Mała niewolnica dona mafii

Mała niewolnica dona mafii

Autor: Avery Jenkins

5. Dewastacja
Autor: Avery Jenkins
27 maj 2026
KAELITH. Od momentu jego odrzucenia minęły cztery tygodnie. Tamta noc wstrząsnęła mną o wiele bardziej niż cokolwiek, co zrobił mi kiedykolwiek Malcor. Wciąż pamiętam, jak chwyciłam swoje ubrania, po czym wybiegłam zataczając się z apartamentu. Nie miałam niczego: ani telefonu, ani motocykla. Udało mi się wyprosić u kogoś pożyczenie telefonu i zadzwoniłam do Kierana; w tym czasie zaczął padać deszcz, zmywając zapach mojego tak zwanego przeznaczonego. Ale nie potrafił zmyć tego, co mi zrobił. Mój znak płonął w agonii, a gojenie było spowolnione z powodu odrzucenia. Gdy pojawił się Kieran, milczałam. Kiedy zobaczył w jakim jestem stanie, gniew w jego oczach sprawił, że zalałam się łzami. Nigdy nie widziałam go tak wściekłego, a gdybym nie uczepiła się go i nie błagała, mówiąc, że odbyło się to za obopólną zgodą, byłby gotów zabić. Udało mi się mu wyznać, że mój przeznaczony mnie naznaczył i odrzucił. Gdyby to był ktokolwiek inny niż Varkas, nie obchodziłoby mnie to, ale nie mogłam nikomu powiedzieć, bo to by wszystko zrujnowało. Alaric postradałby zmysły, a Marcello, ojciec Varkasa, miałby wyrzuty sumienia. To dotyczyło całej mojej rodziny, nie tylko mnie. Po prostu nie mogłam. Złapałam się za szyję w miejscu, w którym plamił ją jego znak. Goiło się to przez pełny tydzień. Ogarnęła mnie frustracja i złość, gdy wpatrywałam się w wiadomość na moim telefonie. Malcor. Był problemem, który wciąż nie znikał, i tak jak reszta mojego septu, dowiedział się, że zostałam naznaczona i odrzucona. Jego wściekłość była wyraźna w jego esemesach, a do tego zaczął do mnie wydzwaniać. Ignorowałam połączenia, co tylko sprawiało, że jego groźby się nasilały. Sanguis Lune i jej siostrzany sept, Cerulean Lune, łącznie liczyły ponad cztery tysiące członków. Dosłownie dzieliliśmy to samo terytorium, chociaż obszary mieszkalne były oddzielne. Lata temu byliśmy czymś w rodzaju klanu ludzi mieszkających w lesie, dziwne, prawda? Taa, coś o tym wiem, ale teraz mieliśmy tutaj miniaturowe miasteczko; sklepy, restaurację, kawiarnie, a nawet szkołę i oczywiście ogromny szpital. Jakimś cudem wieść o tym, że zostałam naznaczona, i tak rozniosła się z prędkością błyskawicy, chociaż starałam się utrzymać to w tajemnicy. Mój znak... lśniący, półksiężyc w kolorze nocnego nieba, z gwiazdami i kwiatem lotosu, osadzony na tle niebieskich płomieni. Piękny znak z równie paskudną historią. Przypomnienie bolesnych wspomnień, których chciałam się pozbyć. Wciąż pamiętam wyraz twarzy taty, gdy Kieran przywiózł mnie do domu, to, jak mnie przytulił, jak łomotało jego serce... ból mamy, troskę i wściekłość w jej płonących oczach. Musiałam milczeć dla dobra wszystkich, ale oni byli na mnie tylko źli, że odmawiałam wyjawienia jego imienia. Wciąż nie wypowiedziałam słów, by zaakceptować jego odrzucenie... Wiedziałam, że nie muszę stać z nim twarzą w twarz, by to zrobić, ale i tak mnie to przerażało. Wszystko przyprawiało mnie o mdłości; straciłam apetyt i nie mogłam na niczym się skupić. Potrzebowałam odpocząć od tego wszystkiego, chciałam uciec... i chociaż Kieran mówił, że to nie jest rozwiązanie, wciąż tego pragnęłam. Lekkie pukanie do drzwi mojej sypialni sprawiło, że poderwałam głowę. – Hej, Ka – odezwał się Kieran; troska była wyraźna w jego magnetycznych, niebieskich oczach. – Hej. – odpowiedziałam, biorąc kurtkę i ją zakładając. – Wychodziłaś? – zapytał. Skinęłam głową, gdy wszedł do pokoju, mocno mnie obejmując. Zamknęłam oczy, oddając uścisk; jego znajomy zapach przypominał mi o domu. Chciałam płakać i urządzić scenę, by to naprawił. Ale nie byłam już dzieckiem, i to nie był jego problem. Miał wystarczająco dużo na głowie: szóstkę dzieci i opiekę nad septem. – Porozmawiaj ze mną, Ka. – szepnął, całując mnie w czubek głowy. Nie odpowiedziałam, tylko przytuliłam go mocniej. – Czy jestem twoją ulubioną siostrą, Kieran? – zapytałam, spoglądając na niego, używając swoich najlepszych maślanych oczu i próbując brzmieć uroczo. Uśmiechnął się z rozbawieniem, ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie w czoło. – Bez dwóch zdań. – Mrugnął do mnie, a ja się uśmiechnęłam. – Ty też jesteś moim ulubieńcem. – powiedziałam cicho, biorąc głęboki oddech, po czym cofnęłam się. – Czy wiesz, gdzie jest moja stara kolekcja laleczek voodoo, których nie chciałam wyrzucić? Spojrzał na mnie z niepokojem. – Umm, naprawdę chcesz pójść tą drogą? – Mam wielką ochotę nauczyć się trochę czarnej magii... Myślę, że nie miałabym nic przeciwko sprawieniu bólu kilku osobom. Byłam pewna, że gdzieś tu miałam laleczkę voodoo Varkasa. Varkas Rostov. Mężczyzna znany jako bezlitosny, bezwzględny i niebezpieczny. Mężczyzna, którego serce zamarzło w lód. Mężczyzna, który o nikogo nie dbał... Słyszałam opowieści, ale to, co zrobił, sprawiło, że wydawały się nader prawdziwe... – Wyjdę na trochę. – Powiedziałam Kieranowi, po czym chwyciłam kluczyki do motocykla i wyszłam z domu. Przejechałam przez ulice naszego małego miasteczka. Może jakieś wypieki od Babci Jory poprawią mi nastrój. Na moje szczęście, dziś miała dzień wolny. Nienawidziła mnie, a ja nie lubiłam tam chodzić, gdy była w pobliżu. Zaparkowałam motocykl, ignorując spojrzenia grupy dziewczyn siedzących przy stoliku na zewnątrz, i weszłam do piekarni. Wszystkie pięć tych lalek barbie chodziło ze mną do szkoły, i cóż, nie mogę zaprzeczyć, że zrobiłam im kiedyś kawał, okej, może dwa? Powiedzmy po prostu, że już się nie dogadywałyśmy... To był nieszkodliwy żart, przysięgam. – Zamknięte. – Rozległ się zrzędliwy głos. A to pech. Babcia Jora tu była. Rozejrzałam się po piekarni; zdecydowanie nie była zamknięta. Były tu też trzy stare wiedźmy, które mnie nienawidziły. Idealnie. Żałuję, że nie skonsultowałam się z Justinem przed przyjściem tutaj. – Wyjdź, brudzisz mi podłogi. – warknęła. – Och, daj spokój, Babciu Joro, moje buty są czyste. Przyszłam tylko po kilka ciast z orzechami pekan i już mnie nie ma. – Wyjdź. – Wiesz... im szybciej dasz mi te ciastka, tym szybciej stąd wyjdę? – Wsunęłam rękę do kieszeni kurtki i wyciągnęłam portfel. – Nie, skończyły mi się. Nie obsługuję dzi... – Zacisnęła usta, mierząc mnie wzrokiem pełnym ledwie skrywanej pogardy; wiedziała, że wypowiedzenie tych słów stanowiłoby bezpośrednie nieposłuszeństwo wobec jej Alfy. Dziwadła natury. To właśnie zawsze lubiła mruczeć pod nosem. Może i żyliśmy w czasach, w których mieszkaliśmy w pokoju z wiedźmami, chociaż większość septu w pełni akceptowała wiedźmy i mój sposób narodzin, jednak wciąż istniała garstka, która się nie zmieniła i nie pochwalała tego, w jaki sposób przyszłam na świat. Zazwyczaj w takich sytuacjach bym na nich warknęła wszystkim co mam, ale ostatnio miałam po prostu dość. – W takim razie poczekam tu, aż zjawi się ktoś, kto mnie obsłuży. – Skrzyżowałam ramiona. Zapach różnych wypieków nagle wywołał we mnie mdłości. Może powinnam po prostu wyjść. Spięła się i zobaczyłam, jak jej oczy przeskakują w stronę okna, jakby sprawdzała, czy nie ma w pobliżu nikogo, kto mógłby stanąć w mojej obronie. – Nie mam ci nic do zaoferowania. – powiedziała nagle, podnosząc tacę ze świeżo upieczonymi rogalikami, które przyniosła, i wracając na zaplecze, zatrzaskując za sobą drzwi. – Nie rozumiem, dlaczego musimy ją tolerować. – wymruczała jedna z jędz za mną. Nie zadałam sobie nawet trudu, by spojrzeć w ich stronę. Westchnęłam; mój uśmiech zrzedł, po czym odwróciłam się i pchnęłam drzwi piekarni. Kusiło mnie, by znaleźć jakieś robactwo, którym mogłabym zaatakować tę piekarnię, ale nie miałam na to ani czasu, ani chęci. Notatka dla samej siebie: zrobić laleczkę voodoo Babci Jory. Wyszłam na świeże powietrze, mój żołądek zwinął się z mdłości; miałam właśnie wsiąść na motocykl. – Nic dziwnego, że została odrzucona. Nikt by jej nie chciał. Jest psychopatycznym dziwadłem. – usłyszałam pomruk starej kobiety, która siedziała przy stoliku na zewnątrz ze swoim partnerem. Przysięgam, gdyby nie to, że wypieki Babci Jory były tak pyszne, omijałabym to miejsce szerokim łukiem; zbierali się tutaj ludzie dokładnie tego samego pokroju. Nie rób tego teraz. Narastał we mnie gniew i wiedziałam, że byłam na krawędzi utraty kontroli. Nie rób tego. Wsiadłam na motocykl, próbując ich zignorować. – Tak, to zdecydowanie dziwadło. – zrzędził stary mężczyzna. Zamarłam, a moja głowa gwałtownie obróciła się w kierunku pary, która się odezwała. – Chcesz to powtórzyć? – warknęłam groźnie. – Nic nie powiedziałem, szczeniaku, idź stąd. – warknął, podnosząc się. – Nie kłam. Powiedz to jeszcze raz. – Powiedziałem, że nic nie mówiłem. – POWIEDZIAŁAM, POWIEDZ TO JESZCZE RAZ! – krzyknęłam, nie zważając na dwoje przechodniów, którzy się zatrzymali i gapili się na mnie. – Kaelith, chodź- – Nie! Jeśli chcecie nazwać mnie dziwadłem, to powiedzcie to prosto w moją pieprzoną twarz! – krzyknęłam, odcinając kogoś, kto próbował mnie powstrzymać. Twarz starszego mężczyzny poczerwieniała z wściekłości, gdy rzucił mi mordercze spojrzenie. – W tych czasach nie ma już tu w ogóle szacunku! Nic nie powiedziałem! – Skłamał, podczas gdy wszyscy kręcili głowami z dezaprobatą. Moja pierś falowała, moje emocje stanowiły jedną wielką plątaninę, gdy rozejrzałam się dookoła. Ci ludzie znali mnie od dziecka, i chociaż zostali uciszeni, ostatnio – od momentu mojego odrzucenia – znów stawali się gadatliwi. Jora i jedna z pozostałych jędz podeszły do drzwi, patrząc na mnie z pogardą, dezaprobatą i irytacją. – Zawsze robi takie sceny. – wymamrotała jedna z dziewczyn z akademii. – Wcale nie robię scen. – Nie powinnaś kłamać, moja droga. – Starsza kobieta przy stoliku zbeształa mnie łagodnie z fałszywym współczuciem w oczach, wstając i chwytając swojego partnera pod ramię. – To źle świadczy o twoich rodzicach. Tak, rozumiem; jestem porażką i rozczarowaniem również dla nich. – Nie kłamałam. – odparowałam obronnie; moje emocje wymykały się spod kontroli, gdy spoglądałam na mężczyznę, na którego twarzy błąkał się ledwo zauważalny uśmieszek. – Dobrze wiesz, co on dokładnie powiedział. – Nic nie mówiłem. Przestań próbować wpędzić mnie w kłopoty. – parsknął, odchodząc. – Hej! – krzyknęłam, zsiadając z motocykla. Ruszyłam wściekle w stronę tego starego fiuta. Miałam już go złapać, gdy dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku, powstrzymując mnie. Byłam gotowa się rzucić na tę osobę, dopóki nie spojrzałam w oczy jednego z moich trzynastoletnich siostrzeńców, Renzo. – Chodź, Kaelith, wracajmy do domu. – perswadował łagodnie. – Nie chcę wracać do domu, mam sprawy do załatwienia. – warknęłam. – Tata tego nie puści płazem, nie martw się, nikt nie uniknie kary za to. – powiedział wyraźnie; miałam zamiar się wyrwać z jego uścisku, ale wyraz troski w jego łagodnych, niebieskich oczach sprawił, że zamknęłam oczy i ze zgodą skinęłam głową. – To nic wielkiego; ta gromada pomarszczonych staruchów nigdy się nie zmieni, nie mów Kieranowi. – powiedziałam cicho, nie chcąc przysparzać mu więcej pracy. I tak martwili się już moim znakiem i odrzuceniem. Skinął z wahaniem, a ja posłałam mu nikły uśmiech. – Po prostu wyjeżdżam z miasta na trochę. Obiecuję. Renzo, najsłodszy anioł z pięcioraczków. Wiedziałam, że gdyby to był ktokolwiek inny, bym nie posłuchała. Uwierzył mi i kiwnął głową. – Nie pozwól im zajść ci za skórę. – Przekazała przez łącze myślowe jedna z dwóch kobiet przechodzących obok. – Nigdy tego nie robię. – Wsiadłam na motocykl; kobieta obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem, ja błysnęłam uśmiechem do niej, po czym posłałam mordercze spojrzenie w stronę tych starych, pomarszczonych wagin. Gdy usiadłam ponownie na maszynę, poczułam gigantyczne mdłości. Podkręciłam silnik i nagle zamarłam. Przez ostatni tydzień albo i dłużej tak się czułam... Jako wilkołak, powinnam już dawno wyleczyć się z każdego przeziębienia... Moje serce dudniło, gdy szybko wyjeżdżałam poza terytorium septu. Nagle przyszła mi do głowy przerażająca myśl, i ogarnął mnie strach na samą możliwość, że może to być prawda. Proszę, nie. Trzydzieści minut później byłam w publicznej toalecie w drogerii. W jednej dłoni trzymałam plastikowy test, z zamkniętymi oczami odliczając sekundy, po czym wzięłam głęboki oddech i na niego spojrzałam. Serce mi zamarło, gdy zobaczyłam dwie wyraźne kreski barwiące test. Byłam w ciąży.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

5. Dewastacja – Mała niewolnica dona mafii | Czytaj powieści online na beletrystyka