W jednej chwili stałam na dziwnej polanie, otoczona gładkimi, ułożonymi w krąg kamieniami, a wszechogarniająca cisza mroziła mnie do szpiku kości. W następnej byłam niemal sparaliżowana ze strachu.
Przez polanę przemknął podmuch wiatru, zimniejszy niż cokolwiek, co kiedykolwiek czułam. Wraz z nim nadszedł cuchnący odór pleśni i stęchłych wód. Zapach ten sprawił, że zmarszczyłam nos; nie mogłam pom
















