– Luis! – szepnęłam, wchodząc do pogrążonego w całkowitej ciemności magazynu.
Ucieczka z domu nie była tak trudna, jak myślałam, ponieważ po południu ochrona nie była tak ścisła. Wyjście przez drzwi ogrodowe, które prowadziły prosto na ścieżkę wiodącą do metra, było bułką z masłem, ale niczym Kopciuszek wiedziałam, że te same drzwi po północy są pilnie strzeżone.
Najlepszą rzeczą w kryjówce było t
















