Seraphina
Ze zrezygnowanym westchnieniem wsunęłam klucz do zamka i popchnęłam drzwi, odsłaniając mój skromny tymczasowy dom. Mały pokój mieścił zaledwie pojedyncze łóżko z wyblakłą kołdrą, chwiejne biurko i krzesło, które wyglądało, jakby miało się zapaść pod jakimkolwiek znaczącym ciężarem. Drzwi do łazienki były widoczne na przeciwległej ścianie, lekko uchylone, ukazując wyszczerbione płytki i zasłonę prysznicową, która czasy świetności miała już za sobą.
Declan wszedł do środka, nie czekając na zaproszenie. Jego wysoka sylwetka sprawiała, że pokój wydawał się jeszcze mniejszy, niż był w rzeczywistości. Jego oczy zwęziły się, gdy oceniał moje warunki życia, dostrzegając plamy po zaciekach na suficie i pojedyncze okno z lichym zamkiem.
– To tutaj się zatrzymałaś? – Jego ton był neutralny, ale wyczuwałam kryjące się pod nim osądzanie.
– To tylko tymczasowe – powiedziałam defensywnie, opierając się o framugę drzwi, zamiast wchodzić do końca. Utrzymanie pewnego dystansu między nami wydawało mi się konieczne. – Mówiłam ci, szukam czegoś bardziej na stałe.
Declan podszedł do okna i przetestował je, popychając do góry. Przesunęło się z ledwo wyczuwalnym oporem. – Ten zamek jest bezużyteczny – mruknął, bardziej do siebie niż do mnie. – Każdy mógłby się tu dostać przy minimalnym wysiłku.
Skrzyżowałam ramiona. – Jak dotąd świetnie sobie radziłam.
Odwrócił się do mnie z poważnym wyrazem twarzy. – To miejsce nie jest bezpieczne dla kogoś takiego jak ty.
– Kogoś takiego jak ja? – rzuciłam wyzwanie, unosząc brew.
– Samotnego wilka z wrogami – wyjaśnił. – Ci ludzie, którzy mnie zaatakowali tamtej nocy w Nowym Jorku, mieli srebrne kule. To łowcy, Seraphina. A skoro wyśledzili mnie aż w Bostonie, mogą wyśledzić również ciebie.
Chciałam się spierać, ale to było logiczne. Srebrne kule oznaczały łowców, a ci rzadko przestawali, dopóki nie wyeliminowali swojego celu. Mimo to nie zamierzałam przyznać mu racji.
Declan kontynuował inspekcję, sprawdzając lichy łańcuch w drzwiach i okno w łazience, które również otwierało się zdecydowanie zbyt łatwo. Kiedy wrócił do głównego pokoju, wydawało się, że podjął już decyzję.
– Spakuj swoje rzeczy – powiedział tonem, który nie pozostawiał miejsca na dyskusję. – Mam dla ciebie bezpieczniejsze miejsce.
Nie ustępowałam. – Doceniam pańską troskę, panie Sterling, ale potrafię o siebie zadbać.
Jego oczy błysnęły nutą siły alfy, niewystarczającą, by mnie do czegoś zmusić, ale na tyle zauważalną, by jasno ukazać jego frustrację. – Tu nie chodzi o twoją niezależność. Chodzi o praktyczne bezpieczeństwo. Ten pokój motelowy równie dobrze mógłby mieć wywieszkę powitalną dla łowców.
Przez pełną napięcia chwilę wpatrywaliśmy się w siebie. Część mnie chciała odmówić dla zasady - przecież przetrwałam sama przez trzy lata. Ale inna część, ta racjonalna, wiedziała, że miał rację. Ten pokój był śmiesznie słabo zabezpieczony.
– Jeśli cokolwiek się stanie – dodał Declan, a jego głos nieco złagodniał – nie będziesz w stanie się tutaj obronić. A ja zawdzięczam ci życie, pamiętasz?
Ten ostatni komentarz przechylił szalę. Nie dlatego, że chciałam, aby spłacił jakikolwiek dług, ale dlatego, że przypomniał mi, iż moje bezpieczeństwo wpływa teraz na innych. Gdyby łowcy przyszli po mnie tutaj, niewinni ludzie w motelu mogliby znaleźć się w krzyżowym ogniu.
– W porządku – ustąpiłam z westchnieniem. – Jakie miejsce masz na myśli?
---
Rezydencje Beacon Hill były wręcz oszałamiające. Położony w najbardziej ekskluzywnej dzielnicy w centrum Bostonu lśniący wieżowiec górował nad okolicznymi budynkami, a jego szklana fasada odbijała zachmurzone niebo. Umundurowany portier przywitał Declana po imieniu, gdy weszliśmy do wyłożonego marmurem lobby.
– Dobry wieczór, panie Sterling – powiedział mężczyzna z szacunkiem.
Declan skinął głową z uznaniem, prowadząc mnie w stronę prywatnych wind. Nie mogłam powstrzymać uczucia, że nie pasuję do tego miejsca w moich zwykłych dżinsach i swetrze, zwłaszcza u boku Declana w jego idealnie skrojonym garniturze.
– Większość mieszkańców tego budynku to bogaci ludzie – wyjaśnił Declan, podczas gdy winda płynnie wznosiła się w górę. – Ale system bezpieczeństwa został specjalnie zaprojektowany z myślą o naszym gatunku.
Winda otworzyła się bezpośrednio na przestronny apartament na trzydziestym piętrze. Przestrzeń była nowoczesna i minimalistyczna, a okna sięgające od podłogi do sufitu oferowały zapierający dech w piersiach widok na panoramę Bostonu i zatokę Elliott w oddali. Meble wyglądały na drogie, ale wygodne — duża narożna sofa, szklany stolik kawowy i system rozrywki dominowały w części dziennej.
– To jeden z kilku apartamentów, które posiadam w tym budynku – powiedział Declan, uważnie obserwując moją reakcję. – W tej chwili jest wolny, więc jest idealny dla kogoś, kto potrzebuje bezpieczeństwa i prywatności.
Powoli rozejrzałam się po wnętrzu, chłonąc to wszystko. Kuchnia była ultranowoczesna, wyposażona w lśniące urządzenia ze stali nierdzewnej. Korytarz prawdopodobnie prowadził do sypialni i łazienek. Wszystko było nieskazitelnie czyste, jakby ekipa sprzątająca właśnie skończyła pracę.
– Okna i drzwi są wzmocnione – kontynuował Declan, wskazując na niemal niewidoczne łączenia. – Mogą wytrzymać znaczną siłę i są wyłożone specjalnym materiałem, który pomaga blokować wnikanie cząsteczek srebra.
Przesunęłam palcami po ramie okiennej, zauważając niezwykłą gęstość szkła. – Bogaci ludzie naprawdę żyją w innym świecie – mruknęłam. – Nawet wasze drzwi i okna potrafią odeprzeć srebrną broń.
– Tu nie chodzi o bogactwo – odpowiedział Declan, chociaż oboje wiedzieliśmy, że to tylko częściowo prawda. – Chodzi o konieczność. Nasz gatunek potrzebuje takich zabezpieczeń.
Odwróciłam się do niego, wciąż zmagając się ze zrozumieniem jego motywów. – Dlaczego to robisz? Dlaczego mi pomagasz?
Zanim zdążył odpowiedzieć, zadzwonił jego telefon. Wyciągnął go z kieszeni, spojrzał na ekran i zmarszczył brwi. – Muszę to odebrać. – Odszedł na bok, mówiąc cichym, ponaglającym tonem.
Kiedy wrócił, jego wyraz twarzy był napięty. – Muszę iść. Mamy nagły wypadek w firmie. – Sięgnął do kieszeni i wyciągnął wizytówkę. – Jutro rano przywiozę ci klucze i podstawowe zapasy. Zamknij za mną drzwi.
Ot tak, wyszedł, zostawiając mnie samą w luksusowym apartamencie. Stałam na środku salonu, czując jednocześnie wdzięczność i podejrzliwość.
Podeszłam do okien, patrząc na światła miasta, które zaczynały migotać wraz z zapadającym zmierzchem. Widok był spektakularny, ale wszystko, o czym mogłam myśleć, to jak dokonać zemsty...
















