PERSPEKTYWA ATASHY
Powietrze wewnątrz namiotu było gęste od dymu, potu i miedzianego zapachu krwi, który przylegał do wszystkiego – mojej skóry, ubrań, a nawet oddechu. Deszcz bębnił o płótno nad głową w stałym rytmie.
Było to jak okrutna kołysanka, która w niczym nie łagodziła wyczerpania drapiącego moje kości. Latarnie, i tak już przygaszone, migotały przy każdym podmuchu wiatru wdzierającym się
















