logo

beletrystyka

Obietnica mafii

Obietnica mafii

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 7
Autor: Aeliana Thorne
22 gru 2025
Po kilku godzinach emocjonalnego odrętwienia zdecydowałam się zadzwonić do lekarza i umówiłam wizytę na ten sam dzień. Zrobienie kolejnego testu ciążowego w celu potwierdzenia ciąży musiało być jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłam. Usłyszenie, że dziecko jest wielkości jagody, było dla mnie wystarczającym powodem, by ignorować lekarza przez całe pierwsze badanie USG. Kiedyś marzyłam o tej chwili i spodziewałam się, że będzie wyglądać nieco inaczej, ale było zupełnie na odwrót. Byłam zdruzgotana. Nie wiedziałam, jak poprosić o skierowanie do kliniki aborcyjnej, ale udało mi się to zrobić. Jeśli usunę dziecko teraz, nie przywiążę się zbytnio do myśli o czymś żywym we mnie. Prawda? Tak, właśnie to zamierzałam zrobić. Zamierzałam żyć swoim życiem i iść naprzód, jakby nic się nie stało, a po pozbyciu się dziecka wszystko wróci do normy; nie było powodu, bym się stresowała, i dlatego zdecydowałam się pójść do pracy jak zwykle. Nie chciałam aborcji. Tym, czego naprawdę pragnęłam, było wychowanie mojego dziecka i posiadanie czegoś całkowicie własnego, co mogłabym kochać i cenić. Mimo że nie był to pierwszy raz, myśl o rozbieraniu się, podczas gdy mały człowiek żył we mnie, sprawiała, że robiło mi się niedobrze, i zdecydowanie nie było to coś, na co miałam ochotę. – Enzo – zawołałam, zanim zdążył zamknąć drzwi do swojego biura. Odwrócił się ze zmarszczonymi brwiami i szerokim uśmiechem na twarzy. Był prawdopodobnie szczęśliwy, ponieważ podeszłam do niego po raz pierwszy w ciągu pół roku mojej pracy tutaj i tym razem to nie on zaczepiał mnie. – Myślisz, że możesz mnie dziś wieczorem ustawić za barem? Enzo zaprosił mnie do swojego biura i zamknął drzwi. Powtórzył tę samą rutynę co wczoraj i przyłożył dłoń do mojego czoła, jakby próbował coś znaleźć. – Znowu jesteś chora? – Nie, to znaczy tak, może trochę, ale wciąż mogę pracować... po prostu nie tańczyć – skłamałam mu w żywe oczy. Nie było to do końca kłamstwo, ale daleko temu było do prawdy. Enzo chwycił grafik i przewinął go, po czym zamknął i rzucił na biurko. – Wiesz co, pogadam z bratem, idź – uśmiechnął się, podczas gdy zalała mnie fala winy. Gio był trudną osobą do rozmowy i niezwykle surową, dlatego w pierwszej kolejności poszłam do Enza. – Jesteś pewien? Bo jeśli to niemożliwe, to też mi pasuje – zapytałam, próbując być miła i mając nadzieję, że zignoruje moje słowa, co na szczęście zrobił. – Tak, idź, jest w porządku. Nie było potrzeby powtarzać tego trzeci raz, ponieważ już przyswoiłam jego słowa i odwróciłam się, by wyjść, ale zanim zdążyłam, wpadłam na klatkę piersiową twardą jak kamień i wiedziałam dokładnie, do kogo należała. – Czy to jakiś twój nawyk? – odezwał się Christian, odpychając mnie. – T-tak mi przykro – wydukałam, opuszczając głowę jak zwykle. – Skoro już tu jesteś, Wiewiórka idzie dziś za bar, wciąż jest chora – powiedział Enzo Christianowi. To musiała być dla Enza ulga, bo oznaczało to, że nie musiał pytać Gia – ale widok Christiana przed sobą sprawił, że poczułam się jeszcze gorzej. – Spójrz na mnie – powiedział tym samym wymagającym tonem co zawsze, zmuszając mnie do podniesienia wzroku. Obserwował mnie, obchodząc moje ciało dookoła, podczas gdy ja próbowałam zachować spokój. – Wciąż wyglądasz jak gówno – podsumował Christian. Tak, wyglądam, a to dlatego, że noszę twoje dziecko. – Więc to okej? – upewnił się Enzo. Czasami zaskakiwało mnie, jak bardzo szanował Christiana; był od niego starszy, ale zasady były jasne, tak jak ustalił je Lucio. Christian rządził, potem Gio, a na końcu Enzo. – Możesz pozwolić dziewczynom tańczyć wokół ogniska, mam to gdzieś, rób, co uważasz za stosowne – wzruszył ramionami i wcisnął teczkę w rękę Enza. Brzmiał tak obojętnie. Czy to właśnie by powiedział, gdybym oznajmiła mu, że jestem w ciąży? Ty i dziecko możecie tańczyć wokół ogniska. – Przyszedłem tylko dać ci teczkę – powiedział Christian bratu, po czym delikatnie położył dłoń na moich plecach. Zamarłam na sekundę i spojrzałam na niego, zdezorientowana tym, co robił. – Zaprowadzę cię do baru, chodź – odezwał się ku mojemu zaskoczeniu. Nie odmówiłam ani go nie odepchnęłam, po prostu poddałam się temu, gdy prowadził mnie korytarzem w stronę klubu. Wiele dziewczyn rzucało mi wrogie spojrzenia i nie mogło przestać gapić się na jego dłoń, która wciąż spoczywała na moich plecach. Co by mi zrobiły, gdyby dowiedziały się, że noszę jego dziecko? Klub był wciąż zamknięty, co oznaczało, że wszystkie dziewczyny będące już w saloniku odwróciły się, by posłać mi wrogie spojrzenie. W normalny dzień nie przejęłabym się tym, bo wiedziałam, że Luna i Faith by mnie obroniły, ale dziś miały wolne, więc byłam zupełnie sama. – Anthony! – zawołał Christian, otwierając drzwi do dużej kuchni. Byłam tam tylko raz, kiedy dopiero zaczynałam. Pamiętam to jak dziś i nie mogłam zapomnieć, jak Lucio mnie stamtąd wyciągnął, bo uważał, że bardziej pasuję do innej pracy. Striptiz płacił lepiej, więc w tamtym czasie kuchnia nie wchodziła w grę. W chwili, gdy Christian wszedł do środka, cały personel przerwał to, co robił, i ustawił się idealnie w szeregu jak posłuszne psy. – Hej, co tu robisz? – zapytał facet, który wyłonił się zza ściany, powoli mi się przyglądając. – To jest Serena, będzie tu tymczasowo pomagać; zaopiekuj się nią dobrze, nie pozwalaj jej zmywać naczyń, nie dawaj jej żadnych trudnych zadań i bądź miły. Jeśli usłyszę jedną skargę, jesteś zwolniony! – ogłosił Christian. Wszyscy skinęli głowami zgodnie i szybko odeszli, by wrócić do pracy, podczas gdy Anthony stał przede mną. Tymczasowo. Zapytałam, czy mogę pracować tu tylko ten jeden dzień, bo bałam się przeforsować, ale on robił to za mnie. Rzeczą, która podobała mi się najbardziej, było to, że zwracał się do mnie po imieniu. Poza Luciem, to nie zdarzało się zbyt często. Coś w tym przezwisku „Wiewiórka” mnie drażniło. – Więc spotykamy się znowu – Anthony uśmiechnął się i uścisnął mi dłoń. – Nie martw się, zajmę się nią dobrze. – Lepiej, żebyś to zrobił – powiedział Christian, zanim odwrócił się i położył obie dłonie na moich ramionach. – Nie jesteś dobrym słuchaczem, prawda? Mówiłem ci, żebyś została w domu – powiedział poirytowanym tonem. Trzymałam język za zębami i wpatrywałam się w niego, podczas gdy Christian, zdając sobie sprawę, że nie uzyska odpowiedzi, zabrał ręce i wyszedł. – Więc pozwól, że pokażę ci, co możesz robić. – Anthony zatarł ręce, po czym wydał mi instrukcje. Jedyną rzeczą, którą musiałam robić przez całą noc, było krojenie cytryn i innych owoców, co nie było niczym specjalnym i było niezwykle nudne, ale przynajmniej dostawałam za to pieniądze. Może nie dostanę napiwków, do których byłam przyzwyczajona, ale przynajmniej będę w stanie opłacić czynsz. Minęło już sporo czasu, a moje ramiona zaczynały drętwieć, ale ostatnią rzeczą, jaką mogłam zrobić, było narzekanie. Nie powinno mnie tu nawet być, więc nie miałam prawa narzekać. – Wiewiórka, jesteś wolna! – zawołał Anthony. Byłam zszokowana i upuściłam nóż, żeby się odwrócić. – Wolna? Miałam jeszcze co najmniej trzy godziny do końca zmiany. – Polecenie szefa – Anthony wzruszył ramionami. Skinęłam mu niezręcznie głową, po czym zebrałam swoje rzeczy i wyszłam tylnym wyjściem. Wcześniejsze wyjście wcale nie działało na moją korzyść, biorąc pod uwagę zamówionego Ubera. Może powinnam zacisnąć zęby i następnym razem wziąć samochód. Skierowałam się do garażu i właśnie miałam zamiar zamówić kolejny przejazd. – Serena? – zawołał głos. Odwróciłam się i spojrzałam na mężczyznę stojącego przy samochodzie, po czym cofnęłam się o krok. Było ciemno, ale nietrudno było go rozpoznać. To był kierowca braci Lamberti, ale skąd znał moje imię? – Tak? – Szef kazał mi upewnić się, że bezpiecznie wrócisz do domu, jedziemy – powiedział, otwierając drzwi. Darmowy podwóz do domu i brak konieczności płacenia za Ubera to coś, czego nie musiał mi powtarzać dwa razy, więc nie zadawałam pytań i wsiadłam. Ale dlaczego? Dlaczego Christian tak dobrze się mną opiekował? Spojrzałam na swój płaski brzuch i pomyślałam o tym, jak mogłoby wyglądać życie. Czy źle go oceniłam? Gdybym powiedziała mu prawdę, czy wziąłby odpowiedzialność i pomógł mi wychować nasze dziecko? Nie, oczywiście, że nie. Już mi powiedział, że Lucio kazał mu się mną opiekować. Powiedział już, że dba o dobro wszystkich swoich pracowników i zdecydowanie nie byłam specjalnym przypadkiem. Nie było szans, by zaakceptował mnie lub dziecko. Pochodził z bogatej rodziny z powiązaniami mafijnymi i ktoś taki jak ja zdecydowanie nie pasował do tego obrazka, a poza tym nie czułabym się bezpiecznie, wprowadzając dziecko w to życie. Postanowiłam porzucić te szalone myśli, bo właściwą rzeczą było zignorowanie ich. Ci ludzie byli niebezpieczni, nie chciałam się zbytnio w to angażować, a to nie była bajka. A co, jeśli zatrzymałabym dziecko, tylko po to, by Christian zmusił mnie do oddania go? Rozkazywanie ludziom nie było dla niego niczym nowym. Czy w ogóle wygrałabym taką sprawę w sądzie? Poczułam lekkie zawroty głowy i zamknęłam oczy. – Wszystko w porządku, panienko? – odezwał się mężczyzna za kierownicą. Skinęłam mu głową, zbywając go. – Tak. Poszłam do pracy tylko na kilka godzin, a czułam się, jakbym miała się poddać. To nie była tylko praca, ale też muzyka i oświetlenie. To wszystko było dla mnie zbyt wiele. Nawet jeśli miałabym zatrzymać to dziecko, musiałabym znaleźć inną pracę i zrobić to jak najszybciej. Jeśli miałam zatrzymać to dziecko, dałabym mu życie, na jakie zasługiwało, z ojcem czy bez. Jeśli miałam zatrzymać to dziecko, zrobiłabym to sama, żeby nikt nie mógł mi go odebrać...

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7 – Obietnica mafii | Czytaj powieści online na beletrystyka