Z łzami wciąż lśniącymi na rzęsach, wyszeptałam podziękowania. Kieran wystąpił do przodu i delikatnie wziął mnie na ręce. Pozostała czwórka zebrała się blisko, każdy poświęcił chwilę, by pocałować mnie w policzek lub dłoń, zanim wrócili do domu, zostawiając Kierana i mnie samych na werandzie.
Zaniósł mnie za róg na zacienioną huśtawkę, z której roztaczał się widok na zadbane podwórko, gdzie drzewa
















