Evander:
Podążałem za moim pięknym „Czerwonym Kapturkiem” – takim przezwiskiem ją obdarzyłem, kiedy pierwszy raz na nią spojrzałem. Była wciąż tak samo ponętna, jak pierwszej nocy, którą spędziliśmy sami ze sobą. Nie licząc lekkich cieni pod oczami z braku odpowiedniego snu, starzała się niczym dobre wino. Wciągnęła mnie do głównych drzwi Kliniki, gdzie przywitał nas wścibski tłum szczeniąt owczar
















