Obudziłam się tego ranka i ubrałam, jakby to był każdy inny dzień. Urodziny nie wydawały się już ekscytujące, ale te były inne.
Czułam ekscytację z powodu szansy. Wiedziałam, że nadal spędzę dzień dręczona przez Atlasa i jego przyjaciół, ale dzisiaj był dzień, w którym mogłam znaleźć swojego przeznaczonego. To otwierało przede mną nowe drzwi na wiele sposobów. Jeśli znalazłabym partnera, a on należałby do innej watahy, mama i ja byśmy się przeprowadziły. Nie wyobrażałam sobie, by mój przeznaczony pochodził z tego miasta, skoro większość ludzi w moim wieku kompletnie mnie ignorowała.
Rozczesałam jasnobrązowe włosy, ciesząc się, o ile łatwiej to teraz idzie. Miesiąc temu zdecydowałam się ściąć włosy sięgające pasa, zmęczona tym, jak ciągle przeszkadzały. Mama mnie wspierała i wykonała cięcie. Włosy nie zaczepiały już o wszystko, nie opadały ciągle na twarz.
Kiedy skończyłam, zeszłam na dół. Mama przestała próbować robić śniadanie każdego ranka. Spaliła tyle patelni bekonu, że straciłam rachubę. Zamiast gotować, zawsze zostawiała jakieś pop-tarty i mrożone gofry. Jak w każde moje urodziny, na blacie leżała kartka i małe ciasto.
„Wszystkiego najlepszego, Raelynn! Musiałam wyjść wcześniej do pracy, kolejny problem z panem Barnesem, ugh. Spróbuj mieć dobry dzień w szkole – i mam nadzieję, że znajdziesz swojego przeznaczonego!”
Uśmiechnęłam się do kartki, zastanawiając się, czy to ona będzie miała zły dzień. Pan Barnes był jak rekin, który poczuł krew. Nieustannie prześladował moją mamę. Nie był jednak zagrożeniem, po prostu stary i nieco zdziecinniały. Dawno stracił siłę i zwinność, mimo że przysięgał, iż w młodości był umięśniony.
Wzięłam czysty widelec i zjadłam kilka kęsów małego ciasta. Nie kłopotałam się krojeniem kawałka, nie byłam wielką fanką ciast. Jedynym powodem, dla którego jadłam trochę co roku, była mama; no i fakt, że zawsze zamawiała czekoladowe. Czekolada była prawdopodobnie moją ulubioną rzeczą na świecie.
Pobiegłam na przystanek autobusowy, chcąc tańczyć z radości, gdy zobaczyłam, że samochodu Atlasa nie ma na podjeździe. To dało mi trochę wolnego czasu na przystanku. Chwila, by nie być zaczepianą ani dręczoną. Wyciągnęłam z torby zniszczoną książkę, otwierając ją na chybił trafił. Kilka lat temu zaczęłam czytać poezję. Tata zawsze czytał mi wiersze przed snem. To był sposób, by być blisko niego. Próbowałam nawet swoich sił w pisaniu poezji kilka miesięcy temu, uświadamiając sobie, że to zdecydowanie nie jest mój talent.
Książka była zniszczona i prawie rozpadała się na szwach, papierowa okładka powycierana, z dziurami i brudem. To była ta sama książka, którą tata czytał mi przed snem. Już wtedy była stara, ale zachowałam ją przez lata, nigdy nie mogąc się zmusić, by z niej czytać.
Zgubione i Znalezione
Zatopiona skrzynia
na dnie oceanu
by nikt jej nie odkrył
tam on mnie odnalazł.
Tam poruszył
każdą moją myśl
każde moje słowo
tak delikatnie, tak głęboko
Teraz jestem trzymana
z dala od snów, które śniłam
od czasu gdy spałam
tak mocno
-Lang Leav
Tata zawsze mówił, że poezja ma wiele znaczeń, przekazuje wiele emocji i twarzy. Nigdy nie można czytać poezji dosłownie, trzeba zagłębić się bardziej. Miałam trudności z tym zagłębianiem się, z wydobywaniem ukrytych znaczeń. To było odzwierciedleniem tego, jak postrzegałam świat. Często nie trzeba było zagłębiać się w ludzi, ich prawdziwe „ja” siedziało tuż na powierzchni. Jedyną rzeczą powstrzymującą ich przed ujawnieniem się była starannie umieszczona maska. Ta sama maska, która formowała się na twarzy Atlasa, gdy stał bezczynnie, podczas gdy jego przyjaciele mnie dręczyli.
Pojechałam autobusem do szkoły, z nosem wlepionym w zniszczoną książkę. Nie potrafiłam zrozumieć ukrytych znaczeń żadnego z wierszy, a jednak wiele z nich rezonowało z moim życiem.
Spotkałam Alyssę przy naszych szafkach. Spędziła cały miesiąc, ustalając, kto ma szafkę bezpośrednio obok mojej. Zamieniła się z jakimś pierwszoklasistą i od tamtej pory trwała przy moim boku. Alyssa była zabawna pod tym względem. Potrafiła być szalona, ale nigdy nie przekraczała moich granic.
Pierwsza część dnia minęła normalnie. Tylko Alyssa życzyła mi wszystkiego najlepszego, nie żeby mi to przeszkadzało. Chodziłam z tymi dziećmi do szkoły od wielu lat, a wielu z nich było zapraszanych na moje dziecięce przyjęcia urodzinowe. Ludzie poszli naprzód ze swoim życiem, z pewnością nie pamiętali.
Michelle rzuciła kulką papieru w tył mojej głowy podczas pierwszej lekcji, podczas gdy Shaina i Dean nazwali mnie kilkoma wyzwiskami. Jak dotąd był to po prostu typowy dzień, nie czułam żadnego połączenia, patrząc w oczy kolegów z klasy.
Wilkołaki odkrywały swojego partnera, patrząc mu w oczy. To wtedy tworzyła się więź partnerska między dwojgiem, łącząc ich. Mama wyjaśniła mi ten proces na pewnym etapie mojego życia. Nie mogłam się zmusić, by zapytać ją ponownie, wiedząc, że ból w jej oczach by mnie powstrzymał.
Zadzwonił dzwonek na lunch i stłumiłam westchnienie. Miałam ponad połowę zajęć z Alyssą, ale lunch jadłam sama. Najczęściej siedziałam w łazience i jadłam. Nasza stołówka była ogromna, ale Atlas i jego przyjaciele zawsze zdawali się siadać zbyt blisko jakiegokolwiek stolika, który wybrałam. Czasami inne dzieciaki próbowały dołączyć do nękania, licząc na miejsce w grupie przyjaciół Atlasa.
Atlas, Michelle, Shaina, Duke i Dean przyjaźnili się, odkąd byli dziećmi. Z jakiegoś powodu byli praktycznie nierozłączni. Atlas miał zostać Alfą za rok, podczas gdy Michelle zajęłaby miejsce Luny.
Nasza szkoła była podzielona na dwa skrzydła, każde prowadzące do stołówki przez oddzielne drzwi. Byłam po lewej stronie budynku, podczas gdy Atlas i jego przyjaciele byli po prawej.
Szłam korytarzem, mijając uczniów, którzy zwlekali w grupach. Nasza przerwa obiadowa była nienormalnie długa; dokładnie 45 minut. Serce podskoczyło mi w piersi, gdy Atlas, Michelle i Dean wyszli z sali lekcyjnej w tym samym korytarzu co ja. Znałam ich plany zajęć na pamięć, unikając ich za wszelką cenę. Prawie całe życie udręki robiło to z człowiekiem. Byłam nieustannie hiperświadoma tego, gdzie każde z nich się znajduje.
Nie przewidziałam tego – z drugiej strony, było wiele rzeczy, których nie przewidziałam.
Michelle pierwsza mnie zobaczyła, trącając Deana łokciem, aż zwrócił uwagę. Usta Deana wykrzywiły się w jego firmowym przebiegłym uśmieszku, a kręcone włosy podskakiwały, gdy podchodził do mnie. To było bezcelowe, ale obróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę, z której przyszłam. Mogłam przeżyć dzień bez lunchu, ale ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałam, było dręczenie w moje własne urodziny.
– Wygląda na to, że należy się „Wszystkiego Najlepszego”. – Złośliwy śmiech Deana był o wiele za blisko, zaledwie stopę lub dwie za mną. Moje krótkie nogi mi nie pomagały, moje tempo było znacznie wolniejsze niż jego.
Ręka owinęła się wokół tyłu mojej koszulki, obracając mnie. Oczy Deana błyszczały złośliwie, ale szybko zostały odwrócone w stronę zniszczonej książki w moich dłoniach.
– Nie, nie to… – Potrząsnęłam głową, przyciskając książkę do piersi, gdy jego palce zacisnęły się na niej.
Prawie słyszałam, jak zniszczona książka jęczy, a moje serce wraz z nią. Przebiegły uśmiech Deana stał się szerszy, gdy zdał sobie sprawę, że ma dokładnie to, czego potrzebował, by mnie dopaść. Czułam, jak książka wyślizguje mi się z palców, a zdławiony jęk opuścił moje usta. Książka została wyrwana z moich rąk, ćwiartka papierowej okładki sfrunęła na podłogę.
– Ta książka jest specjalna czy coś? – zarechotał Dean, machając nią przede mną jak przynętą.
Łzy zapiekły mnie w oczy, ale często to robiły. Każda emocja, jaką miałam, zdawała się być podłączona do moich kanalików łzowych, sprawiając, że fontanna uruchamiała się aż nazbyt łatwo.
Moja głowa gwałtownie zwróciła się w stronę Atlasa, oczy błagały. Jego stalowoszare i niebieskie oczy były jasne, przypominając mi rtęć. Mogłabym przysiąc, że czas się zatrzymał, że patrzyliśmy na siebie od lat. Widziałam swoje oczy odbite w jego własnych, jego bicie serca przyspieszające, by dorównać mojemu tempu. Po raz pierwszy patrzyłam, jak emocje przemykają przez jego twarz. Nigdy nie widziałam, żeby się uśmiechał, nigdy nie widziałam, żeby śmiał się w mojej obecności. Zawsze był milczącym obserwatorem mojego dręczenia. Jego oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, dając mi lepszy widok na kolory wirujące w ich wnętrzu.
Przysięgam, że słyszałam, jak więź partnerska z trzaskiem budzi się do życia między nami. Uczucie uderzyło jak pociąg towarowy, grzechocząc moimi kośćmi i szczękając zębami. Nagle zauważyłam rzeczy, o których zapomnienie starałam się przez lata. Jego włosy były miękkie i gęste, jaśniejsze niż kolor pszenicy. Okalały jego mocną twarz idealnie, podkreślając ostrą linię szczęki i wysokie kości policzkowe.
„Przeznaczony”. Głos mojej wilczycy był wypełniony podziwem, gdy patrzyła na Atlasa, jakby widziała go po raz pierwszy.
To Atlas pierwszy oderwał wzrok – by spojrzeć na swoją dziewczynę, Michelle.
To wtedy zdałam sobie sprawę, że świat nie jest czarno-biały, lecz spowity w rozległe odcienie szarości.
Michelle wyglądała na zdruzgotaną, jej własne oczy napełniły się łzami. Jej dolna warga drżała, ręce się trzęsły. Prawie zapomniałam, że spotykali się od dwóch lat, on był jej pierwszy. Zazdrość zapłonęła w moich żyłach, moja wilczyca wyła na dziewczynę, która dawno temu ukradła mojego partnera. Michelle nie była na wskroś złą osobą. Jasne, była okropnym dręczycielem, ale była też zakochaną dziewczyną. Zachowała w sobie dobro dla Atlasa, może on odwzajemniał to samo.
– Nie pozwól mu zniszczyć mojej książki – zaszlochałam cicho, ogłuszające wycie mojej wilczycy dzwoniło mi w uszach. – Proszę, Atlas.
Nigdy wcześniej nie wypowiedziałam jego imienia, nigdy nie słyszałam, jak spada z moich ust. Jego imię brzmiało właściwie na moim języku, smakowało słodko i długo. Było jasne, że on też czuł skutki więzi partnerskiej. Coś błysnęło w jego oczach, jego twarz złagodniała na jeden moment. Zanim zdążyłam nacieszyć się tym widokiem, jego twarda maska została założona z powrotem. Jego oczy wwiercały się we mnie, zanim przeskoczyły na Deana.
Miałam pewną nadzieję, tylko skrawek nadziei, że Atlas mnie zaskoczy. Że zaakceptuje mnie jako swoją partnerkę, zakończy udrękę i spędzi resztę życia, chroniąc mnie. Byłam wtedy słabsza, wierzyłam, że potrzebuję ochrony. Wszystko, czego pragnęłam, było w zasięgu ręki, a jednak nie otrzymałam niczego.
Atlas skinął raz głową do Deana, który uśmiechnął się okrutnie w odpowiedzi. Odwróciłam głowę, wiedząc, że ten widok tylko bardziej złamie mi serce.
Dźwięk darcia rozszedł się po korytarzu, a po nim nastąpiły lekkie uderzenia mojej książki, gdy w kawałkach spadała na podłogę. Nie mogłam powstrzymać się od spojrzenia na książkę, tę, którą nosiłam ze sobą od lat. Była podarta na pięć części, przypadkowe strony i kawałki okładki były rozrzucone po podłodze.
Atlas podjął decyzję, gdy pozwolił Deanowi zniszczyć moją książkę, to było jasne. Wybrał ją; swoją dziewczynę od dwóch lat. Czy to czyniło go w pełni złym? Złym za wybranie dziewczyny, którą kochał przez dwa lata swojego życia? Nie, nie był zły. Okrutny, tak, ale nie zły. Partnerzy byli świętością, ale odrzucenia czasem się zdarzały.
– Zabierz Michelle do stołówki, zaraz tam będę. – Atlas skinął na Deana, a ja zastanawiałam się, czy jego głos zawsze tak brzmiał. Jedwabisty, a jednak szorstki, gładki, a jednak chropawy. Słyszałam jego głos wiele razy przez te lata, ani razu nie doceniając jego brzmienia.
Odwróciłam głowę od Michelle, wzdrygając się na szloch, który opuścił jej usta. Czułam jej ból, odzwierciedlony tysiąckrotnie we mnie. W końcu Atlas Andino był moim przeznaczonym.
„Ona może wyleczyć się ze zwykłego złamanego serca” – syknęła moja wilczyca w umyśle, a jej wściekłość falowała. „Odrzucenie to coś więcej”.
Miała rację; Atlas i ja byliśmy dwiema połówkami całości. Pasowaliśmy do siebie idealnie, byliśmy dla siebie stworzeni.
– Ja, Atlas Andino… – Jego pełne usta się rozchyliły, jego niesamowicie jasne oczy były twarde i odległe. – …odrzucam cię, Raelynn Tress, jako moją partnerkę i Lunę.
















