Ostatnie, chwytające za serce nuty klasycznej arii "Think of Me" odbiły się pięknym echem od strzelistych, sklepionych sufitów wspaniałej rezydencji Vance'ów. Lyra stała na środku przestronnego pokoju muzycznego, a jej błękitny, teatralny kostium chwytał ciepłe, otaczające ją światło. Gdy ostatnia nuta zgasła, przechodząc w zapierającą dech w piersiach ciszę, wypuściła długi oddech, a jej napięte ramiona w końcu opadły. Podeszła do pluszowej, aksamitnej sofy, opadając ciężko na poduszki w całkowitym wyczerpaniu.
Silas, siedzący w pobliżu z niezwykle ujmującym uśmiechem na łagodnej twarzy, klasnął w dłonie z prawdziwym podziwem. Sięgnął ponad szklanym stolikiem kawowym, płynnie wręczając młodszej siostrze szklankę ciepłej wody.
– Absolutnie bezbłędnie – pochwalił ciepło Silas. – Stella naprawdę dobrze cię wyszkoliła. Gdybyśmy żyli w starożytnych czasach, z takim głosem bez trudu zdobyłabyś serce każdego księcia.
– Kto, u licha, chciałby być księżniczką? – Lyra pstryknęła lekko palcami, biorąc szklankę. – Jeśli miałabym wybierać swoje przeznaczenie, chciałabym być rządzącą królową.
– Cóż, nasze trzy wysoce dramatyczne macochy z pewnością traktują cię dokładnie jak drogocenną księżniczkę – zachichotał Silas, a na jego ustach zaigrał bezradny, ale pełen czułości uśmiech.
Lyra spuściła swoje wyraziste oczy, a jej długie, ciemne rzęsy rzuciły miękkie cienie na policzki. Wzięła powolny łyk ciepłej wody, lekko wodząc palcami po krawędzi szklanki.
Widząc jej cichą zmianę nastroju, Silas przysunął się bliżej, delikatnie i metodycznie zachęcając ją, by w końcu otworzyła serce. – Lyro, przez te ostatnie trzy lata bardzo za tobą tęskniły. Ogromnie się o ciebie troszczą i nieustannie odciągają mnie na bok na osobności, tylko po to, by zapytać, jak się miewasz.
– I co dokładnie im mówisz? – zapytała cicho Lyra.
Silas uniósł ramię, kładąc dłoń pocieszająco na jej ramieniu. W jego oczach błysnął cień głębokiego smutku. – Kiedy przed laty z buntu opuściłaś dom i dołączyłaś do Lekarzy bez Granic, doskonale wiedziałem, że to dlatego, iż byłaś wściekła na tatę. Ale po prostu nie mamy wpływu na ekscentryczne zachowanie naszego ojca. I szczerze mówiąc, absolutnie nikt na tym świecie nie jest nieskazitelny.
Przerwał, pozwalając, by ciężar jego słów opadł w cichym pokoju. – Nawet Gideon ma swoje okropne wady. Kochałaś tego mężczyznę intensywnie przez lata. Czyż nie zauważyłaś wyraźnie wszystkich jego rażących, głęboko frustrujących wad po tym, jak byłaś z nim w związku małżeńskim przez trzy długie lata?
Uścisk Lyry na szklance nieznacznie stężał, a chłodna, nefrytowa bransoletka zsunęła się po jej smukłym nadgarstku z cichym brzękiem.
– Zasadnicza różnica polega na tym – zauważył przenikliwie Silas, a jego głos był cichy, ale niezwykle stanowczy – że mogłaś swobodnie zdecydować się na odejście od tak toksycznego mężczyzny jak Gideon. Po prostu spakowałaś walizki, podpisałaś papiery i odeszłaś. Ale nigdy nie możesz zerwać głębokich, wiecznych więzów krwi, które łączą naszą ekscentryczną rodzinę. Skoro nie możesz odciąć się od taty, dlaczego w końcu nie spróbujesz zaakceptować go takim, jakim jest? On cię ogromnie kocha. A jego trzy ekstrawaganckie żony pod całym tym dramatyzmem są naprawdę miłymi ludźmi. Przez lata utrzymywały to ogromne gospodarstwo domowe w idealnym porządku, zawsze zachowując się przy tobie z pokorą. Mogę za nie osobiście ręczyć.
Silas nie wiedział, że Lyra po prostu uśmiechnęła się cicho do swojej szklanki. Jej najstarszy brat mówił z tak szczerą desperacją, całkowicie nieświadomy, że w tajemnicy zaakceptowała swoje wysoce dramatyczne macochy już dwa lata temu. Dawno wyrosła ze swojego gwałtownego młodzieńczego buntu, w końcu rozumiejąc złożone warstwy swojej rodziny. Po prostu nie znalazła jeszcze idealnego momentu, by przyznać to na głos.
Kilometry dalej, atmosfera w przytłaczająco cichej Posiadłości Crestfall była dusząco napięta.
Gideon siedział ciężko na krawędzi łóżka, agresywnie masując pulsujący ból głowy, który przypominał ostre wiertło wwiercające się w jego skronie. Był głęboko sfrustrowany ostatnimi, wysoce destrukcyjnymi napadami złości Vivienne. W jego zaciekle chronionych wspomnieniach z dzieciństwa Vivienne zawsze była delikatną, słodką i całkowicie przewidywalną dziewczyną. Kobieta, która właśnie brutalnie zdemolowała jego sypialnię, była dla niego zupełnie obca.
Wypuścił szorstkie westchnienie, próbując zracjonalizować ten rażący dysonans. Ludzie się zmieniali. To było naturalne. A jednak wciąż był całkowicie spętany swoją upartą obsesją na punkcie ich wspólnej przeszłości. Została przy jego boku podczas jego absolutnie najmroczniejszych, najbardziej rozpaczliwych dni. Ta głęboko zakorzeniona lojalność była jedyną kotwicą, która trzymała go przy jego nieustępliwym naleganiu na poślubienie jej, bez względu na koszty.
Walcząc z tępym, pulsującym bólem świeżo zabandażowanego ramienia, Gideon wstał, by przejrzeć kilka kluczowych dokumentów firmowych pozostawionych na stoliku nocnym. Kiedy się odwrócił, jego ciemne oczy zostały mimowolnie przyciągnięte przez pilnie strzeżony obiekt przewieszony przez sofę w głębi pokoju.
Był to skrupulatnie uszyty garnitur.
Podszedł powoli, marszcząc brwi, gdy podnosił znakomitą marynarkę. Materiał był niezwykle bogaty w dotyku, ciężki i idealnie ułożony. Przyłożył go do swojej szerokiej sylwetki. Chociaż był podobnego wzrostu co Silas Vance, ramiona Gideona były zauważalnie szersze, a jego klatka piersiowa znacznie bardziej rozbudowana.
Wpatrywał się w ubranie, zauważając, jak precyzyjnie pasuje do jego konkretnych, imponujących wymiarów.
– Co za skończone paskudztwo – zadrwił głośno do pustego pokoju, próbując zignorować dziwne ukłucie w klatce piersiowej.
A jednak kilka minut później Gideon stał sztywno przed lustrem sięgającym podłogi, wsuwając niezranione ramię w rękaw. Ku jego głębokiemu zdziwieniu, niestandardowy krój był absolutnie bezbłędny. Rozciągnął lekko ramiona, zdumiewając się, jak materiał idealnie opinał jego szerokie barki, nie marszcząc się. Niezwykle szczegółowe wykonanie było po prostu nienaganne, z łatwością dorównując najwyższej klasy luksusowym markom, które nosił wyłącznie on.
Jak naiwna, niewykształcona wiejska dziewczyna mogła posiadać tak wyrafinowany, elitarny gust w modzie męskiej?
Właśnie gdy poprawiał idealnie zszytą klapę, w pokoju rozległo się ciche pukanie. Jego starsza niania, Martha, pchnęła drzwi, niosąc na srebrnej tacy szklankę ciepłego mleka.
W chwili gdy Martha podniosła wzrok, spojrzenie czystej, nieskrępowanej radości rozświetliło jej pomarszczoną twarz. – Och! Młody paniczu, wreszcie założyłeś garnitur, który zrobiła dla ciebie młoda pani! Będzie niezwykle szczęśliwa, kiedy się dowie!
Gideon zamarł, a jego odbicie w lustrze nagle stało się sztywne. – Co dokładnie powiedziałaś?
Martha promieniała, nie mogąc dłużej powstrzymać tej tragicznej, pięknej prawdy. – Czyż to nie ten garnitur, który młoda pani tak skrupulatnie dla ciebie uszyła? Tak, to ten. Miesiąc temu wyraźnie poprosiła mnie, abym odebrała go z prasowalni u krawca. Wyraźnie nakazała mi trzymać go w ściśle strzeżonej tajemnicy, mówiąc, że był specjalnie na twoje nadchodzące urodziny.
– Prezent urodzinowy? – Gideon był całkowicie oszołomiony, a jego myśli pędziły. Do jego urodzin pozostały jeszcze miesiące.
– Martho, wiem, że przez lata niezwykle zbliżyłaś się do Nory – powiedział Gideon, a jego głos opadł do defensywnego, zimnego rejestru, gdy zmarszczył ostro brwi. – Ale ona oficjalnie opuściła ten dom. Nie musisz już tak zaciekle stawać po jej stronie.
– Młody paniczu, patrzyłam, jak dorastasz, odkąd byłeś malutkim dzieckiem – powiedziała poważnie Martha, odstawiając tacę i podchodząc bliżej wysokiego, przystojnego mężczyzny w lustrze. – Jeśli jest absolutnie ktokolwiek, po czyjej stronie zamierzam stanąć w tej ogromnej rodzinie, to z pewnością jesteś to ty. Dlatego muszę powiedzieć ci prawdę.
Martha wskazała na bezbłędne szwy wzdłuż łączeń marynarki. – Młoda pani powiedziała mi, że stworzenie wysokiej klasy garnituru zajmuje ogromną ilość czasu. Skrupulatnie uszyła każdy najmniejszy szew tego ubrania własnoręcznie. Spędziła tygodnie, potajemnie pozyskując i dopasowując luksusowe tkaniny i unikalne guziki. Ponieważ zawsze była tak wyczerpana niekończącymi się, wyczerpującymi obowiązkami domowymi, którymi obarczała ją twoja rodzina, mogła poświęcić na to tylko ułamek czasu każdego dnia. Właśnie dlatego wykończyła się, robiąc go z miesięcznym wyprzedzeniem, ukrywając go głęboko w szafie, bo była przerażona, że go znajdziesz i zepsujesz niespodziankę przed swoimi urodzinami.
Ciężkie, duszące objawienie uderzyło Gideona jak brutalny, fizyczny cios prosto w środek klatki piersiowej. Jego oddech gwałtownie się urwał. Czysty ciężar jej cichego, drobiazgowego oddania uderzył w całą jego rzeczywistość, grożąc rozbiciem zimnej, obojętnej narracji, którą zbudował wokół ich małżeństwa.
Przez jedną bolesną sekundę masywny skok głębokiego poczucia winy sparaliżował go.
– Jeśli nie wierzysz starej kobiecie, po prostu spójrz na wewnętrzną klapę – zachęciła cicho Martha. – Nawet ręcznie wyhaftowała na niej twoje imię.
Ale ta przelotna wrażliwość była dla Gideona całkowicie zbyt bolesna do przetworzenia. Jego niezwykle uparta, krucha duma szybko i gwałtownie zgasiła rosnące wyrzuty sumienia. Agresywnie zerwał marynarkę z ramion, rzucając ją dziko na sofę, jakby materiał aktywnie parzył jego skórę.
– Jesteśmy po rozwodzie! – warknął głośno Gideon, a z jego głosu kapał mroczny, samozachowawczy jad. – Nie jestem absolutnie zainteresowany tym, co rzekomo dla mnie zrobiła! Powinnaś wrócić do swojego pokoju i odpocząć, Martho.
– Młody paniczu, dlaczego na litość boską byłeś tak zdesperowany, by rozwieść się z młodą panią? – błagała Martha, a jej oczy rozszerzyły się w szoku. – Była niezwykle dobrą żoną, która była ci całkowicie, bezwarunkowo oddana!
– Oddana mi? – Gideon zadrwił złośliwie, a jego twarz wykrzywiła się w obronnym gniewie. – Jak mogłaby być mi oddana, skoro tak chętnie rzuciła się w ramiona innego mężczyzny w tej samej sekundzie, w której opuściła ten dom?
– Młoda pani absolutnie nigdy by czegoś takiego nie zrobiła! – sapnęła Martha, robiąc krok w tył.
– Trzeba czasu, by zobaczyć prawdziwe, paskudne oblicze człowieka – wypluł Gideon, a krew gorąco uderzyła mu do głowy. Dziko oskarżył swoją byłą żonę, by chronić własne, rozpadające się ego. – Skoro najwyraźniej mnie nie kochała, dlaczego zadała sobie tyle trudu, by udawać to przez trzy długie lata? Czy myślała, że w końcu nabiorę się na ten jej żałosny teatrzyk? Myślała, że jestem jakimś niezwykle łatwowiernym głupcem, którym może z łatwością manipulować?
– Młody paniczu, musiało dojść do jakiegoś okropnego nieporozumienia – powiedziała Martha, kręcąc głową z głębokim żalem, powoli podchodząc, by podnieść odrzucony garnitur. Ostrożnie i żałośnie złożyła znakomity materiał. – Na własne oczy widziałam, jak głęboko młoda pani cię kochała.
– Wystarczy. Przestań bronić przede mną tej fałszywej kobiety. – Gideon odwrócił się całkowicie tyłem, wpatrując się tępo w ciemne okno.
Martha zatrzymała się w drzwiach, wypowiadając uroczyste, mrożące krew w żyłach ostrzeżenie, które przyprawiło Gideona o dreszcz na plecach. – Młody paniczu... pewnego dnia będziesz głęboko, boleśnie żałował, że straciłeś tak wyjątkową kobietę.
Następnego ranka jasne, złote światło słoneczne wlało się idealnie do ogromnej, luksusowej sypialni Lyry w rezydencji Vance'ów. Obudziła się naturalnie, przeciągając kończyny na niezwykle miękkiej, importowanej jedwabnej pościeli. Po raz pierwszy od trzech lat nie musiała zrywać się z łóżka o piątej rano. Całkowicie rozkoszowała się swoją zapierającą dech w piersiach nowo odzyskaną wolnością od niekończących się, wyczerpujących obowiązków domowych rodziny Hawthorne'ów. Nie było tłustych oparów z gotowania do wdychania, niewdzięcznych teściów do obsługiwania i absolutnie żadnego aroganckiego męża do usługiwania.
Rozwód był absolutnie ekscytujący.
Wstając z łóżka z eksplozją wysokiej energii, Lyra założyła na siebie zestaw obcisłej, sportowej odzieży najwyższej jakości. Skierowała się prosto nad oszałamiające, prywatne jezioro znajdujące się tuż za rodzinną willą. Przez następną godzinę odbyła niezwykle orzeźwiającą, wysoce atletyczną sesję paddleboardingu. Jej pełne gracji, zaciekle wyrzeźbione ciało gładko przecinało rześką, spokojną wodę, a poranna mgła rozstępowała się wokół niej, gdy jej deska zostawiała za sobą ostre fale.
Po powrocie do swojego apartamentu i wzięciu długiego, luksusowego prysznica, Lyra pewnym krokiem weszła do swojej ogromnej garderoby. Tego dnia całkowicie przyjmowała swoje potężne, niczym nieograniczone nowe życie. Agresywnie nałożyła odważny, autorytatywny makijaż, pozwalając, by jej nieskazitelna skóra i ostre oczy mówiły same za siebie. Wsunęła się w oszałamiającą, obcisłą, czerwoną koronkową sukienkę, która bezbłędnie opinała jej niesamowite krągłości, a następnie całkowicie ukryła tętniący życiem kolor pod ostrym, głęboko onieśmielającym czarnym trenczem.
Kiedy w końcu zeszła po wspaniałych schodach, jej lojalny asystent Felix czekał w foyer. W chwili, gdy podniósł wzrok, jego szczęka dosłownie opadła. Był całkowicie zahipnotyzowany jej czystym, przerażającym pięknem, jego oczy były szeroko otwarte i całkowicie przyklejone do jej długich, stonowanych nóg.
Lyra podeszła prosto do niego, jej obcasy ostro stukały o marmurową podłogę, i głośno pstryknęła palcami centymetry od jego twarzy. – Hej. Wytrzyj ślinę z brody.
Felix natychmiast oblał się jaskrawym, zawstydzonym szkarłatem. – Panno Vance, wygląda pani dziś absolutnie zapierająco dech w piersiach.
– Fe, jesteś wysoce wyszkolonym głównym sekretarzem mojego najstarszego brata – westchnęła Lyra, kręcąc głową w udawanym rozczarowaniu. – Czy mógłbyś, proszę, spróbować przestać wyglądać jak głęboko zakochany szczeniak za każdym razem, gdy widzisz kobietę w sukience?
Wkrótce potem elegancki, kuloodporny Rolls-Royce Lyry podjechał pod niebotyczne wejście do Hotelu VX World.
W momencie, gdy piękna, przerażająco kompetentna szefowa z gracją przeszła przez obrotowe drzwi, natychmiast zasiała głęboki strach i niezwykłą pilność w sercach absolutnie każdego pracownika w lobby. Personel, pamiętając brutalną, bezlitosną czystkę, którą przeprowadziła wczoraj, był wyraźnie spocony. Nikt nie odważył się nawet spojrzeć jej prosto w oczy. Pracowali z gorączkową perfekcją — marmurowe podłogi były bezbłędnie wypolerowane na lustrzany połysk, recepcjoniści stali sztywno wyprostowani, a personel restauracji poruszał się z absolutną precyzją zegarka.
Lyra przeprowadziła przerażająco dokładną inspekcję głównego piętra, wydając ostre, bezbłędne instrukcje, zanim pewnie wjechała prywatną windą do swojego rozległego, mocno wyciszonego gabinetu dyrektorskiego.
Gdy ciężkie, dębowe drzwi zatrzasnęły się za nimi, Lyra rzuciła swoją markową torebkę na skórzaną sofę. – W porządku, Fe. Mam teraz całkowitą kontrolę nad tym miejscem. Możesz wracać do biura mojego brata.
Felix stanął mocno na środku pokoju, a na jego twarzy pojawił się ogromny, entuzjastyczny uśmiech. – Właściwie nie muszę wracać. Pan Silas oficjalnie poinstruował mnie, że od teraz będę twoim stałym, zaciekle lojalnym sekretarzem.
– Słucham? Co? – ostre, piękne oczy Lyry zwęziły się niebezpiecznie. – Silas rzucił dziś rano od niechcenia, że ma dla mnie niezwykle cenny prezent. Chcesz mi poważnie powiedzieć, że podarował mi żywego człowieka?
Felix zamrugał niewinnie swoimi wielkimi oczami szczeniaka i skinął gorliwie głową.
Lyra wpatrywała się w niego, całkowicie oszołomiona ekscentrycznymi metodami swojego brata.
Widząc jej przedłużające się milczenie, Felix nagle wpadł w panikę, a jego ramiona opadły z prawdziwego strachu przed odrzuceniem. – Panno Vance... czy absolutnie mnie nie pani nie chce, tylko dlatego, że technicznie rzecz biorąc jestem sekretarzem z drugiej ręki?
Lodowata, korporacyjna fasada Lyry natychmiast prysła. Spojrzała na niego ponuro, po czym przebiegły, wysoce nieprofesjonalny uśmieszek wykrzywił jej uderzająco czerwone usta. – To absolutne bzdury, Fe! To nie nazywa się byciem z drugiej ręki. To nazywa się posiadaniem niezwykle bogatego, głęboko wartościowego doświadczenia zawodowego!
Felix wypuścił z siebie potężne westchnienie ulgi, chichocząc nerwowo. – Racja! Dobre ujęcie. Szczerze mówiąc, po prostu mam nadzieję w przyszłości ogromnie dużo się od pani nauczyć. Nie będę prosił o wiele, tylko o całkowite wsparcie i może niezwykle agresywną podwyżkę pensji!
– Czy pieniądze są dla nas choćby w najmniejszym stopniu problemem? – Lyra podeszła do swojego masywnego mahoniowego biurka, opadając pewnie na skórzany fotel dyrektorski z wysokim oparciem. Idealnie oparła podbródek na splecionych palcach, a jej uśmieszek stał się niebezpieczny. – Jeśli będziesz radził sobie wyjątkowo dobrze i wściekle pomożesz mi zmiażdżyć moich korporacyjnych wrogów, osobiście uczynię cię obrzydliwie bogatym. Ale jeśli mnie zawiedziesz, z przyjemnością zdegraduję cię do bycia sekretarzem z trzeciej ręki.
Natychmiast i z pełnym przekonaniem wczuwając się w swoją nową, wymagającą rolę, Felix otworzył swój elegancki tablet, a jego zachowanie przeszło w czysty, chłodny profesjonalizm. Oficjalnie złożył raport z porannych postępów. – Zgodnie z pani wczorajszymi bezlitosnymi rozkazami, absolutnie cała tandetna, niespełniająca norm pościel dostarczana przez skorumpowane Meble Liora została wysoce skutecznie wymieniona. Wyrzuciliśmy każdą, pojedynczą sztukę z tego hotelu. Ponadto oficjalnie powiadomiłem wszystkie inne luksusowe oddziały pod potężnym parasolem Grupy VX, aby całkowicie pozbyły się ich produktów w ciągu tygodnia.
Było to wysoce skuteczne, brutalne okaleczenie skorumpowanego biznesu brata Vivienne.
Właśnie gdy głęboko usatysfakcjonowany uśmiech zagościł na ustach Lyry z powodu potężnego zwycięstwa nad rodziną Thorne'ów, rozległo się nagłe, niezwykle pilne, gorączkowe pukanie, gwałtownie uderzające w ciężkie drzwi gabinetu.
















