Seraphina
Następnego dnia świetlówki bzyczały nad moją głową, gdy zmierzałam z powrotem do laboratorium.
Doktor Anderson szedł przede mną, a jego kitel łopotał, gdy przeciągał kartę dostępu przy drzwiach bezpieczeństwa. Za nim zauważyłam nowego konsultanta, Dylana, który podążał za nami z tym swoim irytująco badawczym spojrzeniem. Coś z nim było nie tak, ale nie mogłam dokładnie określić, co to by
















