Seraphina
Następnego ranka obudziłam się w najwygodniejszym łóżku, w jakim kiedykolwiek spałam. Przez chwilę nie pamiętałam, gdzie jestem, ale potem wydarzenia z poprzedniego wieczoru powróciły szeroką falą. Inspekcja mojego pokoju w motelu przez Declana, jego naleganie, bym się przeprowadziła, ten niesamowity apartament.
Przeciągnęłam się powoli, czując miękkość pościeli na skórze, i pozwoliłam sobie na krótką chwilę spokoju, zanim ciężar rzeczywistości znów dał o sobie znać. W mojej głowie kłębiły się pytania — dlaczego Declan tak bardzo się zaangażował? Co to dla mnie oznaczało? Ale na razie po prostu chłonęłam cichy spokój poranka, delektując się nim jak rzadkim darem.
Po czekaniu przez cały ranek, nie widząc śladu Declana, rosnący głód w końcu wygnał mnie na zewnątrz. Portier znał moje imię i zaoferował pomoc, ale odmówiłam, czując się nieswojo z powodu tego specjalnego traktowania.
Ekskluzywne delikatesy na parterze były równie luksusowe, jak wszystko inne w tej okolicy. Wybierałam tylko to, co najpotrzebniejsze, gdy znajomy i niepożądany głos przebił się przez cichą atmosferę.
"Proszę, proszę. Zobaczcie, kto to taki."
Odwróciłam się i zobaczyłam stojącą tam Genevieve z ramieniem splecionym z ramieniem Bradleya Harringtona. Jej oczy zwęziły się, gdy mnie dostrzegła.
"Czy to nie ta nowa dziewczyna ze szkoły?" zapytał Bradley, a jego oczy rozbłysły zainteresowaniem. "Mieszkasz w okolicy?"
Uścisk Genevieve na jego ramieniu wyraźnie się zacisnął. "Dlaczego ciągle pojawiasz się wszędzie tam, gdzie my? Śledzisz teraz mojego chłopaka?"
Przewróciłam oczami, kontynuując zakupy. "Twój gust jest naprawdę wątpliwy, skoro kręcą cię tacy faceci" - powiedziałam, patrząc wymownie na Bradleya.
Jej twarz poczerwieniała z gniewu. "Myślisz, że jesteś taka wyjątkowa, bo Lyra Sinclair trzyma twoją stronę?"
Bradley uśmiechnął się z wyższością, celowo przysuwając się do mnie. "Nie słuchaj jej. Może wyskoczymy kiedyś na drinka? W którym apartamencie mieszkasz?"
Genevieve przesunęła się, blokując mi drogę. "Nigdzie nie pójdziesz, dopóki z tobą nie skończę."
Czułam, że moja cierpliwość się kończy. "Zejdź mi z drogi" - powiedziałam cicho, a w moim głosie zabrzmiała nuta ostrzeżenia.
Zamiast tego niespodziewanie wyciągnęła rękę, chwytając mnie za ramię. "Myślisz, że jesteś dla nas zbyt dobra? Pretensjonalna suko!"
Wtedy właśnie zauważyłam srebrną bransoletkę na jej nadgarstku. Szarpnęłam się instynktownie, ale za późno — metal zdążył otrzeć się o moją skórę.
Początkowy kontakt przypominał lekkie oparzenie, przez co syknęłam z bólu. Oczy Genevieve rozszerzyły się ze zdziwienia na moją reakcję, ale jej wyraz twarzy szybko stał się złośliwy.
Przepchnęłam się obok niej. "Trzymaj się ode mnie z daleka, ty psychopatko!"
Zanim dotarłam na chodnik, miejsce, w którym dotknęło mnie srebro, zaczęło pulsować. Spojrzałam w dół i zobaczyłam mały czerwony ślad, który gwałtownie ciemniał. Następnie, ku mojemu przerażeniu, od punktu kontaktu zaczęły rozchodzić się cienkie, czarne linie, tworząc pod moją skórą wzór przypominający pajęczynę.
"Nie" - wyszeptałam, a panika zaczęła we mnie narastać. "Coś jest nie tak... moja reakcja na srebro nie powinna być aż tak ostra."
Ból potęgował się z każdą mijającą sekundą. Moje widzenie zaczęło się rozmazywać na obrzeżach. Zatoczyłam się do przodu, ściskając w jednej dłoni torbę z zakupami, a drugą opierając o ścianę budynku dla zachowania równowagi.
Mój oddech stawał się krótki i rzężący, a na czole wystąpił zimny pot. Każdy nerw w moim ramieniu krzyczał z bólu, a ja walczyłam z falą strachu, która ściskała mnie za gardło. Czarne linie wydawały się żyć, pulsując mroczną energią, od której cierpła mi skóra. Próbowałam się uspokoić, zmuszając moje ciało do wytrzymania jeszcze trochę dłużej.
Czarne linie nadal pełzły w górę mojego ramienia, a każde uderzenie serca wpychało srebrną truciznę głębiej w mój organizm. Oddychanie stało się uciążliwe, a na moim czole perlił się pot, mimo chłodnego powietrza.
Udało mi się dotrzeć aż na parking, zanim nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Torba z zakupami wyślizgnęła mi się z palców, gdy chwyciłam się maski samochodu, by utrzymać się w pionie. Srebrna toksyna pobudzała moją stłumioną wilczą naturę, powodując bolesne skurcze w całym ciele.
"Nie... nie tutaj" - jęknęłam, walcząc z transformacją, która groziła przejęciem nade mną kontroli. "Nie mogę stracić panowania... nie w miejscu publicznym..."
Szukałam po omacku telefonu, ale moje palce były odrętwiałe i odmawiały współpracy. Przez trzy lata wygnania nigdy nie doświadczyłam tak silnej reakcji na srebro.
Gdy moje kolana w końcu się ugięły, osunęłam się po samochodzie na zimny asfalt. Moja świadomość szybko zanikała, a świat wokół mnie stawał się odległy i przytłumiony.
Przez mgłę bólu byłam mgliście świadoma zbliżających się kroków. Nie mogłam podnieść głowy, by zobaczyć, kto to był, ale wyczułam, że ktoś klęka obok mnie.
Ciepła dłoń dotknęła mojego zranionego ramienia, a męski głos przeklął. "Cholera, to rana od srebra!"
Chciałam odepchnąć nieznajomego, ale nie potrafiłam sformułować słów. Dotyk w miejscu rany przesłał przez moje ciało kolejną falę agonii, w jakiś sposób potęgując działanie srebra.
"Nie..." zdołałam wyszeptać. "Nie dotykaj mnie..."
Nieznajomy zignorował moje błaganie, z wyraźnym niepokojem badając rozprzestrzeniające się czarne linie. Gdy pochylił się bliżej, wyczułam potężny zapach — bez wątpienia należący do wilkołaka.
Próbowałam się wyrywać, ale opuściły mnie siły. Nieznajomy podniósł mnie bez wysiłku, ale gdy to zrobił, srebrna toksyna zdawała się gwałtownie reagować na jego dotyk, rozprzestrzeniając się w moim organizmie jeszcze szybciej.
"To boli..." wydyszałam. "Dlaczego... jest gorzej, gdy ty... dotykasz..."
Poczułam, jak kładzie mnie w pojeździe; jego głos był naglący, ale docierał do moich uszu we fragmentach. Ruch samochodu przyspieszył uczucie pieczenia, a ciemność coraz bardziej przysłaniała mi wzrok.
O dziwo, za każdym razem, gdy nieznajomy dotykał mnie, aby poprawić moją pozycję lub sprawdzić puls, pieczenie srebra się nasilało, jakby jego obecność w jakiś sposób wzmacniała ten efekt.
"Dlaczego... jego dotyk... sprawia, że srebro... jest silniejsze?" pomyślałam mętnie, gdy moja świadomość zanikała.
Ostatnią rzeczą, jaką zarejestrowałam przed zapadnięciem w całkowity mrok, była otaczająca mnie potężna aura Alfy, znajoma od... Declana?
















