– Jeśli to poprawi ci humor, Cass, nie spędzamy zbyt wiele czasu w tej części domu. Nasze pokoje znajdują się we Wschodnim Skrzydle – tam przesiadujemy przez większość czasu. – Głos Colta był swobodny, gdy skręcił w korytarz, a Cam szedł tuż za nim.
W ciągu kilku minut zostawiliśmy za sobą muzealną ciszę głównego domu i weszliśmy do znacznie bardziej przytulnej przestrzeni. Wielkie, miękkie fotele i wygodnie wyglądająca kanapa były rozrzucone po szerokim salonie. Na ścianie, nad szafką mieszczącą co najmniej cztery różne konsole do gier, zamontowano płaski telewizor. Na samym końcu znajdowała się mała kuchnia i okrągły stół jadalny wciśnięty obok okna. Przestrzeń tę otaczało sześcioro zamkniętych drzwi – po trzy z każdej strony. Siódme drzwi blisko środka wyglądały na wejście do łazienki.
– Wow. O wiele lepiej – powiedziałam z szerokim uśmiechem, rozglądając się dookoła. Z jednej strony znajdował się przytulny kącik do czytania z półkami pełnymi książek, prawdziwa biblioteczka. Nie mogłam się doczekać, aż ją przejrzę. Zawsze kochałam czytać, ale dorastając, rzadko miałam dodatkowe pieniądze na książki. A lokalna biblioteka w pobliżu naszego starego osiedla była w najlepszym razie żałosna.
– Ta, lubimy tu być – powiedział Cam, podchodząc do jednych z zamkniętych drzwi. – To będzie twój pokój. Jak tylko poczujesz się lepiej, pomożemy ci go urządzić tak, jak tylko zechcesz. – Pchnął drzwi i wniósł mnie do środka.
W momencie, gdy położył mnie na łóżku, zapadłam się w najmiększy materac, jaki kiedykolwiek czułam. Westchnęłam i rozejrzałam się po pokoju. Bladoniebieskie ściany, jasnobeżowe zasłony i białe meble nadawały mu spokojny, lekki charakter.
– Uwielbiam go – wyszeptałam, uśmiechając się. – Jest idealny. Nic bym w nim nie zmieniała.
Kiedy spojrzałam na bliźniaków, obaj wpatrywali się we mnie z identycznym, pełnym emocji wyrazem twarzy. Moje policzki natychmiast zapłonęły, więc spuściłam wzrok na kołdrę, udając, że badam szwy, jakby ktoś miał mnie z nich później przepytać.
– Hej, nie bój się, maleńka – powiedział cicho Colt, siadając obok mnie i delikatnie gładząc mnie dłonią po plecach. – Cam już obiecał, że będziesz u nas bezpieczna. Żaden z nas nigdy by cię nie skrzywdził.
– Nie boję się – odparłam cicho. – Jestem po prostu nieśmiała. – Mój głos był cichy i wciąż nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy.
– Dobrze. – Cam klasnął w dłonie, a nagły dźwięk sprawił, że podskoczyłam. – Rozgość się tutaj, żebyś mogła odpocząć. Może zdrzemniesz się przed kolacją? Naszych rodziców nie będzie dziś w domu – mają kolejne przyjęcie w ramach kampanii taty. Moglibyśmy zamówić jedzenie i po prostu wyluzować przy jakichś filmach. Co ty na to, Cass?
– Świetnie – odparłam. – Ale przed drzemką chciałabym się przebrać. Ten strój medyczny jest w porządku, ale trochę gryzie. – Podrapałam się w nogę, żeby to podkreślić.
– Już się robi. – Colt zerwał się z łóżka i wybiegł z pokoju. Chwilę później dobiegł nas odgłos łomotu z innego pomieszczenia, a po nim przytłumione przekleństwo. Cam tylko pokręcił głową z uśmiechem.
Kilka minut później wrócił Colt, triumfujący, trzymając w górze miękko wyglądający T-shirt i parę bokserek. – Proszę bardzo!
– Dziękuję – powiedziałam, sięgając po nie sprawną ręką. Spojrzałam na swoje ramię, wciąż unieruchomione w szynie, i westchnęłam. Przebranie się będzie trudniejsze, niż myślałam.
– Chciałabyś, żebyśmy ci pomogli, Cass? – zapytał łagodnie Cam. Spojrzałam w górę i zobaczyłam, że obaj mnie obserwują, a ich troska była szczera.
– Chcę najpierw spróbować sama – powiedziałam, wymuszając blady uśmiech. – Muszę znów nauczyć się dbać o siebie, zwłaszcza z taką ręką.
Skinęli głowami, wycofując się w stronę drzwi. – Będziemy tuż obok, gdybyś czegoś potrzebowała – powiedział Cam, przymykając drzwi prawie do końca, zostawiając je tylko lekko uchylone, by słyszeli, jeśli ich zawołam.
– No cóż… raz kozie śmierć – wymruczałam. Zaczęłam od spodni. Gumka w pasie była dość elastyczna i udało mi się z nich wygramolić bez większego trudu. Ale koszulka – nie było szans, bym ją zdjęła bez zadawania sobie bólu.
– Hej, chłopaki – zawołałam, naciągając koc na kolana. – Jednak będę potrzebowała pomocy.
Usłyszałam ruch na zewnątrz. Drzwi skrzypnęły, po czym wślizgnął się Cam i zatrzasnął je przed nosem Colta.
– Następnym razem, bracie – zakpił głośno przez drzwi.
– Palant! – odkrzyknął Colt ze śmiechem.
Cam uśmiechał się szeroko, podchodząc do mnie i kucając przed łóżkiem. – Dobrze, Cass. Jak najlepiej ci pomóc? Nie chcę sprawić ci bólu.
– Myślę, że jeśli będę poruszać się powoli, a ty nie będziesz szarpać materiału, uda nam się ją zdjąć – powiedziałam. Jednak po kilku minutach zmagań poddałam się z westchnieniem.
– Chrzanić to. Weź nożyczki. Rozetnij to głupie coś.
Cam nie wahał się ani chwili. Przeszedł przez pokój, pogrzebał w szufladzie biurka i uniósł parę nożyczek niczym trofeum. Wrócił do mnie i pomógł mi wstać, uważając, by nie urazić moich obrażeń.
– Rozetnę wzdłuż szwu i powinna po prostu spaść, nie ruszając ramienia. – Pracował ostrożnie, tnąc powoli, aż góra ubrania się zsunęła. Westchnęłam z ulgą.
– Tu są czyste ciuchy Colta. Chcesz pomocy także z nimi? – zapytał, kładąc je obok mnie.
– Myślę, że najpierw chciałabym się trochę odświeżyć – powiedziałam, patrząc z tęsknotą w stronę łazienki.
Cam wstał i wyciągnął rękę, pomagając mi stanąć na nogi. Skrzywiłam się, ale nie krzyknęłam. Razem ruszyliśmy do łazienki. Cam zatrzymał się w progu, czekając w milczeniu.
Weszłam do środka i zamarłam. Wanna wyglądała tak, jakby mogły się w niej zmieścić trzy osoby, a prysznic był ogromny, pełen przycisków i dysz, których nie potrafiłabym obsłużyć. Odwróciłam się do Cama, przytłoczona.
– Ja… nie wiem, co robić – wyszeptałam. Łzy napłynęły mi do oczu, a warga zaczęła drżeć. Tak bardzo chciałam wziąć prysznic, ale nie było mowy, bym poradziła sobie sama – nie z bandażami, szyną i tym bólem. A myśl o tym, by prosić Cama o pomoc? By zobaczył moje blizny, moje połamane ciało? Litość w jego oczach by mnie zniszczyła.
Stałam tak w progu, starając się nie rozsypać na kawałki.
Cam podszedł do przodu i objął mnie ramionami. Początkowo nic nie mówił, tylko mocno mnie trzymał i ucałował czubek mojej głowy, delikatnie kołysząc, gdy drżałam.
– Ciii – wyszeptał. – Wszystko w porządku. Jest dobrze.
















