Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce

Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce

Autor: Selene Hart

Nowy menedżer
Autor: Selene Hart
5 sie 2026
Dyrektorzy wyższego szczebla stali na chodniku całkowicie sparaliżowani, złapani na gorącym uczynku przez ich przerażająco piękną, nową szefową. Pot obficie perlił się na ich czołach, spływając po sztywnych kołnierzykach, gdy Lyra z atmosferą absolutnej, niekwestionowanej korporacyjnej dominacji przeszła obok nich do wielkiego, bogato zdobionego holu. Felix Sinclair, zaciekle lojalny sekretarz Silasa, dotrzymywał jej kroku z determinacją, ale nie potrafił ukryć swojego kipiącego, słusznego oburzenia. – To jest absolutny absurd! Jak oni śmią! – wściekał się Felix, wręcz wibrując gniewem, gdy przemierzali marmurową podłogę. – Panno Vance, jest pani jedyną prawowitą córką rodziny Vance'ów! Żeby ci żałośni, przeciętni menedżerowie średniego szczebla bezczelnie plotkowali o pani statusie zaraz na przednich schodach... Co oni sobie myślą?! Lyra pozostała całkowicie niewzruszona na toksyczne szepty. Po prostu zatrzymała się na środku wielkiego holu, ze szczerym rozbawieniem mrużąc jasne oczy, i wyciągnęła rękę, by żartobliwie uszczypnąć gwałtownie czerwieniejący policzek swojego zaciekle lojalnego sekretarza. – Wyluzuj, Fe. Bycie „prawowitym” lub „nieślubnym” to tylko bezużyteczny szum. Nie żyjemy już w średniowieczu. Dlaczego tak się nakręcasz z powodu bandy przerażonych garniturów? – Lyro – westchnął Silas, stając obok nich. Uszczypnął się w nasadę nosa, oferując delikatną, pełną troski reprymendę za jej zachowanie. – Jesteś przyszłą prezes Grupy VX. Czy mogłabyś proszę wcielić się w rolę? Przestań molestować mojego sekretarza w miejscu publicznym. – A co w tym złego? – Lyra roześmiała się w odpowiedzi na ostrzeżenie, a jej postawa promieniowała absolutną, niezaprzeczalną pewnością siebie, gdy w pełni przyjęła na siebie nowe, stanowiące dla niej wyzwanie stanowisko niekwestionowanej głowy imperium. – Nikt nigdy nie mówi ani słowa, kiedy szef mężczyzna droczy się ze swoją asystentką! Poza tym to dla niego zaszczyt, że w ogóle dotykam jego twarzy. Silas pokręcił głową, dumnie przyglądając się swojej szalenie odmienionej siostrze. Właśnie wtedy Derek Hayes, mocno spocony, przerażony wiceprezes ds. operacyjnych, wybiegł naprzód, desperacko próbując odzyskać kontrolę nad swoim pogrążającym się w chaosie hotelem. – P-Panno Vance! Panie Vance! Proszę tędy. Winda dla VIP-ów jest w pełni przygotowana i czeka, by z gracją zawieźć państwa prosto do waszego luksusowego apartamentu... – Nie – przerwała mu ostro Lyra. Gwałtownie obróciła się na swoich niebotycznie wysokich, krwistoczerwonych Louboutinach, natychmiast niszcząc desperackie oczekiwania przerażonej kadry kierowniczej. – Najpierw chcę zobaczyć restaurację. Prowadź. Tuż na miejscu, zapoczątkowała brutalną, niezapowiedzianą inspekcję całego obiektu z zaskoczenia. Derek przełknął gulę czystego strachu, a jego nogi widocznie drżały, gdy gorączkowo poprowadził rodzeństwo Vance'ów w kierunku ekskluzywnej restauracji serwującej owoce morza. Silas celowo trzymał się z tyłu, odgrywając cichą rolę niewidzialnego obserwatora, by pozwolić swojej siostrze całkowicie zdominować pomieszczenie. Jeszcze przed południowym szczytem lunchowym, kelnerzy już starannie układali talerze. Lyra wmaszerowała prosto do pomieszczenia, całkowicie ignorując personel. Jej bystre, sokole spojrzenie natychmiast omiotło salę, po czym skupiło się na gigantycznej sekcji z żywymi owocami morza. Nie wahała się nawet przez ułamek sekundy. Podwijając rękaw swojej drogiej, markowej marynarki, zanurzyła gołe ramię prosto w ogromnym, bulgoczącym akwarium wypchanym setkami pływających stworzeń. Z przerażającą precyzją jej palce się zacisnęły. Wyciągnęła ociekającą wodą dłoń, podnosząc pojedynczą, nieruchomą, martwą krewetkę tuż przed bladą twarzą Dereka. – Wyjaśnij to – zażądała, a jej głos spadł do mrożącej temperatury. – O-Ona nie jest martwa... – wyjąkał Derek, dziko wycierając pot z czoła. Lyra wykrzywiła pomalowane na czerwono usta w bezlitosnym, drapieżnym uśmieszku. – Jeśli nie jest martwa, to dlaczego jej nie zjesz? – Panno Vance, w tym akwarium są setki krewetek – przekonywał słabo Derek, a jego głos się łamał. – To zupełnie normalne, że kilka z nich w naturalny sposób obumiera. W tym biznesie to nieuniknione. – Normalne? – Uśmiech Lyry całkowicie zniknął, zastąpiony przez zimne, przerażające spojrzenie. – Uważasz, że to „normalne”, jeśli gość VIP płaci najwyższą cenę, je martwą krewetkę i ląduje w szpitalu z zatruciem pokarmowym? Pozwól mi to rozłożyć na czynniki pierwsze, Derek. W tym akwarium jest dokładnie 356 krewetek. Nie pomijając ani jednego detalu, jej przerażająco nieskazitelna pamięć fotograficzna pozwoliła jej na gładkie wyrecytowanie dokładnych, starannych obliczeń. – Spojrzałam na to przez trzy sekundy. Znalazłam dokładnie pięć martwych krewetek i nie mniej niż trzydzieści aktywnie zdychających unoszących się na dnie. Nasi goście płacą za ten szmelc sto dolarów od osoby. Gdybym to ja była klientem, nigdy więcej bym nie postawiła stopy w tym lokalu! Jej głos niósł się niczym dzwon pogrzebowy w cichym, pełnym napięcia pomieszczeniu. – Sprawdźcie wszystkie składniki w tej sekcji i natychmiast każcie rozwiązać umowę z tym obecnym dostawcą. Załatwcie nowego do końca dnia. I Derek? Jeśli jutro znajdę choćby jedną martwą krewetkę w tym lokalu, obiecuję, że fizycznie zmuszę cię do zjedzenia jej na oczach całego twojego personelu. Kolana Dereka trzęsły się tak mocno, że omal nie upadł. Reszta dyrektorów zbiła się w gromadkę za nim i patrzyli z całkowitym zszokowaniem. Jedynie Silas i Felix znali prawdę – Lyra posiadała pamięć ejdetyczną. Policzenie kilku skorupiaków było dla niej niemal jak oddychanie. Jej nieustępliwa, agresywna obserwacja była kontynuowana w luksusowych pokojach dla gości na piętrze. Wmaszerowawszy do apartamentu dla VIP-ów, Lyra od niechcenia poprosiła Felixa o nieskazitelnie białą chusteczkę. Agresywnie przetarła nią ozdobną ramę obrazu na ścianie, a następnie uniosła materiał, by zaprezentować grubą, niezaprzeczalną warstwę szarego kurzu. Następnie wyminęła trzęsącą się kierowniczkę ds. utrzymania porządku i usiadła ciężko na łóżku. Zmarszczyła brwi, podskakując na nim jeden raz. Materac był niespodziewanie twardy, kompletnie pozbawiony jakiejkolwiek elastyczności i niewiarygodnie niewygodny. Zwróciła się do przeklinających pod nosem, bladych członków zarządu, skupionych w drzwiach i wygłosiła mrożące ostrzeżenie. – Wiem, że wszyscy tam stoicie, potajemnie mnie przeklinając, myśląc, że jestem po prostu rozpieszczoną dziedziczką, która robi zamieszanie z absolutnie niczego. Ale pozwólcie mi postawić sprawę jasno. Ten hotel istnieje od stulecia. To właśnie przez te żałosne, pomijane szczegóły temu obiektowi na stałe grozi utrata jego prestiżowej, gwiazdkowej oceny. Jeśli jakaś komisja przeprowadzi teraz inspekcję tego pokoju, to oblejemy. Wreszcie kończąc brutalną inspekcję, Lyra wycofała się do ogromnego gabinetu dyrektora generalnego na najwyższym piętrze. Pozwalając opuścić swoją przerażającą zawodową maskę, opadła z wyczerpania na pluszową, skórzaną sofę, ciężko opierając się o podłokietnik. – Ugh! To absolutny, okropny bałagan! – jęknęła Lyra, bez owijania w bawełnę podsumowując swoje ustalenia. – Czy Victor mnie testuje, czy tylko stroi sobie chory żart? Cały ten hotel to jeden wielki chaos! Nie mogę uwierzyć, że to oficjalnie znajduje się pod patronatem Grupy VX. Silas podszedł do sięgającego od podłogi do sufitu rozległego okna, wzdychając ciężko, podczas gdy szczerze przepraszał za poważne zaniedbania ze strony rodziny Vance'ów. – Lyro, to dziadek założył ten hotel. W rzeczywistości Grupa VX w swoich wczesnych latach polegała właśnie na tym budynku, aby rozrosnąć się do tej potężnej skali, na jakiej znajdujemy się dzisiaj. To nie tylko biznes; to budynek o głębokim sentymentalnym znaczeniu dla trzech pokoleń naszej rodziny. Ale ponieważ korporacja rozrosła się do gigantycznych rozmiarów, a w ostatnim czasie branża hotelarska mocno oberwała, dopuściliśmy się poważnych zaniedbań w zarządzaniu. Przepraszam. Będziesz musiała niewiarygodnie ciężko pracować, żeby znów postawić go na nogi. Mając nadzieję, że poprawi jej nastrój, Silas obrócił się i delikatnie wskazał w stronę rogu ogromnego gabinetu. – Przyniosłem coś dla ciebie. Żeby pomóc ci zredukować stres. Lyra przeniosła wzrok i wydała z siebie ciche westchnienie. W rogu stał elegancko piękny, zrobiony na zamówienie czarny fortepian, a jego wypolerowana powierzchnia lśniła pięknie w miękkim świetle. – Przemyślałem to i postanowiłem to sprowadzić – zaproponował Silas z ciepłym uśmiechem. – Pamiętam, jak bezustannie grałaś na fortepianie, albo wybierałaś się na tor wyścigowy pojeździć konno za każdym razem, kiedy byłaś w okropnym nastroju. Przez najbliższe dwa miesiące będziesz zawalona pracą, więc tor wyścigowy to nierealistyczna opcja. Ale pamiętam, że pięknie grasz. Będziesz mogła zagrać kilka utworów, gdy stres będzie zbyt duży. Zamiast przywołać uśmiech, ten uroczy gest natychmiast otworzył głęboko zakopaną, potworną bliznę. Gardło Lyry zacisnęło się z bólu. Wpatrywała się w nieskazitelne, czarne i białe klawisze, a w jej klatce piersiowej urosło bolesne, dławiące uczucie zranienia. – Dziękuję, Sy – wyszeptała, a jej głos przesiąknięty był cichym, łamiącym serce smutkiem. – Ale ja od bardzo dawna nie gram na fortepianie. Silas zmarszczył czoło ze szczerze zdumienia. – A to dlaczego? Lyra powoli uniosła dłoń, tępo wpatrując się w swoje smukłe palce. Z ciężkim sercem, cicho wyznała: – Kiedy pracowałam jako dzielny lekarz polowy dla Lekarzy bez Granic... przez przypadek doznałam urazu ręki na bezlitosnym polu bitwy. Zerwałam więzadło w małym palcu. Został trwale uszkodzony i stracił swoje czucie. Nie potrafię już ogarnąć pełnej oktawy. Zięc po prostu musiałam w ogóle przestać grać. Serce Silasa gwałtownie zabolało. Szybko podszedł bliżej, chwytając dłoń siostry z głęboką troską by przyjrzeć się jej palcom. – Czy nabawiłaś się tego urazu przez Gideona? – Można tak powiedzieć – przyznała po cichu. Lata temu, na rozdartej wojną, brutalnej granicy Veldin, w samym środku chaosu desperacko ciągnęła młodego, poważnie rannego Gideona w bezpieczne miejsce. Ten bohaterski, bezinteresowny akt uratowania mu życia nieodwracalnie zniszczył jej muzyczne zdolności. W tamtym czasie traktowała ten bolesny uraz jak znak absolutnego honoru. Teraz, spoglądając na zdrętwiały mały palec, był to dla niej wyłącznie brutalny, potworny sygnał przypominający o tym, ile poświęciła dla mężczyzny, który koniec końców i tak rzucił ją dla innej kobiety. Zdusiwszy bolesne, rozszerzające się w klatce piersiowej ukłucie bólu, Lyra spojrzała na Silasa i rzuciła promiennym, olśniewająco fałszywym uśmiechem, aby zamaskować swoją traumę. – Hej, zostałam ranna w imię światowego pokoju! Po prostu próbuję napawać moją rodzinę dumą, prawda? Ten niesamowicie trudny, pełen smutku moment nagle ustał w momencie, gdy do gabinetu zamaszyście zapukał Felix. Dzierżył w dłoniach gruby folder i wyglądał na osobę kompletnie niewzruszoną zdobytymi odkryciami. – Panno Lyro, mam do przekazania pilną aktualizację na temat szokująco tandetnych łóżek, na które narzekała pani w trakcie przeprowadzania kontroli – zameldował Felix, podając jej dokument. – Zleciłem pełne sprawdzenie środowiska. Oficjalnym dostawcą są Meble Liora. Wiceprezes Hayes to osoba bezpośrednio odpowiedzialna za relacje z nimi. – Meble Liora? – powtórzyła Lyra, płynnie zakładając nogę na swoją długą, zgrabną nogę i nagle wysoko niebezpieczny błysk w oku zapłonął w jej pięknych oczach. – Zgadza się – ciągnął dalej Felix. – Założycielem Mebli Liora jest Arogancki starszy brat drogiej sercu Gideona Vivianne Mercer. – Proszę, proszę, proszę – wymruczała Lyra, opierając się na skórzanej kanapie. Bez zwłoki rozkazała. – Proszę poinformować dział finansowy o przeprowadzeniu pełnego, wnikliwego audytu finansowego działu operacyjnego z perspektywy ostatnich dwóch lat. Oraz natychmiast skontaktować się z nowym sprzedawcą. Meble Liora tracą współpracę z nami. Rozszarpcie wszystkie obciążające kręgosłup materace od nich i wymieńcie je bezwłocznie. – Taki wielki krok podjęty prosto na starcie pierwszego dnia? – Silas uniósł brwi, nawiązując ze zdezorientowaniem porozumiewawcze spojrzenie z Felixem. – Firmę Liora założył brat Vivienne. Dokonujemy zemsty z pobudek o podłożu osobistym, nieprawdaż? – Ależ oczywiście, zemsta osobista – docinał złośliwie Felix, szczerząc się. – Mowy nie ma! – Lyra pewnie odrzuciła ich pomysły, namiętnie, z całą swą determinacją wskazując na drzwi doskonale wystylizowanym palcem. – Firma Liora opchnęła nam tandetne, żałosne, budzące trwogę kiepskiej jakości materace! Odpowiadam przed absolutną sprawiedliwością w stosunku do grzbietów naszych klientów! Niewygodne łóżko wiąże się w prostej linii z okropnymi, internetowymi opiniami. Tak działa właśnie ten biznes! Silas tylko zachichotał w odpowiedzi, czerpiąc głęboką satysfakcję w napawaniu się tą niebywałą okazją, przyglądając się wracającej, gniewnej wersji swojej potężnej siostry. Jednak lekka, żartobliwa atmosfera zniknęła raptem zaledwie chwilę później. Felix przeniósł wzrok zerkając ukradkiem na ekran tabletu, a każdy możliwy promyk koloru natychmiast odparował z jego cery. – Panie Silasie... Panno Lyro... – wyrzucił nerwowo, jego krtań wpadła w nagłe drganie powodem presji o wielkim nasileniu. – Zażyczyli sobie państwo, by dogłębnie kontrolować wszystkie poczynania rodziny Hawthorne'ów. Właśnie nadeszła najświeższa informacja. – A mianowicie? – zapytała Lyra, wyprostowując nagle całe swoje ciało w sposób tak usztywniony, że aż niemal twardy. – Arthur Hawthorne padł ofiarą katastrofalnego udaru mózgu. Zabrali go pospiesznie do oddziału pogotowia w celach opieki powypadkowej i leży rzekomo zapisany na wejście ekskluzywnego szpitala przynależącego do Grupy VX. – Dziadek spędzi czas w szpitalu?! – Lyra pośpiesznie podniosła się w obłąkanej, napędzanej zgrozą emocji, a puls dzwonił rytmem potężnego wbijającego w poszczególne z jej żeber bólu uderzając o klatkę piersiową. Na nic wszelkie rzeczy, tak gwałtownie krzywdzące dla niej pod względem uszczuplenia Lyry ze strony ze szlachetnego Gideona, wręcz miłowała uczuciem szczerym dla starego mężczyzny. Wtedy jak w roztargnieniu starała wyciągnąć dłonie do swej torebki ze względu prędkiego zerwania z tego konkretnego miejsca ze zwiniętą siłą nagle przeraźliwy pisk o brutalnej dynamice za sprawą wielkiego powiadomienia dźwiękowego odezwał z powierzchni mahoniowego wielkiego formatu biurka Silasa. To morderczo wielkie, uciążliwe napięcie przeszyło speszony dźwięk pomieszczeń pokoju w przemykaniu na wskroś gęstej atmosfery. Silas postąpił ku meblu patrząc bez spięcia w opuszczony wyświetlacz rzucając byle wejrzeć dół. Ciężkie szydercze wzdrygnięcie w sposób wielce drwiący pośliznęło powoli w wyciekach przez jego zablokowane słowa odczytawszy wizytówkę połączeń dzwoniącego. Unosił swe oczy aż skrzyżował swój zwrot przez rzuty obezwładnione drżącym od strachu zdziwionej powagi spojrzenie kierujące z ukrytej twarzy swej u drżącej jak listek, rozpaczą rzuconej, przejętej z grozy spanikowanej istoty tak dla siebie bliskiej na zewnątrz we wnętrzu oczu. – Lyra, – odezwał Silas tak gładkim głosem w tym jak jego oczami zaczęły tlić lśniąc potęgą pożądania antycypacji rozpaczy – to dzwoni twój tak jakby po dziś dzień ex mąż.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Nowy menedżer – Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce | Czytaj powieści online na beletrystyka