logo

beletrystyka

Poślubiając Psa Wojny

Poślubiając Psa Wojny

Autor: Avelon Thorne

Bezużyteczna panna młoda
Autor: Avelon Thorne
12 sty 2026
– Wiedziałem, że nie masz wilka – ciągnął, głosem tak spokojnym jak burza na zewnątrz. – Ale nie wiedziałem, że jesteś niema. Zmusiłam stopy do ruchu naprzód, ale mój głos zniknął, połknięty przez strach. Gardło mi się zacisnęło, gdy wpatrywałam się w niego, pot sprawiał, że dłonie ślizgały się po spódnicy. Chciałam zażądać: „Jak wślizgnąłeś się tu niezauważony?”, ale wydobyłam z siebie tylko chrapliwe tchnienie. – Mój... Mój panie – opuściłam lekko głowę, uważając, by nie zerwać kontaktu wzrokowego zbyt wcześnie. – Proszę wybaczyć mój obecny stan. Nie poinformowano mnie, że odwiedzisz dziś w nocy moje skromne pokoje. Jego kroki były bezszelestne na wypaczonych deskach podłogi, a jednak każdy ruch sprawiał, że ściany wydawały się ciaśniejsze. Nie przechadzał się, on krążył, jak coś nieoswojonego, co oddaliło się zbyt daleko od smyczy. Nawet gdy stał w miejscu, był w ruchu. Jak burza, jak wiatr. Zawsze obserwujący. Zawsze gotowy do ataku. Wtedy to powiedział, cicho, niemal od niechcenia, jakby go to bawiło. – Powiedz... jak myślisz, co się stanie, jeśli panna młoda odbierze sobie życie, zanim przybędzie Książę? Słowa prześlizgnęły się jak ostrze między moimi żebrami. W środku zamarłam. Na zewnątrz nawet nie drgnęłam. Nie byłam głupia. Gdyby chciał mojej śmierci, mógłby to zrobić teraz. Nikt by go nie powstrzymał. Nikt nie zadałby pytań. A coś podpowiadało mi, że nawet by nie mrugnął. Mimo to robiłam wszystko, co w mojej mocy, by nad sobą panować. Nie zbyt spokojna – spokój brzmiałby jak wyćwiczony. Nie zbyt przerażona – strach tylko nakarmiłby jakąkolwiek grę prowadził. – Moja śmierć wywołałaby wojnę – odpowiedziałam. – Jeśli odmówię wykonania dekretu Króla, jeśli umrę, zanim się pobierzemy, cała moja wataha zostanie unicestwiona za karę za niesubordynację. Oświetlony burzą profil Cassiana nie zmienił się, ale wyczułam, że jego spojrzenie wyostrzyło się. – On żąda narzeczonej dla swojego brata – ciągnęłam, głosem pewniejszym teraz, gdy prawda wyszła na jaw. – Gdyby ta narzeczona zginęła... Król uznałby to za zdradę. Dałby ci wolną rękę, by oczyścić Nightfall. Zrobił celową pauzę. Czy zdałam? Czy to była odpowiedź, którą chciał usłyszeć? Wtedy usta Cassiana wygięły się, nie życzliwie, lecz powoli, jakby ten uśmiech został zasłużony. – Sprytne. Jego oczy lśniły czymś nieodgadnionym. Nie rozbawieniem. Nie aprobatą. Czymś gorszym. – Nie byłem pewien, czego się spodziewać – powiedział. – Mówili mi, że jesteś cicha. Krucha. Nudna. Ale nie głupia. Padszedł bliżej. Cienie lgnęły do niego jak dym, a jednak jego obecność wypełniała przestrzeń jak ogień. Czułam deszcz na jego płaszczu, krew na jego przeszłości i coś zimniejszego pod tym wszystkim. Moje dłonie pozostawały nieruchome przy bokach. Nie drżyj. Proszę, nie drżyj. Cassian stał teraz przede mną, ręce luźno zwisały mu wzdłuż ciała. Patrzył w dół, jakby coś kalkulował – coś w rodzaju tego, jak szybko mógłby mnie zabić albo czy było to tego warte. – Nie przybyłem tutaj, by tracić czas na Omegę – powiedział. – Twój ojciec coś ukrywa. To zbiło mnie z tropu. Tylko nieznacznie. Niewystarczająco, by to okazać. – Ukrywa... coś? – Jako Alfa jednej z najsilniejszych watah w Arecor, mój ojciec miał swoje sekrety. Ale co to ma wspólnego ze mną? Przechylił głowę. – Coś, czego nie chce pokazać Królowi. A ja chcę wiedzieć, co to jest. Grzmot huknął bezpośrednio nad nami, wystarczająco głośno, by zatrząść szkłem. Mimo to nie odwróciłam od niego wzroku. – Nie wiem. Jego brew drgnęła. – Nie kłamię – dodałam szybko. – Nigdy nie byłam dopuszczana do rady. Nie pozwalano mi brać udziału w naradach wojennych ani spotkaniach strategicznych. Moja obecność... była niewygodna. Zrobił kolejną pauzę. Niemal natychmiast pokój zatrzeszczał napięciem, jakby same ściany nasłuchiwały. Obserwowały. Czekały, aż zdecyduje, co nastąpi dalej. Jeden krok, pomyślałam. Tyle by wystarczyło. Jeden krok i mógłby zmiażdżyć mi krtań, zanim zdążyłabym krzyknąć. A jednak – nie zrobił tego. Jego oczy badały moje. – Więc jednak bezużyteczna – jego głos wydawał się niższy niż wcześniej, ale nie odszedł. I to – bardziej niż cokolwiek innego – mnie przerażało. Dlaczego nie wychodził? – Naprawdę. Nigdy nie wpuszczano mnie na zebrania rady. Nie pozwalano mi nawet odzywać się podczas wizyt dworskich. Nic mi nie mówią. – Wiedziałam, że on wie. Jak mogliby pozwolić mi dołączyć do spotkań? Jestem słaba. Bezsilna. Ten człowiek nie przyszedł tu pytać. Przyszedł znaleźć byle jaki powód, by zabić swoją kolejną narzeczoną. Nastąpiło parsknięcie. – Co za bezużyteczny wilk. – Nagle chwycił mnie za podbródek i uniósł moją głowę. Przełknęłam ślinę, wpatrując się w jego oczy. Nie świeciły ani nie były potworne, ale coś w nich wydawało się niewłaściwe, nie tak. To było tak, jakby coś wewnątrz niego było bardziej głodne niż jakakolwiek bestia. – Jak pięknie bezużyteczna – powiedział, prostując się. Spokój w jego tonie tylko czynił jad gorszym. – Co za strata. Wtedy pstryknął palcami i nagle przez okna do pokoju wszedł mężczyzna. – Zaaranżujcie coś... nie obchodzi mnie co. Upewnij się, że umrze bez bólu – powiedział Cassian. – Zrób to czysto. A o świcie spalcie watahę Nightfall do szczętu. Niech nauczą się, co się dzieje, gdy kpią z królewskiego dekretu. Otworzyłam szeroko oczy. Mówił poważnie. Zamierzali nas wybić! – Czekaj! Mój panie...! Zatrzymał się w pół kroku. Potem powoli się odwrócił. Znów ten uśmiech. – Och? Czy jest coś jeszcze, co mała ofiara chce powiedzieć? Wzięłam głęboki oddech. – Wierzę, że mogę ci służyć. Wierzę... że mogę być użyteczna. Błysk za jego spojrzeniem sugerował zainteresowanie, nie wiarę. Więc postąpiłam krok w stronę najbliższego strażnika i sięgnęłam po sztylet u jego pasa. Natychmiast dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku. Mocno. – Pozwól mi coś pokazać. Wydał z siebie dźwięk, coś pomiędzy drwiną a śmiechem, po czym lekko skinął głową. Strażnik puścił mnie bez słowa. Wtedy, bez wahania, przeciągnęłam ostrzem po wnętrzu dłoni. Krew wypłynęła natychmiast, ciemnoczerwona i gęsta, spływając po moich palcach i kapiąc na zimną drewnianą podłogę. Wtedy odwróciłam dłoń do góry, pozwalając mu to zobaczyć. Krew płynęła, dopóki nie przestała. Powoli krwawienie zaczęło ustawać. Krawędzie rany pulsowały słabo, a potem zaczęły się zamykać. Tuż tutaj, na ich oczach. Tkanka spajała się z powrotem, włókno po włóknie, aż rana zniknęła, jakby nigdy jej tam nie było. Podniosłam wzrok, by znów napotkać spojrzenie Cassiana. Ale zanim zdążyłam powiedzieć choć słowo, mężczyzna obok Cassiana bez wahania dobył miecza i wycelował go prosto w moją szyję. – Trzymaj się z daleka, wiedźmo, albo poderżnę ci gardło!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Bezużyteczna panna młoda – Poślubiając Psa Wojny | Czytaj powieści online na beletrystyka