Mała niewolnica dona mafii

Mała niewolnica dona mafii

Autor: Avery Jenkins

2. Sklepienie Gehenny
Autor: Avery Jenkins
27 maj 2026
Czerwone i fioletowe światła tańczyły i migotały wokół mnie, podkreślając ciała egzotycznych tancerek na scenie. Striptizerki w drogiej bieliźnie i perfumach krążyły, serwując drinki lub wypatrując potencjalnych klientów. Ciemnomorskie loże były na wpół pełne, w niektórych z nich tylko mężczyźni i kobiety cieszyli się pokazem, podczas gdy w innych delektowano się tańcem na kolanach. Kilku mężczyzn w garniturach było właśnie odprowadzanych przez tancerki do prywatnych pokoi. Gehenna Vault to ludzki klub ze striptizem w samym sercu jednego z najbardziej zatłoczonych miast w kraju, miejsce dość odległe od mojego domu i szansa na wpadnięcie na kogoś znajomego była znikoma. Nie wspominając o tym, że użyłam maskatora zapachu X2, formuły, która sprawiła, że dla innych wilkołaków pachniałam jak człowiek. Nie chciałam, żeby Malcor mnie tu znalazł. Fakt, że mógł przebywać na terytorium naszego septu, sprawiał, że skręcało mi żołądek, choć powtarzałam sobie, że po prostu odgadł, w co byłam ubrana. Potrzebowałam odpocząć od własnego umysłu i tamtych wiadomości; przez cały dzień nie mogłam się na niczym skupić. Co gorsza, dziś wieczorem wypadało Sanguis Lune. Wydarzenie, które miało miejsce tylko dwa razy w roku. Noc, podczas której wilki bez partnerów udawały się na jedno ze Zgromadzeń Sanguis Lune, by sprawdzić, czy zdołają odnaleźć swoich przeznaczonych. Nie chciałam tam iść, skończyłam z mężczyznami i nie zamierzałam wiązać się z nikim. Po przejściu przez związek, który okazał się całkowitą porażką, nie miałam żadnych oczekiwań co do znalezienia mojego prawdziwego przeznaczonego, ani nie sądziłam, że byłam na to psychicznie gotowa. Nawet jeśli pragnęłam odnaleźć swojego partnera i w głębi duszy chciałam takiej miłości, jaką widziałam u innych wokół mnie, nie byłam pewna, czy on będzie mnie chciał. Nie potrzebowałam, by moje serce znów zostało złamane. Choć bym się do tego nie przyznała, trochę bałam się tego, co o mnie pomyśli, jak bardzo mnie znienawidzi, gdy dowie się o mojej przeszłości. O trupach w mojej szafie; czy mój partner zaakceptuje mnie w całości? A może po prostu mną wzgardzi, albo co gorsza, odrzuci mnie. Gustowna muzyka bardzo mnie relaksuje; tupię stopą do rytmu, siedząc w loży i wpatrując się w tancerki na scenie. Jej ciało zmysłowo kołysze się w rytm bitu. Wypijam szklankę whisky jednym haustem, żałując, że nie mają tu nic mocniejszego. Płyn pali mnie w gardło, oczy lekko mnie szczypią, gdy moje myśli powracają do wiadomości. W tym klubie egzekwowano surową politykę zakazu używania telefonów, a gdybym miała przy sobie komórkę, wiedziałam, że ciągle bym się w nią wpatrywała, myśląc o tych esemesach. Potrzebowałam przerwy od tego – od niego. Nic mnie nie przeraża, nic mną nie wstrząsa, a jednak było w nim coś, co we mnie uderzyło. Nalewam sobie kolejną szklankę, podczas gdy podchodzi do mnie wspaniała brunetka, gotowa mnie zabawiać, ale nie jestem w nastroju. – Nie, dzięki. – Posyłam tej wspaniałej brunetce uśmiech i mrugam okiem. Rozglądam się wokół, zauważając, że większość osób w tym klubie to zamożni biznesmeni. Chwytam szklankę i wypijam ją do dna. Zamykam na sekundę oczy, po czym znów napełniam naczynie. Mój umysł jest burzą emocji. Malcor miał na mnie zbyt wiele; rzeczy, których teraz używa, by mnie szantażować. Wiem, że mogłabym po prostu komuś powiedzieć i moglibyśmy się z tym uporać, ale przez całe życie przysparzałam wszystkim tylko problemów. Było w nim coś, co po prostu nie było normalne, coś, co podpowiadało mi, że jest kimś więcej niż tylko wilkołakiem... Wypiłam dużo, opróżniając do szklanki ostatnie krople z mojej czwartej butelki. Zaczynam czuć, że lekko to na mnie działa. Tego właśnie potrzebowałam... Zamykam oczy, pozwalając muzyce otulić moje zmysły. Dziś chcę tylko przerwy, wiadomościami zajmę się innego dnia... Otwieram oczy, patrząc przez gęste rzęsy na kobiety na scenie. Kocham tańczyć, a taniec na rurze ma w sobie coś dodającego siły i ekscytującego. Jeśli jest dobrze wykonany, to naprawdę jest sztuką. Właściwie ubiegałam się o pracę nieco ponad rok temu w klubie niedaleko domu i nawet ją dostałam, ale udało mi się przepracować tylko jedną zmianę, bo dowiedział się o tym mój brat... Wzdrygam się na samo wspomnienie wściekłości w oczach Kierana, kiedy wpadł do klubu i zobaczył mężczyzn wpatrujących się we mnie. Choć zazwyczaj owijam go sobie wokół palca, w tych rzadkich przypadkach, kiedy naprawdę wpada w gniew... cóż, powiedzmy po prostu: tak. Nie. Zdecydowanie nie. Nie denerwujcie Kierana. Wolałam, by trzymał się bycia przerośniętym, tępawym szczeniaczkiem. Ale nadal jest moim ulubieńcem. Może powinnam pójść potańczyć. Wstałam, kierując się w stronę parkietu, który znajdował się za parą podwójnych drzwi, przeczesując palcami włosy, gdy nagle zastygłam. Uderza we mnie znajomy, niebezpieczny zapach, a moje serce zaczyna łomotać. On tu jest. Ogarnia mnie strach, który rzadko czuję; omiatam wzrokiem okolicę, żałując, że założyłam tak wysokie obcasy, pragnąc wtopić się w tłum. Trzymając głowę nisko, modlę się, by maskator zapachu zadziałał; muszę się stąd wydostać. Przy wejściu dostrzegłam zakapturzonego mężczyznę, a po moich plecach przebiegł dreszcz. To on. Wydaje się, że czegoś lub kogoś szuka. Mnie. Dostrzegając otwierające się drzwi prowadzące do strefy VIP, z których wychodzi kobieta w skąpej spódniczce i wyzywającej bluzce z kartą-kluczem w dłoni, wpadam na pewien pomysł. Dumnym krokiem zmierza do baru, a ja ruszam w jej stronę, niby-przypadkowo na nią wpadając. Mamroczę przeprosiny, wyciągając kartę z jej kieszeni. Moje serce wali jak młot, strach, że mnie znajdzie, przyprawia mnie o mdłości. Dlaczego nie może po prostu dać mi spokoju? Skanuję kartę, ukradkiem rozglądając się wokół, po czym wślizguję się przez drzwi, które odblokowują się z kliknięciem. Potrzebuję po prostu miejsca, by przeczekać, aż sobie pójdzie. Jeśli wszedł na terytorium naszego septu, to musi wiedzieć, że to mój motocykl stoi na zewnątrz. – Słyszałeś to? Zamarłam. Wilkołaki? Czułam ich zapach. Co tu się u licha działo? Przecież to był ludzki klub, prawda? – Nie rozpoznaję tego zapachu, czy ktoś się tu zakradł? O nie. Marszcząc brwi, rozglądam się wokół. Odchodzą stąd trzy korytarze. Bezszelestnie śpieszę tym po lewej stronie i po schodach na górę, dziękując bogini za wyłożone wykładziną korytarze, które tłumią moje kroki. Ku mojej uldze widzę parę szklanych drzwi, które stoją otworem. Wpadam do środka, zamykając je za sobą i wypuszczając powietrze z ulgą. Jestem w dużym pokoju z widokiem z góry na klub, stąd widzę wszystko. Z poziomu parteru to z pewnością wyglądało po prostu jak część lustrzanego wystroju sufitu, nie mogą mnie stamtąd zobaczyć. Rozglądam się po pomieszczeniu. Podłoga zrobiona jest z lśniącego, czarnego marmuru, na środku stoją dwie niebieskie aksamitne sofy i szklany stolik. Z boku znajduje się bar z drinkami, ale bez względu na to, w którą stronę się spojrzy, pokój ten zapewnia doskonały widok na pokaz taneczny poniżej, bez zapachu potu czy podniecenia wiszącego w powietrzu. Czy powinnam tu poczekać? Co powinnam zrobić? Bogini, w co ja się wpakowałam? Mój telefon jest w szafce w szatni, nie mam nawet jak się z kimkolwiek skontaktować. Nagle moich uszu dobiegają odgłosy kroków i rozmów; zbliżają się szybko. Rozglądam się wokół, a moja uwaga pada na bar. Serce mocniej mi bije, gdy pospiesznie chowam się pod nim. Wychylam się z boku, dostrzegając kilku zbliżających się mężczyzn. Dwóch z nich jako pierwsi docierają do drzwi, przytrzymując je dla reszty. Serce mi zamiera, gdy uświadamiam sobie, że wśród nich obecnych jest też kilku wilkołaków. Zaraz mnie wywęszą! Po ich garniturach i niebezpiecznym wyglądzie wyraźnie widać, że to nie przelewki, ale to ten idący w środku najbardziej rzuca się w oczy. Całkowicie przyciągając moją uwagę. Nie tylko jest Alfą, ale moc i dominacja, które od niego biją, są tak intensywne, że prawie zapominam jak się oddycha. Wszyscy inni zdają się blednąć, gdy wpatruję się w mężczyznę pośrodku. Ma na sobie dopasowaną czarną koszulę z podwiniętymi rękawami oraz czarne spodnie i buty. Przerzuconą przez ramię marynarkę trzyma na jednym palcu i mimo panującego w klubie półmroku, nosi okulary przeciwsłoneczne. Jego włosy w kolorze czekolady są krótkie i zaczesane do tyłu. Z tego, co widzę, cała jego szyja, ramiona i dłonie pokryte są tatuażami. A potem moje serce podskakuje, gdy uderza mnie najbardziej odurzający zapach; drzewny i niebezpieczny, z nutą krwistej mandarynki, ciepłego cynamonu i paczuli. I zapach ten pochodzi od nikogo innego, jak od samca Alfy pośrodku. Zatrzymuje się, spinając, po czym lekko obraca głowę. Wyczuł mnie. Niepokój mojego wilka i bicie serca przestają podlegać mojej kontroli. Każda komórka w moim ciele wariuje, gdy wpatruję się w nikogo innego jak boga stojącego przede mną. To mój przeznaczony.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

2. Sklepienie Gehenny – Mała niewolnica dona mafii | Czytaj powieści online na beletrystyka