Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce

Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce

Autor: Selene Hart

Gwiaździste urodziny
Autor: Selene Hart
5 sie 2026
Ciężkie, duszne napięcie wiszące nad bogato nakrytym stołem jadalnianym w posiadłości Crestfall było na tyle gęste, że można by je kroić srebrnym nożem do steków. Gideon siedział sztywno u szczytu stołu. Głęboki, mroczny grymas był na stałe wyryty na jego przystojnych rysach twarzy. Przed nim stał talerz wykwintnego, perfekcyjnie ugotowanego jedzenia, całkowicie nietkniętego. Aromat drogiego posiłku w ogóle nie łagodził głębokiego wzburzenia kłębiącego się w jego żołądku. Jego umysł był całkowicie pochłonięty dziwnym, rozwścieczającym faktem, że Nora opuściła posiadłość bez ani jednego spojrzenia za siebie. Wyszła z całkowicie pustymi rękami. Uparcie i w niewytłumaczalny sposób odrzuciła jego hojną, dwudziestomilionową rekompensatę i luksusową willę, którą jej zaoferował. To odrzucenie zażarcie wgryzało się w jego dumę. Całkowicie zabiło mu apetyt. Dlaczego nie wzięła pieniędzy? Nie miała nic. To nie miało najmniejszego sensu. – Gdzie jest Nora? – Roland Hawthorne, ojciec Gideona, w końcu przerwał duszącą ciszę, rozglądając się ze zdziwieniem po wspaniałej jadalni. – Dlaczego nie zeszła na kolację? Gideon nie podniósł wzroku znad nieskazitelnie białego obrusu. – Już podpisaliśmy papiery rozwodowe – stwierdził bez ogródek, a jego głos pozbawiony był jakiegokolwiek ciepła. – Zlecę prawnikom sfinalizowanie rozwodu najszybciej jak to możliwe. Roland upuścił widelec, a jego twarz zbladła w natychmiastowym, panicznych szoku. – Rozwód? Postradałeś zmysły? Dlaczego miałbyś to robić teraz?! Po drugiej stronie stołu, macocha Gideona, Moira, wymieniła szybkie, triumfalne spojrzenie ze swoją córką, Chloe. Moira wydała z siebie mocno przesadzone westchnienie. – Och, Rolandzie, mówiłam ci dawno temu, że Gideon i Nora nigdy do siebie nie pasowali. Przede wszystkim to twój ojciec był jedyną osobą, która zmusiła ich do ślubu. Moira elegancko osuszyła kącik ust jedwabną serwetką, a w jej oczach błysnęła złośliwość. – To biedne dziecko cierpiało w tym domu przez trzy lata. Teraz, kiedy w końcu jest gotowa odpuścić sobie Gideona, oboje mogą żyć własnym życiem. To dobra rzecz. Dobrze wiesz, że Gideon od zawsze był głęboko zakochany w Vivienne. – Małżeństwo to nie jest dziecięca zabawa! – warknął Roland, a jego niepokój drastycznie wzrósł. – Nora to twoja żona, Gideonie. Ona jest... – Tato, to już się stało. Podpisaliśmy dokumenty, a Nora już opuściła posiadłość – przerwał mu Gideon z kamienną twarzą. Frustracja w jego klatce piersiowej zapłonęła na wzmiankę o jej wyjeździe. – O rany, naprawdę nie spodziewałam się, że ta żałosna prowincjuszka będzie miała na tyle kręgosłupa moralnego, żeby odejść – zadrwiła otwarcie Chloe, obracając wino w kieliszku. – Czy ona po prostu próbuje zagrać ostateczną kartą litości? Założę się, że będzie biegać po mieście, opowiadając wszystkim, że nasza rodzina strasznie ją maltretowała. Kpiące słowa zgrzytały w uszach Gideona, niewytłumaczalnie jeszcze bardziej go wściekając, ale zachował zimny wyraz twarzy. – Jesteś zbyt pochopny, Gideonie! – Roland niemalże krzyknął, a jego największa obawa wzięła górę. – Twój dziadek jest ciężko chory w szpitalu! Jakim cudem masz zamiar wytłumaczyć mu tę katastrofalną wiadomość, nie pogarszając jego stanu? – Po prostu powiem dziadkowi absolutną prawdę – odpowiedział Gideon z bezkompromisowym autorytetem. Oparł się w krześle, a jego ciemne oczy omiotły pomieszczenie. – A w przyszłym miesiącu publicznie ogłoszę nowinę o moim małżeństwie z Vivienne. Siedząc skromnie u jego boku, Vivienne wpatrywała się w jego przystojny profil. Słysząc te słowa, umiejętnie zamaskowała swoją dziką ekscytację. Wycziwając wymierzone w siebie ciężkie, rodzinne napięcie, spuściła wzrok, po mistrzowsku udając głębokie, tragiczne poczucie winy. – Wujku Rolandzie, proszę, nie gniewaj się na Gideona. To wszystko moja wina – wyszeptała Vivienne, a jej głos drżał perfekcyjnie. Delikatnie oparła głowę o szerokie ramię Gideona. – Nie powinnam była wracać. Wyjadę do Valorii z samego rana. Gideonie, naprawdę powinieneś po prostu znowu zejść się z Norą. Nigdy nie chcę być powodem, dla którego twoja rodzina się rozpada... Gideon natychmiast wyciągnął rękę, mocno chwytając jej smukłą dłoń, by ją powstrzymać. Jego ciemne oczy złagodniały opiekuńczym ciepłem, gdy na nią spojrzał. – Vivienne, nic z tego nie jest twoją winą. Nora i ja to całkowicie zamknięty rozdział. Byłaś wystarczająco cierpliwa, by czekać na mnie w cieniu przez trzy długie lata. Nie pozwolę ci cierpieć ani dnia dłużej. Wiele mil od dusznej, toksycznej atmosfery posiadłości Crestfall, potężny, luksusowy jacht sunął gładko po ciemnych, połyskujących wodach Rzeki Gwiezdnej. Chłodna, orzeźwiająca rzeczna bryza targała długimi, ciemnymi włosami Lyry, rozwiewając duszny zapach posiadłości Hawthorne'ów. Po krótkiej, spokojnej przejażdżce Rolls-Roycem, Silas zabrał ją prosto do prywatnych doków, żeby przewietrzyła umysł. Teraz, stojąc na rozległym tekowym pokładzie, Silas zafundował siostrze wspaniały, zapierający dech w piersiach nocny widok na rozległą panoramę miasta. – Sy, czy celowo próbujesz mi to wypomnieć? – zapytała Lyra, a szczery, choć zmęczony, uśmiech dotknął jej ust, gdy opierała się o wypolerowaną barierkę. Wskazała gestem w stronę niższego pokładu. – Ta rzeka to słynne miejsce na randki. Spójrz na te wszystkie pary na dole, oddające się zmasowanym, publicznym pokazom uczuć. Czuję się tu zupełnie nie na miejscu. Silas zaśmiał się cicho, a jego wysoka, władcza sylwetka rozluźniła się, gdy stał obok niej. – Cóż, możesz winić za to swojego niezwykle opiekuńczego, drugiego brata. Wyraźnie zażądał, że o ósmej punkt odpali tutaj fajerwerki, żeby przywitać cię z powrotem. Silas elegancko uniósł nadgarstek, wbijając ciemne oczy w lśniący cyferblat swojego drogiego zegarka. Ciepły, braterski uśmiech rozlał się na jego twarzy. – Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden... Dokładnie przy zerze, potężna, ogłuszająca eksplozja gwałtownie wstrząsnęła nocnym niebem. Bum! Olbrzymie kiście wspaniałych, fioletowych, złotych i karmazynowych fajerwerków rozkwitły gwałtownie na tle mrocznego płótna w górze. Ogłuszające trzaski odbijały się echem nad wodą, oświetlając całą Rzekę Gwiezdną w spektakularnym, oślepiającym pokazie. Jaskrawe kolory przesuwały się i formowały gigantyczne, lśniące litery na niebie, z dumą układając się w widowiskowe życzenia urodzinowe, które mogło zobaczyć całe miasto. Młode pary na niższych pokładach westchnęły z zachwytu, po czym wszyscy pospieszyli do barierki, aby obejrzeć ten szalenie ekstrawagancki prezent. – To jest niesamowicie tandetne – Lyra cmoknęła z niesmakiem, kręcąc głową na widok efekciarskich wybryków jej drugiego brata, ale głębokie, uzdrawiające ciepło rozlewające się w jej klatce piersiowej było niezaprzeczalne. – Pomyśl o tych wszystkich dziwnych, bezużytecznych prezentach, które przysyłał ci przez lata. To tak naprawdę gigantyczna poprawa – zauważył gładko Silas. Podszedł bliżej, obejmując ramiona siostry silnym, krzepiącym ramieniem i przyciągając ją w opiekuńczy uścisk. – W twoim pokoju w domu piętrzy się góra czekających na ciebie prezentów. Lyro, na tym świecie jest wielu ludzi, którzy cię kochają i bezwarunkowo o ciebie dbają. Musisz skupić się na tym, zamiast na przeszłości. Oddech Lyry się urwał. Mrowiące uczucie zapiekło ją w nosie. Przez ostatnie trzy lata nie znosiła niczego poza żałosną, mroźną izolacją. Teraz, głęboko poruszona przytłaczającym wsparciem braci, czuła, jak topnieją ostatnie lodowe odłamki Nory Mercer. Z powrotem na tętniącym życiem, targanym wiatrem brzegu rzeki smukły, czarny Maybach łagodnie zatrzymał się w pobliżu promenady. Gideon wysiadł z luksusowego pojazdu, a jego szyty na miarę garnitur chwytał nastrojowe, miejskie światło. Vivienne była tuż u jego boku, natychmiast przytulając się do jego piersi, by uchronić się przed chłodem nocnego powietrza. Kiedy tylko zamknął drzwi samochodu, niebo w górze wybuchło ogłuszającymi eksplozjami. Gideon spojrzał w górę, mrużąc oczy, gdy patrzył, jak olśniewające fajerwerki formują olbrzymie, lśniące słowa: "Wszystkiego Najlepszego!" – Łał, te fajerwerki są absolutnie wspaniałe! – Vivienne westchnęła niewinnie, wskazując na niebo. – Och, ktoś musi mieć urodziny! Zastanawiam się, kto ma tyle niesamowitego szczęścia, by dostać tak ogromny prezent. Jaskrawe litery natychmiast wywołały gwałtowny, bolesny wybuch frustracji w klatce piersiowej Gideona. Zacisnął mocno szczękę. Dzisiaj były urodziny Nory. Był to dokładnie ten sam dzień, który bezdusznie zrujnował jej dokumentami rozwodowymi. Surowe przypomnienie załomotało w jego czaszkę. Czy ten mężczyzna, z którym odeszła, Silas Vance, przygotował dla niej to ekstrawaganckie przedstawienie? Jego wrząca irytacja osiągnęła gwałtownie punkt kulminacyjny, gdy Vivienne nagle pociągnęła go za rękaw. Skierowała delikatny palec w stronę wody. Potężny luksusowy jacht powoli mijał promenadę, oświetlony przez gasnące w górze iskry. – Hm? Gideonie, czy to nie Nora? – zapytała Vivienne, a jej głos przesiąknięty był niewinną ciekawością. – Kim jest ten wysoki mężczyzna, który stoi obok niej? Wygląda naprawdę znajomo. Wyglądają na bardzo zżytych, prawda? Wzrok Gideona powędrował błyskawicznie w stronę jachtu. Na rozległym górnym pokładzie stała jego żona – wkrótce była żona – wygodnie oparta w ramionach wysokiego, przystojnego mężczyzny. Twarz Gideona w mgnieniu oka stała się posępna. Postąpił naprzód, agresywnie chwytając zimną, metalową barierkę promenady. Jego knykcie stały się czysto białe od samej siły jego uścisku. Zajadła, zaborcza zazdrość zaryczała w jego żyłach. Przecież nawet nie sfinalizowali jeszcze legalnych papierów! Przekonał się tu i teraz, że ta rzekomo oddana, żałosna kobieta nie potrafiła nawet poczekać dwudziestu czterech godzin, zanim ochoczo pobiegła w ramiona innego mężczyzny. Skoro już miała kogoś innego, dlaczego tak żałośnie płakała tego popołudnia? Jacht płynnie przebył zatokę i w końcu zacumował przy molo dla VIP-ów. Kiedy okoliczny tłum gapiów zaczął naturalnie się rozchodzić, Gideon nie mógł już się powstrzymać. Agresywnie ruszył w stronę pary pod przyćmionymi, migoczącymi latarniami ulicznymi, a jego górująca sylwetka emanowała zimną, głęboko opresyjną aurą. Kiedy Silas prowadził Lyrę w dół po drewnianych schodach doku, szorstki głos przeciął nocne powietrze. – Nora Mercer! Lyra się zatrzymała. Nie drgnęła. Powoli odwróciła się, by stawić czoła wściekle kroczącemu ku niej mężczyźnie. Nawet w ostrym, migoczącym świetle, przystojna twarz Gideona była zniewalająca, ale trzynaście lat ślepego zauroczenia, które kiedyś w sobie żywiła, były całkowicie martwe. – Kto to jest? – zażądał Gideon, zatrzymując się ledwie kilka stóp dalej. Jego ciemne oczy wbiły się intensywnie w obejmującego ją mężczyznę. Silas po prostu stał w miejscu, oferując ostry, porozumiewawczy i na wskroś niebezpieczny uśmiech. – Panie Hawthorne, zdaje się, że pana pamięć mocno szwankuje. Spotkaliśmy się niejednokrotnie w sali konferencyjnej. Jesteśmy wybitnymi rywalami z branży. Gideon całkowicie zignorował przedstawienie się prezesa. Zrobił kolejny, onieśmielający krok naprzód, z gniewnym wzrokiem utkwionym wyłącznie w swojej byłej żonie. – Noro, odpowiedz na moje pytanie w tej chwili. Odpowiadając na jego wściekłe, zaborcze spojrzenie, Lyra stała wyprostowana. – Jesteśmy rozwiedzeni, panie Hawthorne – odparowała gładko Lyra. Jej ton zabrzmiał z lodowatą, obcą klarownością, która całkowicie pozbawiona była jej zwykłej, żałosnej uległości. – To, kim jest ten dżentelmen, nie ma z panem absolutnie nic wspólnego. Gideon był szczerze zszokowany. Nagła, nietypowa obojętność w jej oczach przypominała fizyczny cios. Mocno zacisnął zęby, a jego duma przyjęła potężny, nieznośny policzek. – Jeszcze nie wzięliśmy oficjalnego rozwodu – zakpił agresywnie Gideon, a jego głos spadł o niebezpieczną oktawę. – A ty już nie mogłaś się doczekać, żeby być z innym mężczyzną? Oczy Silasa pociemniały od natychmiastowej furii na samą zuchwałość niewiernego męża. Przeniósł ciężar ciała, przygotowując się do fizycznej interwencji, ale Lyra spokojnie uniosła dłoń, powstrzymując brata. Nocny wiatr pochwycił jej ciemne włosy, przerzucając je przez ramię. Jej czerwone usta wykrzywiły się w oszałamiającym, zuchwałym i szalenie wyzywającym grymasie. Spojrzała mu prosto w oczy. – Panie Hawthorne, być może nie wzięliśmy jeszcze oficjalnego rozwodu, ale pan z pewnością nie potrafił poczekać z przyprowadzeniem swojej słodkiej małej ukochanej z powrotem do naszego domu – stwierdziła Lyra, a jej głos rozcinał jego ego z nieskazitelną precyzją. – Jakim prawem może mnie pan powstrzymywać przed byciem z kimś innym? Nie uważa pan, że to potężne podwójne standardy? Gideon zamarł, całkowicie pozbawiony swojego agresywnego impetu. Został kompletnie pozbawiony słów, oniemiały wobec jej nieujarzmionego buntu i nieskazitelnej, kuloodpornej logiki jej kontrataku. Gapił się na nią, zupełnie oszołomiony, próbując przetworzyć tę oszałamiającą, przerażającą nową wersję kobiety, którą wydawało mu się, że znał. Zanim Gideon zdążył w ogóle sformułować choćby jedno słowo w odpowiedzi, ostry, bolesny krzyk przerwał ich impas. Vivienne, która w swoich markowych szpilkach niezdarnie próbowała dogonić jego szybkie, wściekłe tempo, nagle potknęła się na nierównej kostce brukowej. Uderzyła mocno w beton. – Ach! Gideonie! Moja kostka! Ten udręczony dźwięk gwałtownie przywrócił Gideona do zmysłów. Gdy odezwał się w nim instynkt opiekuńczy, natychmiast odwrócił się na pięcie i pospieszył do boku Vivienne, ostrożnie padając na kolana, by pomóc jej wstać z zimnej ziemi. Zdołał ją ustabilizować, unosząc ją delikatnie za talię. Ale kiedy Gideon w końcu spojrzał przez ramię w stronę słabo oświetlonego doku, by dokończyć konfrontację, drewniane deski były całkowicie puste. Lyra i Silas zdążyli już bezszelestnie zniknąć w mrokach nocy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Gwiaździste urodziny – Nietykalna była żona: Pokłoń się prawdziwej dziedziczce | Czytaj powieści online na beletrystyka