„Christian, jesteś”. Próbowałam to zbagatelizować nerwowym uśmiechem na twarzy i przytuliłam go. Naprawdę nie żartował, mówiąc, że już jedzie.
„Cóż, dzwoniłaś do mnie... więc”. Powiedział i rozejrzał się po domu. „Więc jak ci minął dzień, co robiłaś?” Próbowałam zacząć luźną rozmowę. Taką, której on wyraźnie nie chciał.
„Nic wielkiego, tylko kilka spraw, które nie powinny cię martwić... i mój ojci
















