logo

beletrystyka

Obietnica mafii

Obietnica mafii

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 2
Autor: Aeliana Thorne
22 gru 2025
Minęły minuty, a my byłyśmy w prywatnym pokoju, czekając na dalsze instrukcje. To nie miało tak wyglądać, w ogóle nie powinno mnie tu być. Powinnam być na dole, tańcząc z innymi dziewczynami. Rozejrzałam się dookoła i chłonęłam nowe otoczenie. Pracowałam tu od sześciu miesięcy, ale poza tym razem, gdy Christian mnie zabrał, nigdy wcześniej nie byłam w tej strefie. Była surowo zakazana i dobrze strzeżona nie bez powodu. Drugie piętro przeznaczone było na ważne spotkania biznesowe, czego trudno było nie zauważyć, ponieważ miejsce to było silnie chronione przez strażników. Widziałam wiele twarzy, których nigdy wcześniej nie widziałam, i dokładnie wiedziałam, z jakiego powodu. – Uspokój się, trzęsiesz się – zaśmiała się Faith i przeczesała palcami moje loki. Nawet nie zauważyłam, jak bardzo się trzęsłam, dopóki o tym nie wspomniała. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam w dół na swoje nogi, próbując nad sobą zapanować. Nie wiedziałam, czy wariuję, bo zaraz zobaczę tego samego mężczyznę, którego z całych sił starałam się unikać, czy dlatego, że będę w pokoju z wieloma potężnymi i niebezpiecznymi mężczyznami naraz. – Po prostu podaj im drinki i przekąski, i to wszystko. Nie musimy tańczyć ani nic robić, to takie proste – zapewniała mnie Luna, ale jej słowa tylko jeszcze bardziej mnie przeraziły. – Wszystko, co usłyszysz w tym pokoju, zostaje w tym pokoju; jeśli ktoś powie lub zrobi coś niestosownego, pozwalasz ochronie się tym zająć – poinstruowała Luna. Wszystko, co usłyszysz w tym pokoju, zostaje w tym pokoju. To nie były słowa, które były mi obce, jako że Christian pokazał mi, jak to działa. Ci mężczyźni nie byli normalnymi biznesmenami, ale gangsterami, jeśli to w ogóle było właściwe określenie. W głębi duszy wiedziałam, że jeśli wykonam jeden zły ruch, upuszczę drinka lub zrobię cokolwiek choćby odrobinę głupiego, co było w zasadzie moją codzienną rutyną, będzie to równoznaczne z proszeniem się o wyrok śmierci. – To łatwa kasa i nawet nie musimy dużo robić. Po prostu oddychaj i wyluzuj, Wiewiórko – westchnęła Luna, poirytowana. Wyglądało na to, że już działałam jej na nerwy, ale nic nie mogłam na to poradzić. Te dziewczyny były przyzwyczajone do robienia takich rzeczy, ja nie. Łatwa praca? Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Wszystko, co musiałam zrobić, to upewnić się, że niczego nie upuszczę. – Chodźcie dziewczyny, idziemy – odezwał się nagle znajomy mężczyzna. Miał na sobie czarny garnitur, wydawał się wysoki i umięśniony. Mój wzrok powędrował z jego ciepłej, opalonej skóry na pistolet w kieszeni i nie mogłam się powstrzymać przed zastygnięciem na sekundę. Weź się w garść, Serena. Oczywiście, że miał broń, wiedziałaś, w co się pakujesz. – Hej, Wiewiórko, nie bywasz zazwyczaj na dole? – Facet podszedł do mnie i zrobił krok naprzód, by móc mi się lepiej przyjrzeć. Nigdy wcześniej nie spotkałam tego mężczyzny, ale z jakiegoś powodu wiedział, kim jestem. Oczywiście, że wiedział, to była ich praca, mieć oko na wszystkie dziewczyny. Albo może wiedział, kim jestem, bo zawsze był przy Christianie, a ta dwójka wydawała się blisko? Nie, to nie mogło być to. Dlaczego Christian w ogóle miałby o mnie rozmawiać? – T-tak – wyszeptałam ledwo słyszalnie. Obdarzył mnie ciepłym uśmiechem i położył dłoń na moim nagim ramieniu. – Jestem Marc, nie bój się. Jestem tu, żeby cię chronić – powiedział i spojrzał w dół na swoją broń. Była to miła próba uspokojenia mnie, ale tylko pogorszyła sprawę. – Serena, prawda? Wymusiłam uśmiech na twarzy i kiwnęłam głową. Zgadzało się, Serena, a nie Wiewiórka. Kątem oka zobaczyłam różnych mężczyzn w garniturach, w tym dwóch braci Lamberti, Enzo i Gio, wchodzących do pokoju i patrzyłam, jak kierują się do dużego stołu. Na szczęście wciąż byłyśmy za barem i oddzielone szybą, więc nie mogli nas zobaczyć. – Wszystko w porządku? – zapytał Marc. – Tak – odpowiedziałam i spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem, niemal prosząc, żeby mnie stąd zabrał. – Lucio kazał nam cię nie dotykać ani nawet nie oddychać w twoim pobliżu, ale to on cię tu przyprowadził... Nie rozumiem tego, zwłaszcza że to takie ważne spotkanie – powiedział Marc zmieszany. Byłam tak samo zmieszana jak on, zastanawiając się, dlaczego Lucio dał im takie instrukcje, ale zanim zdążyłam zapytać o cokolwiek innego, Luna przejęła rozmowę. – Lucio musiał wyjść w ostatniej chwili, Enzo przejął dowodzenie – powiedziała Marcowi. – To ma sens – zachichotał, mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów po raz ostatni. – Dobra, czas do pracy, panie! – krzyknął mężczyzna i wręczył nam tace. Niestety podał mi tę z szampanem, a ja chciałam tylko zniknąć. Czułam się zagubiona i niepewna, co robić, więc poszłam za innymi dziewczynami i podążałam za ich przykładem. Nie dostałam żadnych instrukcji, nic. Oczekiwali, że będę wiedziała, co mam robić, tak po prostu. – Po prostu rób to co ja – szepnęła Faith mi do ucha, po czym pociągnęła mnie za szorty, by zatrzymać mój marsz. Wszystkie stałyśmy w szeregu, a ja naśladowałam ich postawę, próbując utrzymać równowagę tacy z kieliszkami w dłoni. To nie był cyrk, a obsługiwanie mężczyzn nie należało do opisu stanowiska, więc wciąż byłam zdezorientowana, dlaczego w ogóle tu jestem. Nie wiedziałam, gdzie patrzeć i niezręcznie rozglądałam się dookoła, aż mój wzrok padł na Christiana, który wszedł jako ostatni. Za nim szła jedyna osoba, która zawsze była do niego przyklejona, jego prawa ręka i kuzyn, Johnny Lamberti. W przeciwieństwie do Christiana, Johnny był znany jako ciepła osoba i zawsze uśmiechał się do każdego, kto go mijał. Wiedza, że tu jest, nieco bardziej uspokoiła moje nerwy. Christian miał silną prezencję i w chwili, gdy usiadł, wszyscy wokół stołu zamilkli. Nawet gdybym nie wiedziała, kim jest, domyśliłabym się, jaki ma status. Skłamałabym, mówiąc, że nie jest atrakcyjny, skoro ten mężczyzna był chodzącym bogiem. Jego piękne, orzechowe oczy w kształcie migdałów pasowały do jego delikatnej, oliwkowej skóry. Jego gęste, ciemnobrązowe włosy pasowały do grubych i idealnie ukształtowanych brwi, i nawet w garniturze, który miał na sobie, wciąż mogłam dostrzec jego umięśnioną budowę. – Nie gap się na szefa, zwariowałaś?! – szepnęła Faith mi do ucha. Natychmiast posłuchałam jej słów i opuściłam głowę. Faith miała rację, co ja sobie w ogóle myślałam? Czy on mnie widział? – Czy to nie twoi bracia powinni prowadzić to spotkanie? Jestem pewien, że Lucio nie jest na tyle szalony, by pozwolić dwudziestolatkowi prowadzić to spotkanie biznesowe – zaśmiał się jeden z mężczyzn i żartobliwie trącił łokciem mężczyznę obok siebie, ale inni przełknęli ślinę ze strachu i spojrzeli na Christiana, by zobaczyć, jaka będzie jego reakcja. Christian nie lubił być ośmieszany. To była jedna rzecz, którą zrozumiałam w dniu, w którym zdominował mnie na biurku w swoim gabinecie. Christian lubił mieć kontrolę i nie odważyłby się jej stracić. To były te same słowa, których dziewczyny nigdy nie pomijały, gdy się nim zachwycały. Wszyscy patrzyli na Christiana, oczekując jego reakcji, ale ku zaskoczeniu wszystkich, jedyne co zrobił, to zachichotał, podnosząc głowę. – Mój tata wybrał mnie, więc to ja prowadzę to spotkanie biznesowe, nie moi starsi bracia – powiedział niewzruszony, po czym kontynuował. Wszystkie terminy, których używali, były dla mnie niezwykle mylące i nudziłam się na śmierć, więc ignorowałam to, podczas gdy tylko jedna myśl krążyła mi po głowie. Jak długo jeszcze oczekiwali, że będę trzymać tę tacę? Miałam jeden cel i było nim nie zwracanie uwagi na Christiana, ale niestety to on prowadził spotkanie, więc nie było to takie proste. Moje nogi zdrętwiały i były bliskie odmówienia posłuszeństwa, ale z całych sił starałam się utrzymać tacę. Nie mogłam jej upuścić. Wzięłam głęboki oddech i skupiłam uwagę gdzie indziej. Wszystko, co mogłam robić, to czekać, aż miną minuty, robiąc wszystko, od liczenia płytek po liczenie sekund na zegarze. – Zaraz się skończy – zachichotała Faith mi do ucha i uspokoiła moje nerwy. Jeśli ktoś wiedział, jak bardzo jestem beznadziejna w staniu w miejscu, to właśnie ona; to było coś, do czego nie byłam stworzona. – Dajcie panom coś do picia! – odezwał się nagle Gio Lamberti i wskazał dłońmi na mężczyzn przy stole. Luna, która była po mojej lewej stronie, lekko mnie trąciła, żebym nie straciła równowagi. – To twój sygnał, to ty masz drinki. Zgadza się, to ja miałam drinki. Spojrzałam na Lunę i tacę, a potem na mężczyzn, którzy mnie obserwowali, i ostrożnie ruszyłam naprzód, upewniając się, że niczego nie upuszczę. Gdyby wolno mi było się pocić, pewnie bym to zrobiła. Byłam zdeterminowana, by nie nawiązywać kontaktu wzrokowego i chodziłam wokół stołu, podając każdemu kieliszek szampana, co o dziwo mi wychodziło. Jak na razie, świetnie. Właśnie wtedy, gdy zostały mi jeszcze dwa kieliszki, poczułam zawroty głowy i przypadkowo rozlałam odrobinę szampana. Znośnym scenariuszem byłoby, gdyby spadł po prostu na stół, ale nie, trafił na garnitur mężczyzny, którego miałam obsłużyć. – Co ty robisz? Przeproś! – powiedział surowo Gio, podczas gdy ja wzdrygnęłam się na jego ton. Gio był kimś, komu nie chciało się podpaść, i certyfikowanym perfekcjonistą. – T-tak bardzo p-przepraszam – wydukałam i wzięłam serwetkę, by wyczyścić garnitur mężczyzny, ale zanim serwetka zdążyła dotknąć jego garnituru, złapał mnie za rękę i ścisnął ją. – Nie martw się tym, to tylko garnitur – zachichotał. Byłam zaskoczona jego wyluzowanym komentarzem i w końcu znalazłam odwagę, by na niego spojrzeć. Mężczyzna wyglądał na osobę w moim wieku, więc pewnie nie był tak staroświecki. Miał ciepły uśmiech na twarzy i zmarszczył brwi, gdy przyłapał mnie na gapieniu się. Spuściłam wzrok z rumieńcem na twarzy, ale szybko się opanowałam, gdy usłyszałam kaszlnięcie z ust Christiana. Z uciskiem w żołądku odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z tym samym mężczyzną, którego próbowałam unikać tak samo, jak on unikał mnie. Ostatni raz spojrzał mi w oczy, gdy przypadkowo zablokowałam mu drogę w zeszłym tygodniu, a on nieuprzejmie kazał mi się przesunąć. Ruszyłam dalej i postawiłam przed nim szampana, ale zanim zdążyłam odejść, jego dłoń szybko owinęła się wokół mojego nadgarstka i przyciągnęła mnie bliżej, by mógł zbliżyć usta do mojego ucha. – Wszystko w porządku? – zapytał. Nie mogłam nie zauważyć nuty troski w jego głosie, ale jego zachowanie mnie przestraszyło. Przygotowałam się na to, że na mnie nakrzyczy, więc szybko wyrwałam rękę i odsunęłam się, po czym kiwnęłam głową. Zamarłam w miejscu i nie mogłam się ruszyć, dopóki nie zauważyłam, jak oczy Faith błagają mnie, bym wróciła na swoje miejsce. – Wszystko okej? – zapytała tym razem Faith. Fakt, że prawie zemdlałam z nerwów, był już wystarczająco żenujący, więc jedyne, co mogłam zrobić, to kiwnąć głową. Mimo że Faith obiecała, że to się wkrótce skończy, tak nie było. Minuty zmieniły się w godzinę, a ja zaczęłam nawet liczyć owce. To stawało się niedorzeczne. Spojrzałam od Christiana na faceta, który powiedział mi, żebym nie martwiła się zniszczeniem jego garnituru, i sądząc po tym, wydawali się być ze sobą blisko. Dziwnie było widzieć uśmiechniętego Christiana, ale tajemniczy mężczyzna pokazał mi, że on jest w pełni zdolny do uśmiechu. Mężczyzna przyłapał mnie na gapieniu się i mrugnął do mnie, podczas gdy ja natychmiast odwróciłam wzrok. Jakby to mogło być jeszcze bardziej żenujące. Wiedziałam, że jest za późno, biorąc pod uwagę, że spałam z moim szefem, ale nie chciałam angażować się w te osoby w żaden sposób, co więcej – nie chciałam nawet, żeby znali moje imię. Zarobienie wystarczającej ilości pieniędzy na opłacenie rachunków było jedyną rzeczą, o której myślałam. Po tym, co wydawało się godzinami, spotkanie w końcu dobiegło końca i wszyscy mężczyźni przygotowali się do wyjścia z pokoju. Opuściłam głowę i nie odważyłam się jej podnieść, dopóki wszyscy mężczyźni w końcu nie opuścili pokoju, ale kiedy zobaczyłam postać idącą w moją stronę i mój wzrok napotkał parę oksfordów, nie wiedziałam, jak szybko podnieść głowę i spojrzałam w ciepłe, brązowe oczy. – Przepraszam, ale jesteś pewna, że nie jesteś chora? – przeprosił Johnny z litościwym wyrazem twarzy i przyłożył swoją dużą dłoń do mojego czoła. Starałam się jak mogłam ukryć rumieniec, który ciężko pracował, by pojawić się na moich policzkach, i kiwnęłam mu głową. – Nic mi nie jest. – W porządku, ja też zasnąłem – zażartował Marc i objął ramieniem Johnny'ego. Dwójka żartowała ze sobą, a inne dziewczyny, które desperacko pragnęły ich uwagi, dołączyły do nich, ale moja uwaga przeniosła się na Christiana, który opierał się o drzwi z niewzruszonym wyrazem twarzy. Zamknął oczy i odchrząknął, sprawiając, że wszyscy odwrócili głowy, by na niego spojrzeć. – Marc, zaprowadź dziewczyny z powrotem na dół, a ty, Johnny, chodź do mojego biura – warknął, po czym wyszedł. Zapadła cisza i wszyscy gapili się na siebie, by sprawdzić, czy wszyscy usłyszeliśmy to samo. – No więc. – Johnny uśmiechnął się i natychmiast posłuchał kuzyna, wychodząc z pokoju. – Chyba czas, żebym was wszystkie odprowadził – odezwał się Marc i wyprowadził nas z pokoju. – Dobrze się odżywiasz, prawda? – zapytała mnie Faith i nietrudno było się domyślić, że prawdopodobnie mówiła o tym, że ledwo udaje mi się stać na dwóch nogach. Prawda była taka, że czułam się jak gówno, ale jeśli nie czułeś się dobrze, nie mogłeś pracować, a ja nie byłam w stanie pozwolić sobie na utratę pieniędzy, więc zamiotłam to pod dywan i kiwnęłam jej głową. – Nic mi nie jest, po prostu trochę się zdenerwowałam, to wszystko. Faith zmierzyła mnie podejrzliwie wzrokiem, ale wzruszyła ramionami i objęła mnie ramieniem. – To dobrze, byłoby smutno, gdybyś musiała opuścić pracę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Obietnica mafii | Czytaj powieści online na beletrystyka