– Siostro... nie wyglądasz najlepiej. Wszystko w porządku?
Głos Celeste wślizgnął się do pokoju jak ciepły miód. Ale teraz słyszałam ukryte za nim ostrze.
Zesztywniałam. Moje oczy uniosły się na jej twarz, tę samą twarz, która kiedyś rozświetlała moje dzieciństwo jak latarnia w ciemności. Wyglądała idealnie, jak zawsze. Lśniące czarne włosy spływające kaskadą na ramiona, ciepłe brązowe oczy wypełnione czymś, co wydawało się troską. Wyglądała jak bezpieczeństwo. Jak dom.
Ale teraz wiedziałam lepiej.
– Nie spałam – powiedziałam cicho, spuszczając wzrok. – Ja... miałam koszmar. O Lordzie Cassianie.
Jej dłoń opadła delikatnie na moje ramię.
– Ciii... ściany mają uszy – szepnęła. – Jesteś pod tak wielką presją. Rozumiem. Ale musisz uważać, by nie mówić takich rzeczy w przyszłości, zwłaszcza na północy.
Presja?
Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka. Presja to nie było odpowiednie słowo. Presję czułam w dniu, w którym nie udało mi się przebudzić mojego wilka. To... to było coś innego. Po zeszłej nocy, po staniu pod tym balkonem i usłyszeniu, jak moja własna matka wręcza Celeste nagrodę za zdradzenie mnie, we mnie nie zostało już nic, co można by nacisnąć. Byłam pusta.
Cassian nie powiedział ani słowa po tym, co się stało. Po prostu odstawił mnie na łóżko na poddaszu, przemoczoną od burzy, i zniknął. Żadnej drwiny. Żadnej groźby. Nawet jednego spojrzenia. Po prostu wyszedł. W jakiś sposób... ta cisza bolała mniej niż uśmiech Celeste teraz.
Teraz szłam za Celeste korytarzem, jakbym o niczym nie wiedziała. Jedna stopa za drugą. Zaskakująco, czułam tylko odrętwienie.
Jak ktoś mógł zachowywać się tak czysto, a jednocześnie tak nikczemnie? Może byłam naiwna, tak bardzo naiwna, by myśleć, że bezwilcza dziewczyna zasługuje na trochę miłości.
– Przygotowałam dla ciebie kąpiel – powiedziała Celeste, jakby robiła mi uprzejmość. Skinęłam głową bez słowa, pozwalając jej zaprowadzić się do pokoju.
Wanna była pełna mleka i płatków – lawendy, róż, fiołków. To były moje ulubione i Celeste o tym wiedziała. Woda parowała łagodnie w blasku świec. Wyglądało to jak kąpiel przeznaczona dla królowej. Albo dla panny młodej.
Rozebrałam się w ciszy i weszłam do środka. Ciepło wsiąkło w moją skórę, ale nie dotarło do kości.
Celeste siedziała obok mnie, nucąc i paplając o starych wspomnieniach, których ledwo słuchałam. Coś o wykradaniu ciast z kuchni. O tym, jak zwijałam się w kłębek w jej łóżku podczas burzy.
Pamiętałam te noce. Jej ramiona owinięte wokół mnie, gdy grzmoty stawały się zbyt głośne. Ten raz, gdy dała mi swój szalik, kiedy zdarłam kolano. Jak nazywała mnie „małą myszką”, gdy nie mogłam zasnąć.
Wtedy myślałam, że te chwile coś znaczyły.
Teraz... nie byłam już taka pewna.
Kłamstwa. Wszystko to. A może nie kłamstwa. Może półprawdy skręcone w broń. Jakie to okrutne.
Gdy się wytarłyśmy, zaprowadziła mnie do swojej garderoby.
– Wybierz dowolną suknię – powiedziała, otwierając szeroko szafę. – Dziś wieczorem twoja prezentacja. Lord Cassian przybędzie, by odebrać swoją narzeczoną.
Odebrać swoją narzeczoną. Jeszcze noc temu sprawiłoby to, że poczułabym cokolwiek, może strach. Ale teraz? Nie czułam nic. Nie po tym, co usłyszałam zeszłej nocy.
Wyciągnęła suknię, nie czekając na moją odpowiedź. Burgund. Głęboki jak krew. Sprawi, że będę wyglądać blado, na wycieńczoną. Widmowo. Idealna ofiara.
– Ta – powiedziała z łagodnym uśmiechem. – Wydobędzie błękit twoich oczu.
Znów skinęłam głową. Bez słowa. Jak zawsze.
Wtedy zaczęłam się zastanawiać. Kiedy stałam się tak cicha?
Kiedyś się śmiałam. Kiedyś zadawałam pytania. Kiedyś marzyłam.
Może to przez lata dręczenia. Kpin. Dni, w których kazano mi jeść przy drzwiach kuchennych, bo nie miałam wilka. Może to milczenie ojca. Chłodny głos matki. A może to Celeste – moje słońce – powoli gasnące w cień.
Kawałek po kawałku, znikałam. Blask w moich oczach zmatowiał. Uśmiech na moich ustach wyblakł. Stałam się tym, kim potrzebowali, bym była. Posłuszna i mała.
Łatwa do wykorzystania. Łatwa do wyrzucenia.
Celeste klasnęła w dłonie, a jej osobista pokojówka weszła bez słowa.
– Ułóż jej włosy. Muszą być idealne.
Dziewczyna pracowała szybko, szarpiąc i skręcając, wplatając gipsówkę, blade róże i srebrną wstążkę. Pozwoliłam im stroić mnie jak lalkę.
Celeste sięgnęła po moje dłonie, muskając kciukami moje knykcie.
– Obiecaj mi, że nie zapomnisz pisać – powiedziała cicho. – Chcę wiedzieć, że jesteś bezpieczna... że jest ci ciepło... że wszystko u ciebie w porządku.
Wpatrywałam się w nią.
– Słyszałam, że na północy jest lodowato – ciągnęła. – Więc spakowałam ci więcej niż tylko płaszcze. Ten gruby, obszyty futrem, który nosił ojciec, dwie peleryny matki, wcisnęłam nawet kołdrę ze strychu, tę, którą podkradałaś z mojego łóżka.
Oddech uwiązł mi w gardle.
– Spakowałam ci wełniane skarpety. Rękawiczki z aksamitną podszewką. Dodatkowy koc lub dwa, na wypadek gdyby w zamku były przeciągi.
Każda wymieniona przez nią rzecz cięła głębiej niż poprzednia. Czy robiła to z poczucia winy?
Sięgnęła, by założyć pasmo włosów za moje ucho.
– Dbaj o siebie, Atasho. Nawet jeśli nikt inny tego nie zrobi... ty musisz. Rozumiesz?
Skinęłam głową i wymusiłam kolejny uśmiech.
– Jeśli przestaniesz pisać listy, powiem ojcu, żeby cię odwiedził – Celeste wydęła wargi. – Nie żartuję. Jesteś moją jedyną siostrą. Masz pisać listy i opowiadać mi wszystko o śniegu.
Patrzyłam na nią. Naprawdę na nią patrzyłam. I przez chwilę chciałam jej uwierzyć. Że może, tylko może, nie chciała mnie skrzywdzić. Może to dla stada. Może naprawdę wierzyła, że poślubienie Lorda Tyrana przyniesie więcej szkody niż pożytku. Że oszukanie mnie było jedynym wyjściem.
Może wmawiała sobie, że to łaska.
Może myślała, że zrozumiem.
Ale jeśli to była prawda... dlaczego wciąż czułam się tak, jakby wypatroszyła mnie z uśmiechem na ustach?
Słyszałam jej głos zeszłej nocy. Słyszałam jej śmiech.
I wiedziałam. Te wszystkie noce, kiedy dzieliłyśmy się sekretami pod kołdrą, żarty na korytarzu, bułki podawane pod stołem... nic z tego nie miało znaczenia. Nie, kiedy przyszło do wyboru między mną a jej przyszłością.
A więc tak to jest być zdradzonym przez kogoś, kogo się kocha.
– Poradzę sobie – powiedziałam cicho, wymuszając uśmiech. – Nie musisz się martwić. – Pokazałam już moją przeklętą zdolność Lordowi Tyranowi. W odpowiedzi pokazał mi prawdziwą twarz mojej rodziny. To powinno coś znaczyć, prawda? – I będę pisać.
Wyglądała na zadowoloną. Może nawet odczuła ulgę. Jakbym właśnie ułatwiła jej sprawę.
– Wyglądasz, jakbyś zaraz miała się rozpłakać – powiedziała, muskając lekko mój policzek. – To zrujnuje twój makijaż.
Skinęłam głową.
Wtedy rozległo się pukanie.
Inna pokojówka weszła do środka, mówiąc szorstkim tonem:
– Lord Cassian przybył.
Siedziałam nieruchomo, studiując dziewczynę w lustrze. Moja skóra wyglądała niemal na przezroczystą, usta miały celowy odcień szkarłatu, a włosy leżały idealnie zabezpieczone rzędem perłowych szpilek.
Kątem oka to dostrzegłam. Przebłysk ulgi na twarzy Celeste.
Następnie wsunęła naszyjnik na moją szyję, swój naszyjnik. Ten, który nosiła podczas wizyt na dworze.
– Wyglądasz tak ślicznie – szepnęła. – Nie będzie mógł oderwać od ciebie wzroku.
W duchu zadrwiłam. Ten człowiek próbował zakończyć moje życie zaledwie zeszłej nocy. Był bestią, niczym więcej. Był potworem owiniętym w diabelsko przystojny wygląd i moc, którą władał jak ostrzem. Jeśli już, to jedyne, czego teraz chciałam, to pozostać cichą, pozostać małą i niewidzialną. Poza zasięgiem jego wzroku.
– Twoje włosy wyglądają jak klejnoty, jak złoto – uśmiechnęła się Celeste. – Jestem pewna, że to pokocha.
Znów skinęłam głową. Perły lśniły w moich upiętych włosach, pasma delikatnie kręciły się wokół mojej twarzy, jakbym była przygotowywana na wystawę.
Przez lata zastanawiałam się, dlaczego moje włosy są blond. Dlaczego moje oczy są niebieskie. Dlaczego nie wyglądam jak Celeste, czy moja matka, czy ktokolwiek inny w Nightfall. Wszyscy inni mieli gęste, ciemne włosy. Ciepłe brązowe oczy. Skórę o barwie ziemi, pocałowaną przez południowe słońce.
Jeśli chodzi o mnie, zawsze wydawałam się nie pasować. Moja skóra była nienaturalnie blada, ten rodzaj bladości, który sprawiał, że ludzie szeptali o chorobie lub kruchości. Moje rysy są niezaprzeczalnie obce. Przez lata wmawiałam sobie, że może być tylko jeden powód: muszę być niefortunną anomalią.
Teraz... myślę, że w końcu zrozumiałam dlaczego.
Zanim moje myśli zdążyły wpaść w spiralę, pokojówka wróciła.
– Alfa Collin prosi o twoją obecność w sali audiencyjnej – powiedziała. A potem, po chwili wahania, dodała: – Lord Cassian stanowczo domaga się widzenia ze swoją narzeczoną.
Narzeczoną.
Wstałam. Moje palce zwinęły się lekko przy bokach, akurat tyle, by powstrzymać drżenie.
Wiedziałam, że nie powinnam rozpaczać. To miejsce nigdy nie było dla mnie łaskawe, nigdy ciepłe, nigdy bezpieczne. A jednak... coś we mnie wzbraniało się na myśl o wyjeździe.
Powinnam czuć ulgę.
Zamiast tego czułam tylko ciężar nieznanego.
Ponieważ bez względu na to, jak bardzo uważałam się za użyteczną... widziałam, jak Cassian na mnie patrzył. Jakby wciąż decydował, czy warto mnie zachować, czy spalić.
Niestety wiedziałam, że nawet ci użyteczni krwawią, gdy już z nimi skończy.
– Ojej, jak romantycznie z jego strony – głos Celeste przeciął moje oszołomienie, a jej niewinny uśmiech był ostry jak szkło. – Starsza siostro, nie jesteś zachwycona spotkaniem ze swoim panem młodym?
















