Z perspektywy Vanyi:
– Vanya? – Nieznany kobiecy głos rozbrzmiał bezpośrednio w granicach mojego umysłu, przecinając oślepiającą fizyczną agonię, która rozrywała moje wnętrze.
Vulkan wciąż we mnie wchodził, zaślepiony własną chorą przyjemnością, a jego ciężar wgniatał moją twarz w materac. Jego pomruki i obrzydliwe plaskanie ciał wydawały się nagle być miliony kilometrów stąd, zastąpione władczym rezonansem tej nowej obecności.
– Kim jesteś? – zapytałam głos, niepewna, czy mogę zaufać temu wtargnięciu, czy może mój pęknięty umysł po prostu tworzył halucynację, by uchronić mnie przed traumą gwałtu.
– Jestem twoim wilkiem, Nyx. – Byt przedstawił się, a jej ton brzmiał z niezaprzeczalnym autorytetem. W ciemnych zakamarkach mojej psychiki objawił się żywy obraz — potężnego wilka o srebrzystoszarym, jedwabistym futrze i przenikliwych srebrnych oczach, z których biła czysta dominacja.
– Dlaczego teraz? – zażądałam, a irytacja zapłonęła pod moim bólem. – Po tym, jak zostawiłaś mnie samą przez te wszystkie lata tortur?
Nyx podeszła bliżej w mojej mentalnej przestrzeni. – Cierpliwie czekałam w cieniu przez cały czas. Obserwując cię, słuchając i ucząc się ciebie. Ukazałam się już wcześniej. Pamiętasz swoją pierwszą walkę o przetrwanie w klatce?
Zadrżałam na zimnej pościeli na to wspomnienie. Przypomniałam sobie metaliczny smak krwi, bezlitosne kopnięcia w żebra, a potem tę duszącą czerń.
– Tamto zaćmienie było moim przejęciem kontroli – stwierdziła Nyx, potrząsając masywną głową. – Ten gnojek Vulkan był w szoku, widząc, jak ta mała dziewczynka się przemienia.
Przerażająca świadomość uderzyła mnie jak fizyczny cios. Vulkan wiedział. Przez cały ten czas wiedział o moich zdolnościach do częściowej przemiany i celowo trzymał mnie w uśpieniu. Szalejące inferno gniewu zapłonęło w mojej piersi, wypalając ból i bezradność.
– Jesteś silniejsza, niż myślisz, Vanyu – mruknęła zachęcająco Nyx, dotykając mojego umysłu, a jej pierś wibrowała z niecierpliwości. – Teraz czas, byśmy pokazały mu nasze prawdziwe ja.
– Jestem gotowa – powiedziałam stanowczo, a w moim mentalnym głosie zabrzmiały mordercze zamiary.
Ogromne, wrzące gorąco wybuchło w moich żyłach. Ogień przepłynął przez mój układ nerwowy, gdy Nyx przejęła kontrolę nad moją fizyczną formą. Przytłaczający mrok w pokoju z powrotem odzyskał ostrość. Bicie mojego serca ryczało w moich uszach jak wojenny bęben. Poczułam wybuchową siłę zasilającą moje mięśnie. Moje paznokcie wydłużyły się, zmieniając się w ostre jak brzytwa pazury, a z mojej piersi wyrwał się głęboki, gardłowy warkot. Vulkan zamarł w połowie pchnięcia, a jego sadystyczny śmiech zamarł na ustach, gdy moje ciało stwardniało pod nim.
Wykorzystując tę nowo odkrytą moc, z ogromną siłą uderzyłam tyłem czaszki prosto w jego twarz.
Rozkoszowałam się wspaniałym, mokrym chrzęstem jego pękającej chrząstki. Pod wpływem uderzenia przemieściły się fragmenty kości. Vulkan krzyknął z bólu, staczając się do tyłu i wyrywając się ze mnie. Nie zmarnowałam nawet ułamka sekundy. Odwróciłam się i skoczyłam na jego zdezorientowane ciało. Rozszarpywałam jego ciało pazurami, rwąc pasma skóry z jego klatki piersiowej. Wyprowadziłam druzgocące ciosy w jego szczękę, działając w stanie czystej żądzy krwi. Cięłam i krzyczałam, rozrywając go na strzępy, aż ciężkie drewniane drzwi otworzyły się z trzaskiem.
Nagły, palący ból eksplodował z boku mojej szyi.
W drzwiach stał strażnik z uniesionym karabinem na środki usypiające. Srebrna kula z tojadem utkwiła głęboko w moim mięśniu. Ciężka toksyna natychmiast zalała mój krwiobieg. Walczyłam, drapiąc i kopiąc powietrze, ale trucizna siłą ściągnęła moją świadomość w duszącą ciemność.
Przez kolejne dwa brutalne, przesiąknięte krwią lata po tym incydencie, Vulkan popychał mnie do granic wytrzymałości. Nieustannie rzucał mnie na ringi przeciwko znacznie większym i dużo silniejszym nadnaturalnym przeciwnikom, żądny sprawdzenia, ile kar mogę przyjąć, zanim pęknę. Ale przeliczył się. Nyx i ja stanowiłyśmy zjednoczony front. Trenowałyśmy ciężej. Walczyłyśmy bardziej zaciekle, zamieniając jego kary w naszą własną, osobistą kuźnię i zawsze upewniałyśmy się, że schodzimy z ringu żywe.
Ta brutalna historia doprowadza mnie do mojej obecnej, żałosnej sytuacji. Siedzę w spowitej całkowitym mrokiem dziurze, znanej w całym ośrodku jako „dół”. Wrzucono mnie tu po niedawnej, nieudanej próbie ucieczki. Podczas transportu pewien strażnik był zbyt zajęty próbowaniem mnie obmacywać. Oplotłam nogi wokół jego szyi, skręciłam mu kark i wyważyłam drzwi transportowca, tylko po to, by przyjąć w ramię kulę z płynnym srebrem i tojadem.
Opieram się o zimną ścianę, w bolesnym procesie gojenia tej rany. Nawet ze srebrem wypalającym moje ciało, mój organizm wykształcił na nie ogromną tolerancję.
Nagłe, ostre brzęczenie żelaznych łańcuchów odbija się echem od wilgotnych, kamiennych ścian, a po nim następuje ciężki stukot bojowych butów.
Masywne żelazne drzwi otwierają się z hukiem, oślepiając moje przyzwyczajone do ciemności oczy ostrym, sztucznym światłem.
– Wstawaj! Mamy do przygotowania ważną walkę – warknął groźnie Vulkan. W jego ciemnych oczach wyraźnie błyszczało obrzydliwe, chciwe podniecenie, gdy patrzył na mnie z góry.
– A jeśli odmówię? – odparowałam, śmiejąc się wprost z jego pogłębiającego się grymasu wściekłości.
Wskazał palcem na trzech masywnych, wyraźnie napalonych strażników stojących tuż za nim. Mierzyli moje ciało wzrokiem pełnym szaleńczego pragnienia. – Wtedy pozwolę im zrobić z tobą, co zechcą.
– Hah. Akurat by to przeżyli – zakpiłam z całkowitą pewnością siebie. Powoli podniosłam się na nogi, a moje mięśnie napięły się w oczekiwaniu, i przeszłam obok mężczyzn.
Eskortowana spleśniałym korytarzem przez nerwowych strażników, zostałam skierowana na obszar treningowy, aby ukończyć moją codzienną rutynę rozgrzewkową. Pojęcie rozgrzewki według Vulkana zazwyczaj polega na wrzuceniu mnie do bezpardonowego dołu z kilkoma mężczyznami, aby upewnić się, że jestem odpowiednio naładowana.
Dziś dostarczył pięciu doświadczonych wojowników.
Bez cienia wahania czy litości, systematycznie i brutalnie masakruję wszystkich pięciu na skraj śmierci. Robię unik przed wymiatającym kopnięciem, łapię napastnika za gardło i uderzam jego głową o betonową podłogę. Wykonuję obrót na pięcie, wymierzając miażdżący kości cios łokciem w szczękę drugiego mężczyzny. Pozostali trzej ruszają na mnie jednocześnie. Padam nisko, podcinając im nogi i spuszczam ciężki deszcz ciosów prosto na ich twarze, aż ich rysy stają się śliskie od karmazynu.
Od niechcenia strzepując gęstą krew ze swoich posiniaczonych knykci, powoli odwracam się, by spojrzeć na chełpliwego Vulkana stojącego po drugiej stronie metalowej kraty.
– Brawo! Moja Vanyu, z pewnością zarobisz dla mnie dziś niezłą sumkę – napawał się, zacierając ręce w czystej chciwości. Światło odbiło się w jego oczach, podkreślając skręconą bliznę na jego twarzy — moje dzieło sprzed dwóch lat.
– Co jest takiego wyjątkowego w tej walce? – zapytałam obojętnie. Podeszłam do miednicy w rogu i metodycznie zmęłam z twarzy brud i zaschniętą krew. Chłód nie sprawiał mi żadnej przyjemności, gdy mętna woda chlapała z powrotem do pokrytego glonami wiadra. Chwyciłam swoje ubrania do walki i mocno ściągnęłam moje długie, hebanowe włosy w ich charakterystyczny, praktyczny wysoki kucyk. Działał jak peleryna, uderzając dookoła z dodatkowym efektem, ilekroć gwałtownie obracałam głowę podczas walk.
Vulkan wypiął klatkę piersiową i dumnie ogłosił: – Słynny Alfa „Bloodvoid” Kael oficjalnie zażądał, by wszyscy utalentowani i śmiercionośni wojownicy wzięli udział w nadchodzących Mistrzostwach Wojowników, których gospodarzem jest jego terytorium.
– Cóż, czyż nie jestem po prostu największą szczęściarą – zaśmiałam się na głos, a w moim głosie zabrzmiała arogancka, sarkastyczna nuta.
Ciężko uzbrojeni strażnicy podeszli nerwowo, aby zakuć moje nadgarstki i kostki w ciężkie żelazne kajdany. Poczekałam, aż znajdą się cale ode mnie, a potem celowo rzuciłam się do przodu. Mężczyźni cofnęli się w przerażeniu, próbując rozpaczliwie się osłonić. Uśmiechnęłam się pod nosem, czerpiąc odrobinę rozbawienia z patrzenia, jak te mięczaki kulą się ze strachu.
– Wystarczy! Wyjeżdżamy teraz do Klanu Wilków Otchłani – krzyknął niecierpliwie Vulkan. Odwrócił się ostro na pięcie, by wyprowadzić mnie na zewnątrz, prosto do ciężko opancerzonej ciężarówki transportowej.
Strażnicy zabezpieczyli moje łańcuchy i wepchnęli mnie na tył. Kiedy pojazd opuścił kompleks, obierając kurs na renomowany Klan Wilków Otchłani, oparłam się plecami o zimne, metalowe wnętrze. Słuchałam ryku silnika i zdałam sobie sprawę, że gówno mnie obchodzi ten rzekomo przerażający Alfa czy jego elitarny klan. Nie obchodziły mnie jego cholerne mistrzostwa ani pieniądze, które Vulkan spodziewał się wygrać.
Jedyne, co widziałam, to okazję.
Mistrzostwa oznaczały tłumy, chaos i nieznane terytorium daleko od ufortyfikowanej bazy Vulkana. To mogła być wreszcie moja ostateczna szansa na ucieczkę z tego piekła raz na zawsze.
Wolność.
















