Jego Przeznaczona Hakerka: Wygnana Luna

Jego Przeznaczona Hakerka: Wygnana Luna

Autor: Liam Mason

Rozdział 9
Autor: Liam Mason
4 maj 2026
Seraphina Restauracja The Conservatory była dokładnie tym, czego się spodziewałam — pomnikiem bogactwa i przywilejów. Kryształowe żyrandole zwisały z wysokich sufitów, rzucając pryzmatyczne światło na stoły spowite nieskazitelnie białym lnem. Siedzenia były obite prawdziwą skórą, a nawet powietrze pachniało luksusem — subtelną mieszanką rzadkich przypraw i starzonego wina. Kierownik sali omal nie potknął się o własne nogi, gdy Declan przeszedł przez próg. – Panie Sterling! – Mężczyzna ukłonił się tak nisko, że myślałam, iż dotknie czołem podłogi. – Pański pokój VIP jest gotowy. Tędy, proszę. Powstrzymałam parsknięcie zniesmaczenia. *Kolejny Alfa cieszący się swoją władzą i przywilejami. To najgorszy rodzaj — myślą, że wszystko i wszyscy należą do nich.* Gdy podążaliśmy za menedżerem restauracji przez główną salę jadalną, zauważyłam, jak inni goście wpatrują się w Declana z mieszaniną podziwu i zazdrości. Sam menedżer szedł z takim szacunkiem, że przez cały czas był dosłownie zgięty w pół. Declan z kolei zdawał się być całkowicie niewzruszony tym wyjątkowym traktowaniem. Szedł ze swobodną pewnością siebie kogoś, kto nigdy nie kwestionował swojego miejsca w świecie — bo nigdy nie musiał. Gdy tylko usiedliśmy w naszej prywatnej sali, natychmiast zjawił się kelner, by przyjąć zamówienia. – Poproszę T-bone'a, krwistego – powiedział Declan, nawet nie otwierając menu. – Dla mnie to samo! – wtrąciła radośnie Lyra. – Wyjątkowo krwisty, poproszę! Kiedy kelner zwrócił się do mnie, powiedziała: – Ten sam stek, ale dobrze wysmażony. I sałatkę ogrodową do tego, poproszę. Declan uniósł brew. Kiedy kelner odszedł, czułam na sobie jego intensywne, badawcze spojrzenie. – Nie lubisz krwistego mięsa? – zapytał swobodnym tonem, ale jego oczy były ostre z zaciekawienia. Wzruszyłam ramionami, celowo unikając jego wzroku. – Wolę dobrze wysmażone. – To nietypowe dla... – Przerwał, zerkając na zamknięte drzwi, zanim dokończył: – dla naszego gatunku. – Przystosowałam się do ludzkich preferencji żywieniowych. Declan pochylił się, nadziewając na widelec kawałek chleba z koszyka między nami. – Surowe mięso daje nam siłę. Leży w naszej naturze. – Moja natura się zmieniła – odpowiedziałam sucho. Kiedy przyniesiono nasze posiłki, steki Declana i Lyry były rzeczywiście krwiste — czerwone soki zbierały się na ich talerzach jak po świeżym polowaniu. Mój, dla kontrastu, był całkowicie wysmażony, bez najmniejszego śladu różu. Declan ukroił kawałek swojego steka. Mięso było tak delikatne, że nóż ledwie go musnął. Wyciągnął widelec w moją stronę. – Spróbuj. Twój wilk to doceni. Pokręciłam głową. – Nie, dziękuję. Mój żołądek przyzwyczaił się do dobrze ugotowanego jedzenia. Lyra podniosła wzrok znad talerza, a ciekawość rozjaśniła jej oczy. – Ale wszystkie wilki lubią krwiste mięso. Mamy to w DNA. – Przysunęła się bliżej, delikatnie węsżąc. – Prawie w ogóle nie czuję twojego wilka. Byłaś ranna? Uśmiechnęłam się z przymusem, nie odpowiadając. Prawda — to, że od lat próbowałam obudzić mojego wilka za pomocą specjalistycznych ziół — nie była czymś, czym chciałam się dzielić. – Z jakiego jesteś stada? – zapytała Lyra, wycierając kącik ust serwetką. – Chyba nie widziałam cię na żadnym ze zgromadzeń. – Nie należę do żadnego stada – odpowiedziałam chłodnym, opanowanym głosem. Oczy Lyry rozszerzyły się. – Bez stada? Ale każdy potrzebuje stada! – Jej twarz rozjaśniła się nagłą inspiracją. – Powinnaś dołączyć do naszego! Do Bostońskiego Stada Żelaznej Krwi! Mój wujek jest Alfą, więc nikt nie ośmieliłby się ciebie dręczyć! – Dziękuję, ale jestem przyzwyczajona do bycia zdanej na siebie – powiedziałam, krojąc kolejny kawałek steka z nieco większą siłą, niż to było konieczne. – Gdzie mieszkasz w Bostonie? – zapytała Lyra, najwyraźniej zdeterminowana, by podtrzymać rozmowę mimo mojej oczywistej niechęci. – Dopiero co wróciłam do Bostonu. Na razie zatrzymałam się w motelu, szukam mieszkania. – Mogłabyś zamieszkać u nas! – zaoferowała natychmiast Lyra. – Mamy ogromne pokoje gościnne! Pokręciłam głową stanowczo. – Wolę swoją prywatność, dzięki. – Jasper – powiedział nagle Declan, odwracając się do swojego asystenta, który w milczeniu jadł przy oddzielnym stoliku blisko drzwi. – Czy nie masz mieszkania do wynajęcia? Jasper wyglądał na zaskoczonego i omal nie zakrztusił się wodą. – T-tak, panie Sterling. – Nie stać mnie na to – powiedziałam szybko, czując się uwięziona w potrzasku. – Nie mam teraz zbyt wiele pieniędzy. Declan lekko zmarszczył brwi. – Jako studentka medycyny o twoich umiejętnościach z pewnością zasługujesz na lepsze warunki niż w motelu. – Moja obecna sytuacja jest, jaka jest – odpowiedziałam sztywno. – Zwykłe mieszkanie jest dla mnie bardziej realistyczne. Declan wyglądał, jakby chciał dalej się spierać, ale ku mojemu zaskoczeniu, odpuścił ten temat. --- Po kolacji Declan uparł się, że odwiezie mnie z powrotem do mojego motelu. Lyra została wysadzona w domu, więc zostaliśmy sami we dwoje w jego samochodzie. Cisza między nami była gęsta od niewypowiedzianych pytań. Kiedy dotarliśmy do Starlight Inn, spodziewałam się, że po prostu mnie tu zostawi. Zamiast tego zaparkował samochód i wysiadł. – Co ty robisz? – zapytałam wprost, gdy przeszedł na moją stronę. – Upewniam się, że bezpiecznie dotrzesz do swojego pokoju. Wysiadłam z samochodu, trzymając dystans. – Panie Sterling, dlaczego pan to robi? Skąd to zainteresowanie moją osobą? Declan oparł się o swój samochód, a jego wysoka sylwetka odcinała się na tle migoczącego neonu motelu. – Tej nocy, kiedy mnie uratowałaś, zostałaś namierzona. Ci ludzie mieli srebrne kule. To niebezpieczne dla samotnego wilka takiego jak ty. Mój puls przyspieszył. – Skąd jesteś taki pewien, że celowali do mnie, a nie do ciebie, do Alfy? – Tak czy inaczej, zawdzięczam ci życie. – Jego głos opadł niżej. – Przynajmniej pozwól mi upewnić się, że jesteś dziś bezpieczna. Stałam przy wejściu do motelu, ściskając w dłoni klucze. – Dziękuję za kolację i podwózkę, ale tutaj nasze drogi się rozchodzą. Declan pokręcił głową ze stanowczym wyrazem twarzy. – Muszę sprawdzić twój pokój. Ci łowcy mogli cię tu wyśledzić. Z niechęcią poprowadziłam go przodem, a w mojej głowie kłębiły się pytania. *Czego on tak naprawdę chce? Czy naprawdę martwi się o moje bezpieczeństwo, czy chodzi o coś innego?* W ciasnej windzie potężna obecność Declana jako Alfy wypełniała małą przestrzeń, utrudniając oddychanie. Jego zapach — sosny i czegoś dzikiego — owinął się wokół mnie, pobudzając te cząstki mojego wilka, nad których tłumieniem ciężko pracowałam. Idąc korytarzem, przyspieszyłam kroku, zdesperowana, by zakończyć tę niekomfortową bliskość. Stojąc przed swoimi drzwiami, majstrowałam przy kluczu z lekko drżącymi dłońmi. – Jesteśmy na miejscu, panie Sterling. Dotarłam do mojego pokoju – powiedziałam, starając się zabrzmieć swobodnie. Declan nawet nie drgnął, by odejść. – Otwórz drzwi. Muszę się upewnić, że w środku jest bezpiecznie. Mocno zacisnęłam palce na kluczu, w umyśle czując wir sprzecznych emocji. Przez trzy lata nikt nie dbał o moje bezpieczeństwo, o moje samopoczucie. Dlaczego teraz? Dlaczego on?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 9 – Jego Przeznaczona Hakerka: Wygnana Luna | Czytaj powieści online na beletrystyka