– A pozwolono mi wierzyć, że poślubię twoją młodszą córkę, tę, której wilk faktycznie się przebudził – powiedział Cassian, a jego głos sączył się przez gabinet ojca jak powolny, duszący dym, który domagał się uwagi.
Dreszcz przepełzł mi po kręgosłupie. Obok mnie wdech Celeste urwał się tak cicho, że prawie to przeoczyłam. Celeste i ja stałyśmy pod gabinetem ojca, plecami przyciśnięte do boazerii, łowiąc strzępy rozmowy przez uchylone drzwi.
Żadna z nas nie odważyła się odezwać, przerażone do szpiku kości, że Lord Tyran zauważy naszą obecność.
W środku ojciec odpowiedział napiętym barytonem, którego ledwo rozpoznałam, ale wiedziałam, że brzmiał w nim bardziej lęk niż autorytet. Nie mogłam zrozumieć dokładnej odpowiedzi, jedynie kruchość kryjącą się pod nią.
Cassian zachichotał, wydając niski, rozbawiony dźwięk, który wydawał się zupełnie nie na miejscu w naszym rodzinnym skrzydle. Brzmiał jak drapieżnik prześlizgujący się niezauważenie do sanktuarium przeznaczonego dla niewinnych.
Cisza, która po tym zapadła, była głośniejsza niż uderzenie pioruna. Wtedy zmysły Alfy musiały wyłapać nasz zapach, bo rozległy się jego kolejne słowa.
– Atasha. Celeste. Możecie wejść.
Żołądek mi się ścisnął. Celeste wyprostowała się pierwsza, wygładzając niewidoczne zagniecenia na sukni, przybierając wyraz łagodnej troski. Zmusiłam się, by naśladować jej opanowanie, choć puls walił mi w żebra.
Przekroczyłyśmy próg razem, a ciężkie dębowe drzwi gabinetu otworzyły się szerzej za nami. Cassian Valemont opierał się o biurko ojca, szare oczy przeskakiwały z Celeste na mnie z ostrym, taksującym zainteresowaniem, jakby już decydował, które jagnię najlepiej przyprawi gulasz.
Ojciec gestem wskazał nam, byśmy podeszły, z napiętą szczęką.
– Lord Valemont pragnie wyjaśnić kilka szczegółów przed jutrzejszą podróżą. – Spojrzał na nas obie, po czym dodał: – Lordzie Valemont, to jest Atasha Black, twoja narzeczona, a to Lady Celeste Black, moja córka i przyszła Luna mojego stada.
Cassian odepchnął się od biurka ojca i ruszył w naszą stronę. Poruszał się tym na wpół leniwym, na wpół drapieżnym chodem. Zatrzymał się o oddech od Celeste i przechylił głowę, studiując ją, jakby była obrazem, który mógłby wrzucić do ognia, gdyby kolory mu się nie spodobały.
– Powiedz mi, maleńka... czy kiedykolwiek słyszałaś pękającą kość? Mam na myśli twoją własną.
Celeste przełknęła ślinę.
– Ja... n-nie, panie.
– Mm. Wielka szkoda. – Przechylił głowę, studiując nieskazitelną linię jej obojczyka. – Rzeczy niezłamane często zapominają, jak są kruche. Pierwsze pęknięcie jest zawsze... pouczające. – Jego uśmiech stał się cieńszy. – Powiedziano mi, że brzmi to jak suchy chrust łamany na mrozie. Pewnego dnia chciałbym sam ocenić tę melodię.
Ojciec zjeżył się, ale Cassian po prostu przeniósł uwagę z powrotem na mnie, jakby pomysł przetestowania tej „melodii” był niczym więcej niż czczą ciekawością.
– Lordzie Valemont, nie będziesz drwił z mojej córki w jej własnym domu.
Cassian odwrócił się, a w jego oczach zaiskrzyło rozbawienie.
– Ach, Alfo Black, wiecznie uprzejmy gospodarz. Jednakże wymachiwałeś mi tą córką przed nosem jak świeżym mięsem tydzień temu. Wybacz, jeśli chcę obejrzeć kawałek, zanim zapłacę.
Rumieniec wystąpił na policzki ojca.
– Przybyłeś po Atashę. Kontrakt małżeński jest podpisany i w drodze do króla.
Uwaga Cassiana ześlizgnęła się z Celeste i osiadła na mnie jak żelazne jarzmo.
– Kontrakty to pergamin. Wilki to krew. – Wskazał dwa krzesła ustawione obok siebie przed biurkiem ojca. – Chodź, mała narzeczona, usiądź.
Posłuchałam, moje spódnice zaszeleściły na dywanie, gdy zajęłam lewe krzesło. Cassian podążył za mną i zajął miejsce po mojej prawej, tak blisko, że nasze kolana się musnęły, gdy obrócił się w moją stronę. Zamiast się rozsiąść, usiadł na krawędzi, zahaczając jedno ramię o oparcie mojego krzesła, tak że opuszki jego palców w rękawiczce muskały mój kark. Wydawało się to niemal swobodne, zbyt swobodne.
– Proszę. Równowaga przywrócona – ogłosił, posyłając słaby, niebezpieczny uśmiech ojcu. – Widzisz? Potrafię być rozsądny.
Szczęka ojca pracowała.
– Twoim pojęciem rozsądku jest okrucieństwo.
– Tylko dla tych, którzy źle kalkulują. – Uśmiech Cassiana ciął na ukos. – Nightfall zaoferowało jedną córkę, potem próbowało targować się drugą. Jedynie oceniam kurs wymiany.
Dłonie Celeste zacisnęły się, knykcie zbielały.
– Panie, ja nigdy...
Uciszył ją spojrzeniem tak obojętnym, że aż zabolało.
– Spokojnie, małe słońce. Nie miałem na myśli obelgi. Jesteś nieskazitelna... co jest właśnie problemem. Nieskazitelny klejnot jest ozdobą, jednak wadliwe ostrze jest kute, by przelewać krew.
Jego palce musnęły moje ramię, wystarczająco lekko, by nie zostawić siniaka, wystarczająco ciężko, by przypomnieć mi, że mógłby.
– Ta tutaj nosi interesujące niedoskonałości.
Ojciec postąpił krok naprzód.
– Dokonałeś wyboru. Zostaw Celeste z dala od swoich gier.
– Gier? – Cassian zaśmiał się. – Alfo, podbiłem trzy państwa-miasta przed śniadaniem. To jest rozrywka. Chociaż... – spojrzał na Celeste. – Nie miałbym nic przeciwko wzięciu konkubiny. Król nie zadawałby pytań, gdybym poprosił o kolejną narzeczoną.
Błyskawica rozbłysła za oknami, na chwilę wyrysowując profil Cassiana białym ogniem. Przez uderzenie serca nikt nie oddychał.
Wtedy pochylił się bliżej mnie, zniżając głos tak, by tylko ja mogła go usłyszeć.
– Siedź spokojnie, Atasho. Słuchaj uważnie. Jedna zła odpowiedź dzisiejszego wieczoru, a posiekam dumę twojego ojca na kawałki przed świtem.
Trzymałam kręgosłup sztywno, wzrok utkwiony przed siebie, każdy nerw krzyczał, bym uciekała. Zamiast tego złożyłam dłonie na kolanach i posłusznie skinęłam głową.
– Jeśli cenisz ten sojusz, okażesz szacunek – wypuścił powietrze przez zęby ojciec.
Uśmiech Cassiana poszerzył się.
– Na szacunek trzeba zasłużyć, Collin Black. Módl się, byś na niego zasłużył przed nocą poślubną.
Napięcie zacisnęło się wokół nas równie wściekle, jak burza szalejąca na zewnątrz. Kciuk Cassiana zaczął powoli stukać w oparcie mojego krzesła, każde uderzenie odczuwałam jak werbel kata, zanim opadnie topór.
Wtedy uśmiechnął się swobodnie i spojrzał na mnie.
– Czego chciałabyś się napić?
Czy on właśnie... Odwróciłam się do niego, zdezorientowana.
– Tylko wody...
– Wody? – zmarszczył brwi. – Nie pijasz wina?
– Pijam. – Po prostu nie wspomniałam, że minęły lata, odkąd piłam ostatni kieliszek. Bezwilczym Omegom takim jak ja nie wolno zbliżać się do dobrego wina stada.
– Doskonale – mruknął Cassian, po czym rzucił rozkazujące spojrzenie Celeste. – Przynieś wino dla swojej księżniczki i dla mnie. I chcę to najlepsze.
Ojciec natychmiast zmarszczył brwi.
– Panie, moja córka nie jest służącą...
– Waż słowa, Alfo Black. – Cassian mu przerwał. – Stoisz przed Księciem Regentem Arecoru i jego wybraną małżonką. Chyba że wierzysz, iż twój ród przewyższa rangą królewską linię krwi, pozwolisz dziewczynie wykonać polecenie.
















