– Czy potrzebuje pani pomocy, panienko? – Pracownica, która od dłuższego czasu śledziła każdy mój ruch, w końcu do mnie podeszła. Potrząsnęłam głową i spróbowałam ukryć twarz w kapturze bluzy. Stałam w alejce z artykułami ciążowymi, wpatrując się w różne rodzaje testów już od dłuższego czasu, niepewna, co wybrać.
Nikt mnie tu nie znał i nie było wstydem być w ciąży w wieku dwudziestu jeden lat, więc nie miałam pojęcia, dlaczego tak desperacko chciałam się ukryć.
Moje oczy natychmiast powędrowały ku cyfrowym testom ciążowym, na które nie było mnie stać, ale musiałam mieć pewność, a te były najbardziej wiarygodne. Niestety, kompletnie nie znałam się na tych rzeczach i byłam zdezorientowana, ile powinnam ich kupić. Wziąć dwa, trzy, cztery?
Gdyby ktoś powiedział mi jeszcze miesiąc temu, że będę kupować test ciążowy, strzeliłabym go w twarz – ale taki scenariusz w ogóle nie wchodził w grę. Byłam tu, ponieważ zachowałam się nieodpowiedzialnie; wszystkiemu temu można było zapobiec – ale nie. Serena po prostu musiała być Sereną.
Za każdym razem, gdy myślałam o możliwości zostania mamą, nie mogłam powstrzymać płaczu. Próbowałam ukryć łzy i zaszczepić w głowie jak najwięcej szczęśliwych myśli, by to wszystko powstrzymać, ale było za późno i zanim się zorientowałam, łzy spływały mi po policzkach. Rozejrzałam się dookoła, by sprawdzić, czy ktoś mnie zauważył, ale było wcześnie rano, więc w sklepie nie było tłoczno.
– Proszę pani, czy wszystko w porządku? – usłyszałam głos młodego chłopca. Wzięłam głęboki oddech i otarłam łzy, zanim podniosłam głowę, by spojrzeć na dziecko. Nie mógł mieć więcej niż dziesięć lat; patrzył na mnie życzliwymi, jasnymi oczami. Jak źle musiało być, skoro takie pytanie padło z ust dziecka?
– Luis, mówiłem ci, żebyś nie rozmawiał z nieznajomymi! – Mężczyzna zawołał, zbliżając się do nas, a tuż za nim podążał kolejny. Zajęło mi tylko sekundę, by rozpoznać tego człowieka; to był ten sam mężczyzna, którego garnitur zniszczyłam szampanem w noc klubowego spotkania. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było odwrócenie się, mając nadzieję, że znikną – ale szczęście mi nie sprzyjało, a wszystko przez tego małego chłopca.
– Ale ona płacze, Vince, a ty kazałeś mi pomagać ludziom w potrzebie. – A więc Vince, tak miał na imię.
– Tak, bezdomnym i innym, którzy naprawdę potrzebują naszej pomocy – odezwał się drugi mężczyzna. – A nie jakiejś przypadkowej kobiecie w sklepie spożywczym!
Drgnęłam, czując nagle dłoń na ramieniu. – Nic pani nie jest?
Zaakceptowałam swój los i odwróciłam się, by spojrzeć na mężczyznę, który padł ofiarą mojej niezdarności. Miałam nadzieję, że mnie nie rozpozna, ale jego oczy rozszerzyły się, pokazując, że jest inaczej. – Hej, pracujesz dla Lambertich, prawda? – zapytał, przenosząc wzrok ze mnie na test ciążowy w moich rękach.
– Jaki ten świat mały! – skomentował, odwracając wzrok i udając, że niczego nie widział. Zawsze zadziwiało mnie, jak ludzie czuli potrzebę kontynuowania rozmowy, mimo że widzieli, iż druga osoba wyraźnie nie jest w nastroju. – Jestem Vincenzo.
– Serena – wyszeptałam ledwo słyszalnie i spojrzałam w drugą stronę. – Ja jestem Luis, a tamten to Beau, ale szybkie pytanie. Dlaczego pani płacze? – zapytał chłopczyk, zanim otrzymał kuksańca w głowę od mężczyzny stojącego obok niego. – Nie możesz jej o to pytać! – szepnął tamten.
– Wszystko w porządku? – zapytał Vincenzo. Wzięłam głęboki oddech i próbowałam się opanować, żeby dał mi spokój, ale w chwili, gdy zaczęłam mówić, mój głos się załamał. – Nic mi nie jest.
– To co trzymasz w rękach? – Vincenzo uśmiechnął się i chwycił mój nadgarstek, by podnieść moją rękę. – Myślę, że ona płacze, bo jest w ciąży! – stwierdził Luis, podchodząc do Vincenza. Beau stał w oddali i patrzył w inną stronę. Uznałam, że jest swego rodzaju ochroniarzem. Vincenzo wyglądał, jakby pochodził z ważnej i potężnej rodziny, tak jak Lamberti.
– Płaczesz, bo... to nie moja sprawa – powiedział Vincenzo i w końcu puścił moją rękę. – Chcę tylko przeprosić za mojego młodszego brata. Nie chciał ci przeszkadzać.
– Ja nie chcę żadnych dzieci. Żeby mieć dzieci, trzeba robić tę rzecz. Widziałem to w akcji na laptopie mojego brata... – zaczął wywód Luis, ale zanim zdążył dokończyć zdanie, Vincenzo zakrył usta chłopca dłonią. – Zamknij się! – mruknął zażenowany.
Po raz pierwszy usłyszałam chichot wydobywający się z ust Beau. Miał zadowolony wyraz twarzy, podczas gdy Vincenzo prawie umierał ze wstydu. Nie mogłam powstrzymać śmiechu na widok małego dąsu, jaki zrobił chłopiec, czekając na moją reakcję. – Cóż, przynajmniej sprawiłeś, że się uśmiechnęła, Luis – zachichotał.
Luis posłał mi promienny uśmiech i wzruszył ramionami, a ja odwzajemniłam ten gest. Dorastając w domu dziecka i kilku rodzinach zastępczych, wiedziałam dokładnie, że małe dzieci nie robią nic innego, jak tylko mówią swoją niewinną prawdę, nie myśląc o innych, ale to właśnie w nich kochałam. Kochałam dzieci.
– Płakałaś, bo wpadłaś? – zapytał Vincenzo, szybko zmieniając temat. Byłam zszokowana jego bezpośrednim pytaniem i natychmiast potrząsnęłam głową. Miał jednak rację.
– N-nie, nawet nie wiem, czy jestem w ciąży! – wyjaśniłam. Myślałam, że mówi poważnie, ale on zamiast tego wybuchnął śmiechem. Gdyby tylko wiedział.
– Okej, w takim razie nie ma powodu do płaczu. Nie chcę mieszać się w twoje życie osobiste, ale możliwość zapewnienia bytu dziecku to błogosławieństwo – powiedział i spojrzał w dół na Luisa, który był rozproszony swoim telefonem. Jego słowa brzmiały zachęcająco, ale ja ledwo byłam w stanie utrzymać samą siebie. – Jesteś tatą? – zapytałam z ciekawości.
Vince potrząsnął głową i posłał mi przepraszające spojrzenie. – Nie, przepraszam, to naprawdę nie moja sprawa – przeprosił, podczas gdy ja poczułam się źle z powodu tego, jak zabrzmiały moje słowa. To było szczere pytanie, a nie złośliwy komentarz.
– Czy możesz zachować to w tajemnicy? – zapytałam błagalnym wzrokiem. To było trochę krępujące prosić o to, ale byłam świadoma jego dobrych relacji z Christianem i pod żadnym pozorem nie mogłam dopuścić, by on się dowiedział. Nawet nie wiedziałam, czy jestem w ciąży. Czy Christian w ogóle by mi uwierzył, gdybym była?
– Nie wiem, komu miałbym powiedzieć, ale jasne – obiecał Vincenzo. Patrzyliśmy na siebie przez kilka sekund, ale po chwili poczułam się skrępowana i opuściłam głowę. Chciałam tylko jak najszybciej wrócić do domu.
– Cóż, dziękuję za radę i za pocieszenie, ale naprawdę muszę iść – usprawiedliwiłam się i poklepałam po głowie Luisa, który schował telefon. – Do widzenia, proszę pani! – usłyszałam wołanie Luisa, ale zniknęłam już z alejki i skierowałam się do kasy, by zapłacić za test ciążowy.
W chwili, gdy wróciłam do domu, nie tracąc czasu, natychmiast pobiegłam do łazienki, by zrobić test. Tak, byłam tak przygotowana, że wypiłam nawet dwie puszki wody przed pójściem do sklepu, więc nie musiałam czekać, aż zachce mi się siku.
Po przebrnięciu przez skomplikowaną instrukcję cierpliwie czekałam na wyniki, wpatrując się przed siebie w stanie przypominającym zombie i myśląc o swoim życiu. Ukończyłam liceum ze słabymi ocenami, rzuciłam studia, bo nie nadążałam za rówieśnikami, i nie miałam żadnych dalszych planów życiowych, a wszystko to w wieku dwudziestu jeden lat. Co ja właściwie zrobiłam?
Bez względu na wszystko, nie mogłam być...
Moje myśli przerwał głośny sygnał dźwiękowy, który prawie sprawił, że podskoczyłam. Stawiałam małe kroczki, podchodząc do szafki, na której położyłam testy, i zamknęłam oczy.
Proszę, niech będzie negatywny.
Złączyłam dłonie i modliłam się, by test był negatywny, abym mogła ruszyć z życiem dalej i zapomnieć o tym wszystkim, ale kiedy otworzyłam oczy i przeczytałam ten sam tekst na obu testach, poczułam się, jakby mój świat legł w gruzach.
W ciąży, 3+ miesiące.
















