Jekov szlocha, wijąc się pode mną. Zaciska dłonie na poszarpanym kikucie ramienia, a krew pulsuje między jego palcami. Wciąż słabo kopie nogami o ziemię, ogarnięty paniką, która objawia się płytkimi, bezużytecznymi haustami powietrza.
– Zdradziłeś mnie. Zdradziłeś ją – warczę, a potem moje zęby zaciskają się na jego twarzy. Jego krzyki cichną, gdy zdzieram mu skórę z policzka.
Jego ciało szarpie s
















