten stary drań właśnie wręczył go mającej wkrótce się rozwieść wieśniaczce. Nikczemna, brutalna myśl nagle opanowała gorączkowy umysł Vivienne. Gdy Lyra z pewnością siebie przechodziła obok niej, Vivienne celowo rzuciła swoje ciało do przodu. Mistrzowsko wykręciła kostkę, udając, że jej drogi obcas całkowicie pękł pod jej ciężarem. Wydała z siebie ostry, dramatyczny jęk, celując całym ciężarem swojego ciała tak, by gwałtownie uderzyć w Lyrę. Jej precyzyjnym celem było brutalne powalenie Lyry na ziemię i trwałe roztrzaskanie bezcennego szmaragdowego nefrytu o bezlitosne, twarde jak skała kafelki szpitalne. Jednak ostre oczy Lyry natychmiast się zwęziły, od razu wykrywając rażącą złośliwość emanującą ze zbliżającej się sylwetki Vivienne. Z bezbłędną, przerażającą gracją, Lyra po prostu się zatrzymała i płynnie odsunęła na bok. Nawet nie drgnęła, gdy cały ciężar ciała Vivienne całkowicie ominął swój cel. Nie mając absolutnie niczego, co powstrzymałoby jej potężny pęd, Vivienne poleciała ciężko do przodu, a jej ramiona młóciły dziko w pustym powietrzu. Upadła płasko, uderzając twarzą w bezlitosną podłogę z ciężkim, głęboko upokarzającym łoskotem. Nagle, niezwykle przyprawiający o mdłości, chrupki brzęk odbił się głośnym echem po całkowicie cichym szpitalnym korytarzu. Leżąc twarzą do dołu na zimnej podłodze, Vivienne wpatrywała się z absolutnym, paraliżującym przerażeniem, jak jej własna wysoce zachwalana, niesamowicie droga diamentowa bransoletka roztrzaskuje się centralnie na dwa całkowicie bezużyteczne kawałki prosto przed jej własnymi oczami.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Szmaragdowa pamiątka rodowa – Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce | Czytaj powieści online na beletrystyka