logo

beletrystyka

Poślubiając Psa Wojny

Poślubiając Psa Wojny

Autor: Avelon Thorne

Jego Oblubienica
Autor: Avelon Thorne
12 sty 2026
Cassian oparł się wygodnie, oczy przeskoczyły na Celeste. – Podaj nam ciastka. Jej uśmiech nie zachwiał się, ale widziałam drgnienie jej palców, gdy sięgała po tacę. To była przyszła Luna, która została sprowadzona do roli podającej przekąski. Nie uszło mojej uwadze, jak jej oczy powędrowały do ojca, czekając, aż zainterweniuje. Nie zrobił tego. Patrzyłam, jak stawia półmisek między nami, każdy ruch był sztywny. Przygotowała wino, teraz jedzenie. Co dalej? Zamiatanie podłóg? Jak Cassian mógł tak swobodnie zawstydzać Celeste? Czy nie wiedział, że była nastawiona na poślubienie Króla Alf? Jednak jakaś cząstka mnie nie mogła powstrzymać małego poczucia satysfakcji, które we mnie zakwitło. Czy robił to z mojego powodu? Nie. Jak mogłam w ogóle pomyśleć o czymś tak absurdalnym? Cassian sięgnął po ciastko i wziął powolny kęs, przeżuwając, jakby wcale nie upokorzył właśnie Celeste w jej własnym domu. Okruchy przywarły do jego dolnej wargi. Zlizywał je z łatwością, po czym przeniósł uwagę na mnie. Mój wzrok pozostał spuszczony, ale czułam spojrzenie Celeste palące mnie w policzek. Wtedy, nie patrząc na nią, wyciągnął na wpół zjedzone ciastko w moją stronę. – Jedz – rozkazał. Zavahałam się przez pół sekundy. Potem skinęłam głową i pochyliłam się, wargami muskając miejsce, gdzie jego palce trzymały brzeg. Wzięłam kęs, czując smak miodu, gorąca i czegoś o wiele bardziej niebezpiecznego pod tym wszystkim. Jego oczy nie opuszczały mnie. – Grzeczna dziewczynka – mruknął, a jego głos był zaledwie szeptem. Coś w moim żołądku się skręciło. Nie ze strachu. Z czegoś gorszego. Czegoś, czego nie chciałam nazywać. – Demony Kłów będą maszerować w przyszłym tygodniu – powiedział ojciec, wcinając się w napięcie, jakby go tam w ogóle nie było. Cassian na niego nie spojrzał. Sięgnął po kolejne ciastko. – Rozmowy o demonach w noc mojego ślubu – mruknął, strzepując okruchy z palców. – Jakże odświętnie. – Panie, jeśli Demony Kłów ruszą, Nightfall upadnie jako pierwsze – powiedział ojciec, teraz bardziej napiętym głosem. – Jesteśmy usytuowani bezpośrednio na ich drodze. Cassian w końcu napotkał jego spojrzenie. – Jedna trzecia mojej armii będzie stacjonować tutaj – rzekł. – Niech przychodzą. Ojciec zawahał się. Czułam to. To był sposób, w jaki jego ramiona lekko się przesunęły, jakby odpowiedź nie była tym, czego oczekiwał. A może była zbyt hojna. Czy spodziewał się, że zostawi jedną trzecią swojej armii? Dlaczego Cassian miałby oferować tak wiele, tak łatwo? Można by się zastanawiać, dlaczego Władca Północy nagle zostawia swoją armię na południu. Ale z drugiej strony, to są rzeczy, których nie byłabym w stanie zrozumieć. Zerknęłam na niego. Nie wyglądał nawet na zainteresowanego rozmową. Wrócił do sięgania po kolejne ciastko, usta miał lekko poplamione winem. Celeste usiadła z powrotem cicho, próbując odzyskać opanowanie. Ale widziałam to teraz. Cassian nie tylko robił uwagi. Przejmował kontrolę nad pokojem, kawałek po kawałku. Najpierw winem. Potem ciastkami. Teraz wojną. A ja siedziałam tuż obok niego, milcząca, obserwując, jak to wszystko się rozwija. – Wojna nie interesuje mnie nawet w połowie tak bardzo, jak moja nowa żona – powiedział. Zamarłam. Moja głowa gwałtownie zwróciła się w jego stronę. Co on powiedział? Wtedy dodał: – Przejrzałem posag, który przygotowaliście. Jest dość skromny jak na najstarszą córkę Alfy, nie sądzisz? Zaschło mi w ustach. Posag? Dlaczego on mówi o posagu? – Panie... – zaczął ojciec. Cassian nawet nie pozwolił mu dokończyć. – Posag – powiedział chłodno. – Został przygotowany przez twoją Lunę, własną matkę mojej narzeczonej, czyż nie? – Było coś w sposobie, w jaki to powiedział, coś, co przypomniało mi słowa, które moja matka wypowiedziała tamtej nocy. Odwrócił głowę powoli. – Gdybym nie wiedział lepiej, pomyślałbym, że był przeznaczony dla służącej. – Jego spojrzenie wyostrzyło się. – Jesteś pewien, że poślubiam twoją córkę, Alfo Collin? Ojciec zesztywniał. – Czy sugerujesz, że okłamałbym koronę? Oczy Cassiana błysnęły. – Zrobiłeś to? – Niedorzeczność! – warknął ojciec. – Nigdy nie naraziłbym mojego stada na niebezpieczeństwo takim oszustwem. – W takim razie wezwij swoją Lunę – powiedział Cassian głosem jak ostrze wyciągnięte w ciemności. – Chciałbym pomówić z nią bezpośrednio. – To nie była prośba. To był rozkaz. I w tym momencie zdałam sobie sprawę z czegoś niepokojącego. Mój ojciec mógł rządzić Nightfall z autorytetem. Ale Cassian Valemont? Cassian nie rządził. On podbijał. Pokój natychmiast stężał. Słyszałam szybki wdech ojca. Celeste poruszyła się na krześle. Nawet służący na obrzeżach pokoju zamarli. – Panie – powiedział szybko ojciec. – Jeśli posag wydaje się niewystarczający, możemy go uzupełnić, czegokolwiek potrzebujesz. Nie ma potrzeby mieszać w to... – Prosiłem o Lunę – powiedział Cassian, tym razem głośniej, jakby wyzywał kogoś, by mu się sprzeciwił. – Chyba że twierdzisz, iż twoja żona celowo wysłała mi obelgę. – Nie, oczywiście, że nie. Natychmiast ją wezwę. – Panika zamigotała w oczach ojca. Gestem nakazał służącym wezwać matkę. Widząc to, Cassian oparł się wygodnie, wyglądając na zbyt rozbawionego jak na kogoś rzekomo obrażonego. Jego wzrok prześlizgnął się po mnie krótko, a potem uciekł, jakbym wcale nie była tematem, a jedynie pretekstem. – Powiedz mi – dodał od niechcenia. – Gdyby to Lady Celeste wchodziła do rodziny królewskiej... czy jej posag byłby taki sam? Nikt nie odpowiedział. Wszyscy znaliśmy prawdę. On też. Gdyby to była Celeste, prawdopodobnie opróżniliby cały skarbiec. Nie trwało długo, zanim weszła matka. Skłoniła się szybko. – Panie, słyszałam, że masz obawy co do posagu. Ja... Cassian wstał, zanim zdążyła dokończyć. – Nie interesują mnie wymówki. W pokoju zapadła cisza. Co on teraz robi? Postąpił krok naprzód. – Moja małżonka otrzyma to, co jej się należy. Oczekuję pełnego spisu inwentarza posagu, zanim wyruszymy jutro. Jeśli czegokolwiek będzie brakować... – Zawiesił głos. Nie musiał kończyć, bo każdy w tym pokoju wiedział, co miał na myśli. Rozpęta piekło. Wtedy wyciągnął rękę w moją stronę. – Jestem zmęczony. Udajemy się teraz do naszych komnat. Moje usta rozchyliły się, ale nie wydobył się żaden dźwięk. Nigdy nie spotkałam nikogo tak bezwzględnego, a jednocześnie tak pewnego siebie, że nikt inny w pokoju nie odważyłby się powiedzieć słowa przeciwko niemu. Mimo to wstałam i włożyłam swoją dłoń w jego. Zrobiliśmy zaledwie kilka kroków, gdy służący ruszył, by wskazać drogę. Cassian zatrzymał się. – Moja narzeczona zaprowadzi mnie do naszych pokoi – powiedział. To wystarczyło. Służący zamarł, skłonił się szybko i odsunął na bok bez słowa. Inni poszli w jego ślady, wycofując się jak cienie o zmierzchu. Opuściliśmy gabinet w ciszy. Poprowadziłam go korytarzami, mijając skrzydło rady i drzwi, które widziałam otwarte tylko raz w życiu. Kwatery gościnne dla wizytujących członków rodziny królewskiej i generałów wojennych. Nie powinnam tu być. Bezwilczym dziewczynom nie wolno było nawet zbliżać się do tego korytarza, a co dopiero przechodzić przez te drzwi. Ale teraz... byłam narzeczoną. Jego narzeczoną. Zamek kliknął, gdy zamknęłam za nami drzwi. Odwróciłam się powoli, chłonąc widok. Pokój był ogromny – większy niż komnaty mojego ojca. Kominek już trzaskał ogniem w rogu. Był tu prywatny salon, aksamitne fotele otaczające stół z wyrezanym herbem Nightfall. Zasłonięte okno otwierało się na widok na wschodnie ogrody. Polerowany dębowy barek lśnił pod ścianą kryształowych butelek. Łazienka była widoczna przez łuk – masywna wanna, złocone wykończenia. A w samym centrum tego wszystkiego łóżko. Z baldachimem. Skąpane w srebrnej pościeli. Ten rodzaj miękkości, jakiego spodziewałbyś się w baśni. Stałam tam zamrożona o sekundę za długo. Cassian zrzucił z siebie wierzchnie okrycie – coś w rodzaju wojskowego płaszcza, czarnego z czerwonym północnym haftem przy kołnierzu. Upadł na podłogę bez ceremonii. Pod spodem miał na sobie ciemną koszulę, lekko wilgotną przy kołnierzu, rękawy podwinięte do przedramion, jakby nawet nie zadał sobie trudu, by ubrać się na dwór. Nie odezwał się. Po prostu przeszedł obok mnie i opadł na najbliższy fotel, jakby był właścicielem tego pokoju. Jedno ramię przewiesił leniwie przez oparcie. Spojrzał na mnie – przynajmniej nie bezpośrednio. – Wina – powiedział, nie podnosząc wzroku. Skinęłam głową i zwróciłam się w stronę barku, stawiając kroki lekko. Nie chciałam hałasować. Barek był w pełni zaopatrzony, czerwone, białe, starzone mieszanki z odległych wybrzeży. Nie wiedziałam, co preferuje, więc wybrałam najmocniejsze, jakie rozpoznałam, i nalałam do najbliższego kieliszka. Kiedy się odwróciłam, już mnie obserwował. Przeszłam przez pokój i podałam mu szkło. Wziął je bez słowa, ale nie napił się od razu. Po prostu pozwolił krawędzi kieliszka wisieć w pobliżu swoich ust, patrząc na mnie. Jakby próbował zdecydować, co zrobić dalej. Powoli napotkałam jego spojrzenie. – Nie trzęsiesz się – powiedział w końcu. Nie odpowiedziałam. Nie ufałam swojemu głosowi. Wtedy jego oczy powędrowały w dół. – Zdejmij ubranie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Jego Oblubienica – Poślubiając Psa Wojny | Czytaj powieści online na beletrystyka