— Lyro... proszę, już dobrze. Nie skrzywdzę cię, przysięgam. Głos był miękki, drżący od wrażliwości, której nigdy wcześniej u niego nie słyszałam. Ale dłonie, które się po mnie wyciągały, należały do tego samego potwora, który zamienił moje lata w liceum w żywe piekło. Kael. Nietykalny przywódca The Savage Angels. Wzdrygnęłam się, kuląc na szpitalnym łóżku w objęciach duszącej ciemności. Mój wzrok zniknął, skradziony przez kulę, którą przeznaczyłam dla własnej głowy. Przez lata moja egzystencja była płótnem udręki. Za zamkniętymi drzwiami ojciec handlował mną ze swoimi bezwzględnymi wspólnikami niczym pionkiem, by umocnić swoje mroczne imperium. W szkole byłam ulubionym celem czterech pozbawionych litości chłopców, którzy złamali resztki mojego ducha. Nie mając już nic do stracenia, włamałam się do gabinetu ojca i pociągnęłam za spust. Ale nie umarłam. Zamiast tego obudziłam się w świecie rozmytych cieni, tylko po to, by zastać moich oprawców czuwających przy moim łóżku. Zobaczyli blizny pokrywające moje ciało. Odkryli spaczone sekrety domu mojego ojca. I nagle chłopcy, którzy niegdyś mnie druzgotali, są jedynymi, którzy stoją między mną a potworami czającymi się w mroku. Twierdzą, że chcą mnie chronić. Przysięgają, że puszczą z dymem świat mojego ojca za to, co mi zrobił. Ale jak mogę ufać diabłom, którzy zepchnęli mnie nad przepaść, nawet jeśli to oni łapią mnie teraz, gdy spadam? **** **Treść dla dorosłych! Zawiera wzmianki o drastycznej przemocy, traumie, próbie samobójczej oraz znęcaniu się. Rekomendowane dla czytelników 18+. Dark romance, Reverse Harem, Bully-to-Lover.**

Pierwszy Rozdział

***Ta książka to mroczny romans typu odwrócony harem. Proszę potraktować to jako ostrzeżenie o treściach wrażliwych. Powieść zawiera traumatyczne wątki od początku do końca, których nie będę wymieniać na wstępie każdego rozdziału. Jeśli zdecydujesz się czytać dalej, robisz to na własną odpowiedzialność. Mam nadzieję, że historia ci się spodoba. Stoję przed lustrem, próbując wymyślić najlepszy sposób na ukrycie blizn, które gęsto pokrywają skórę na moich plecach i szyi. Na szczęście nowe siniaki, których się nabawiłam, znajdowały się na żebrach i łatwo było je schować pod koszulką. To te stare blizny były trudne do ukrycia, ale musiałam spróbować. Mój ojciec nie lubił krążących o nas plotek, zwłaszcza że był cenionym członkiem naszej społeczności. Mieszkaliśmy w luksusowej dzielnicy dzięki jego prężnie działającej firmie, ale dla mnie był to rodzaj piekła na ziemi. W tych czterech ścianach mój ojciec był potworem, a w świecie zewnętrznym – niemal bogiem. Chciałabym móc powiedzieć, że jego nienawiść do mnie zaczęła się po śmierci matki, że po prostu nie mógł znieść widoku mojej twarzy i dlatego mnie krzywdził. Prawda jest jednak taka, że nienawidził mnie od chwili moich narodzin. Znienawidził mnie w momencie, gdy lekarz powiedział: „to dziewczynka”. Pragnął syna, który zostałby spadkobiercą jego firmy i całej tej mrocznej działalności, którą prowadził pod przykrywką legalnego biznesu. Mama nie dała mu tego, czego chciał, a ponieważ pobił ją niemal na śmierć, gdy tylko przywieźli mnie do domu, nigdy więcej nie chciała zajść w ciążę. Stres wywołany przemocą ojca sprawił, że nie mogła znieść nawet jego dotyku, a kiedy dowiedział się, że potajemnie brała środki antykoncepcyjne, podpisała na siebie wyrok śmierci. Zginęła w tak zwanym wypadku, ale ja wiem, że to kłamstwo. Zniweczyła szansę mojego ojca na posiadanie syna, a on kazał jej za to zapłacić życiem. Ja również zginęłabym w tym wypadku, gdyby nie pewien Dobry Samarytanin, który zjawił się na miejscu wystarczająco wcześnie, by mnie wyciągnąć. Zaraz po tym, jak wyciągnięto mnie z samochodu, auto stanęło w płomieniach, potwierdzając śmierć mojej matki. Mój ojciec uznał, że kolejna próba zabicia mnie byłaby zbyt ryzykowna, a rola pogrążonego w żałobie męża i zrozpaczonego ojca była zbyt dobrą okazją, by ją przepuścić. To było jednak tylko na pokaz, bo gdy tylko wydobrzałam po wypadku, wyładował swoją wściekłość na mnie. Zaczęło się od kilku uderzeń pasem w ramach dyscypliny, zawsze w plecy. Potem stał się bardziej kreatywny w swoich metodach i zaczął używać innych przedmiotów. Kiedy jednak weszłam w okres dojrzewania, sytuacja tylko się pogorszyła. Jego koledzy zaczęli zwracać na mnie uwagę, a on zostawiał mnie z nimi samą, żeby robili ze mną, co im się *podobało*. Potem wracał i karał mnie ponownie za to, do czego mnie zmuszono. Miałam nadzieję, że przynajmniej szkoła okaże się ucieczką od piekła, które znosiłam w domu, ale nie miałam tyle szczęścia. Czułam się, jakbym urodziła się po to, by stać się dla ludzi workiem treningowym, na którym wyładowują złość. Niektóre z tych blizn były pamiątką po licznych próbach nauczenia mnie, kto rządzi na szkolnych korytarzach. Długa blizna na brzuchu to sprawka grupy dziewczyn, które znienawidziły mnie od pierwszego wejrzenia w pierwszej klasie liceum. Popychały mnie, a na trybunach była uszkodzona barierka; uderzyłam w nią tak mocno, że rozcięła mi skórę na tyle głęboko, że potrzebne były szwy. Zostawiły mnie tam krwawiącą i w szoku, dopóki nie znalazł mnie jeden z nauczycieli. Sloane, typowa „królowa pszczół”, i jej paczka uczyniły moje życie jeszcze gorszym. Byli też ci czterej chłopcy, którzy się wokół niej kręcili, dręczyciele sami w sobie. *Dzikie Anioły*… Kael, Cade, Soren i Milo. Tak nazywała się ich grupa, choć niewiele o nich wiedziałam. Sloane i Kael byli parą, odkąd pamiętam, i choć reszta trzymała się z nimi, nie zostawali z jedną dziewczyną dłużej niż na tydzień. Kael miał nawet tu i tam jakieś dziewczyny na boku, czego Sloane udawała, że nie widzi. Bardziej zależało jej na statusie bycia z liderem Dzikich Aniołów niż na jego lojalności. Dzikie Anioły miały swój własny sposób na dręczenie mnie – w formie molestowania seksualnego. Od klapsa w tyłek po wpychanie mnie w ciemny kąt i ocieranie się o mnie, po czym uciekali ze śmiechem. Nie miałam pojęcia, dlaczego akurat ja byłam ich celem, skoro zawsze starałam się nie rzucać w oczy i unikałam interakcji z kimkolwiek. Nie miałam ani jednej przyjaciółki, a to dlatego, że nie mogłam nikomu ufać. – Lyra Reign! Pospiesz się! – krzyknął ojciec z salonu. Zamknęłam oczy i westchnęłam, zakładając moją zwykłą dżinsową kurtkę, by zakryć blizny. Otarłam zbłąkaną łzę z policzka, otworzyłam drzwi sypialni i zeszłam na dół. Przełknęłam ślinę, widząc tatę opartego o ścianę przy drzwiach. Spojrzał w górę, gdy mnie usłyszał, i uśmiechnął się słodko, ale wiedziałam, że to spojrzenie jest zabójcze. Podeszłam do niego powoli, zarzuciłam plecak na ramiona i ostrożnie sięgnęłam do klamki. Przez chwilę myślałam, że naprawdę pozwoli mi po prostu wyjść, ale gdy tylko pociągnęłam za drzwi, szarpnął mnie za włosy, zaciskając na nich pięść. – Pamiętaj o zasadach, Lyra. Głowa nisko i trzymaj język za zębami. Jasne? – zapytał, wtulając nos w moje włosy. Mocno zacisnęłam oczy, próbując myśleć o czymkolwiek innym, a kiedy w końcu mnie puścił, wypadłam przez drzwi i zbiegłam ze schodów przed domem. Mój rower był ukryty z boku budynku; podbiegłam do niego i wsiadłam jednym płynnym ruchem. Moja szkoła w żadnym wypadku nie była azylem, ale byłam zbyt przerażona, by zostać tu choćby chwilę dłużej. Jedno wiedziałam na pewno: choć dzieciaki w szkole lubiły zadawać mi ból, mój ojciec z chęcią by mnie zabił. Z jakiegoś powodu wciąż chciałam żyć, ale to mogło się zmienić w każdej chwili. W końcu jakie życie jest warte przeżycia, gdy jest wypełnione jedynie cierpieniem? Jadąc do szkoły, nie śpieszyłam się, by nacieszyć się odrobiną spokoju i świeżego powietrza, zanim znów wejdę do jaskini lwa. Spokój nie trwał jednak długo i wkrótce moje oczy spoczęły na budynku szkoły. Inni uczniowie śmiali się i uśmiechali, wchodząc głównym wejściem, a ja ostrożnie zaparkowałam rower. Przyklęknęłam, żeby przypiąć go łańcuchem, i głupio odwróciłam się plecami. Powinnam wiedzieć, że nie będzie taryfy ulgowej, zanim dręczenie zacznie się na nowo. Zanim w ogóle zarejestrowałam dźwięk zbliżających się kroków, moja twarz uderzyła w łańcuch roweru, sprawiając, że krzyknęłam z szoku i bólu. Upadłam na pośladki i ukryłam twarz w dłoniach, czując pulsujący ból. Zgodnie z przewidywaniami, z nosa popłynęła krew; odchyliłam głowę do tyłu, ale zdążyła już nakapać na moje ubranie. Z góry dobiegł mnie chichot. Moje oczy napotkały wzrok Sloane, która uśmiechała się drwiąco. – Witamy w klasie maturalnej! – rzuciła, po czym odwróciła się i ruszyła w stronę wejścia, kołysząc biodrami, a jej świta podążyła za nią. Wypuściłam drżący oddech i podniosłam się z ziemi, starając się trzymać głowę lekko odchyloną, choć pewnie niewiele to dało. Pierwszy dzień, a ja już cała we krwi, świetnie. Usłyszałam kolejny chichot, gdy Dzikie Anioły mijały mnie w drodze do drzwi. – Hej, Iskierko! Masz coś na koszulce – zawołał ze śmiechem Cade. Iskierka. Niezbyt wyszukane przezwisko, ale irytowało mnie, że ten palant nawet nie znał mojego imienia, mimo że jego paczka brała mnie na cel przez ostatnie trzy lata. Zaczął mnie tak nazywać, ponieważ moje włosy miały tendencję do przybierania złotego odcienia w słońcu. Zwykle na początku roku, po letniej przerwie, moje włosy stawały się jaśniejsze, ale to nie był cały sens tego żartu. Często rzucał komentarze na temat tego, czy moje pozostałe włosy wyglądają tak samo i czy opalam się nago, żeby wszystko do siebie pasowało. To było głupie, ale on i jego kumple uważali to za zabawne, więc ignorowałam te uwagi. Pozwoliłam im przejść bez odpowiedzi i odczekałam kilka chwil, zanim sama weszłam przez główne drzwi i skierowałam się prosto do łazienki. Szybko umyłam twarz i upewniłam się, że krwawienie z nosa ustało. Gdy skończyłam, obejrzałam nos w lustrze i doszłam do wniosku, że nie jest złamany, choć na grzbiecie i w kącikach oczu zaczynały pojawiać się lekkie siniaki. Na szczęście nosiłam przy sobie podkład w sztyfcie na takie okazje i szybko zakryłam tyle, ile mogłam. Mój ojciec nie pozwalał mi się malować, więc ten jeden sztyft był rzadkim skarbem, który udało mi się przed nim ukryć. Musiałam używać go oszczędnie, więc miałam nadzieję, że moje przyszłe konfrontacje z pomiotami piekielnymi będą kończyć się obrażeniami ciała, a nie twarzy. Zapewne zastanawiacie się, dlaczego nigdy się nie broniłam albo dlaczego nie narzekam bardziej na ból. Prawda jest taka, że w dziewięćdziesięciu procentach przypadków mam tak poważne obrażenia, że te małe skaleczenia nie są warte uwagi. W tej chwili miałam posiniaczone żebra i nogi, co bolało znacznie bardziej, sprawiając, że uraz twarzy wydawał się zaledwie zadraśnięciem papierem. Czułam ból każdego dnia mojego życia, więc byłam do niego przyzwyczajona. Westchnienie wyrwało się z moich ust, gdy zdałam sobie sprawę, że makijaż nie pokrywa wszystkiego idealnie; poddałam się. Gdy podeszłam do drzwi, usłyszałam głosy po drugiej stronie i szybko wślizgnęłam się do jednej z kabin.

Odkryj więcej niesamowitych treści