PUNKT WIDZENIA ATASHY
– To… – próbowałam mówić, ale słowa wychodziły połamane, puste. Mój głos ledwo wznosił się ponad szept, gdy wzrokiem omiatałam polanę, próbując nadać sens temu, co widziałam.
Krew plamiła kamienną podłogę. Gęsta, ciemna i zasychająca w szerokich smugach, które ciągnęły się w stronę cieni. Jej smród przywierał do powietrza, ostry, metaliczny i duszący. Ale to nie to sprawiło,
















