logo

beletrystyka

Mój Partner to Mój Były Teść

Mój Partner to Mój Były Teść

Autor: milktea

Rozdział 2: Bieg
Autor: milktea
24 sty 2026
*On nie może tego zrobić.* Jej serce zacisnęło się. Laura nie mogła uwierzyć w to, co słyszała. Ostatnie trzy lata nie mogły być dla niego bez znaczenia. Nawet jeśli nie znaczyły dla niego tyle, co dla niej, musiały znaczyć cokolwiek! Sarah wystąpiła naprzód, kłaniając się nisko i błagalnie. – Wasza Wysokość, nasza Luna... – Nie nazywaj jej Luną! – warknął Basil. – Nie zasługuje na ten tytuł! Pojmać ją! Sarah wzdrygnęła się i krzyknęła z przerażenia, gdy żołnierze Basila ruszyli w jej stronę i wywlekli ją z pysznej sali. – Czekaj! – krzyknęła Laura. – Jak możesz... – Wasza Wysokość, proszę! – krzyczała Sara, szarpiąc się z żołnierzami. – Ruszać się! – Nie możecie mi tego zrobić! Laura wyciągnęła do niej rękę, ale kolejna grupa żołnierzy zablokowała jej drogę, podczas gdy wciąż walcząca Sarah znikała w cieniu. Jej krzyki napełniły Laurę żalem. Zawsze miała po swojej stronie tylko Sarę. Większość szlachty podzielała pogardę Basila dla jej niskiego statusu. Nieliczni, którzy tego nie robili, byli zbyt uwikłani w politykę, by sprzeciwić się rozkazom Basila. Do kogo mogła się zwrócić? Odwróciła się i zobaczyła Gavina Mirabelle, dziadka Basila i najpotężniejszego ministra królestwa. Zawsze żywił do Laury jedynie pogardę. Jego uśmiech był tryumfalny, jakby w końcu pozbył się długoletniej przeszkody. Spojrzała na żołnierzy, którzy blokowali jej drogę. Ich oczy były pełne współczucia i dyskomfortu. – Lu... – Jeden z nich odchrząknął. – Panienko, wracaj do swojej watahy. Twoje rzeczy zostaną spakowane i wysłane do ciebie. Czy nie dadzą jej nawet konia? Nawet gdyby dali, dokąd miałaby się udać? Była naznaczoną partnerką Basila i Luną przez trzy lata. Król Adolf nie mógł opuścić frontu wojennego i pozostawił Basilowi dowodzenie sprawami królestwa, ale Basil nie spotkał swojej przeznaczonej. On i ministrowie desperacko szukali kogoś, kto pomógłby dźwigać ten ciężar, i wydali wielki bal z nadzieją na znalezienie odpowiedniej naznaczonej partnerki. W tamtym czasie była wilczycą beta bez pary z watahy Szmaragdowego Zmierzchu, całkowicie przeciętnej watahy w królestwie. Jej rodzice odmówili nawet rozważenia Laury jako swojej dziedziczki i wysłali ją na bal z nadzieją, że za jednym zamachem rozwiążą problem swojej nędznej córki i niskiego statusu. Pamiętała zachwyt, jaki czuła, widząc zamek i mając na sobie nową suknię, którą kupili jej rodzice. Uśmiechała się do wszystkich i była nadzwyczaj uprzejma. Rozmawiała z najznamienitszymi szlachcicami królestwa i myślała, że dowiodła swojej wartości na tyle, by zyskać osobiste spotkanie z Basilem. Podobała mu się, choć lekceważył jej status. Nie mogła go winić. Była zwykłą betą ze zwykłej watahy, a on był dziedzicem królestwa. Mimo jej wad, wybrał ją, a ona zakochała się w jego przystojnej twarzy i myśli, że wierzył, iż może stać u jego boku. Była tak głupio szczęśliwa, że mogła go poślubić i znaleźć w jego oczach jakąś miarę użyteczności i wartości. Myślała, że rodzice chcieli dla niej jak najlepiej, ale szybko nauczyła się, że chcieli najlepiej tylko dla siebie. Jej małżeństwo było jedynie środkiem do zdobycia większych pieniędzy i statusu. Przez pewien czas starała się dać im to, czego chcieli, myśląc, że może ją pokochają, ale to niewiele, co mogła zrobić, nigdy nie wystarczało, a więcej zagroziłoby stabilności królestwa. Postawiona przed wyborem między rodzicami a królestwem, odesłała ich z powrotem do watahy Szmaragdowego Zmierzchu i nigdy więcej z nimi nie rozmawiała, poświęcając się swoim obowiązkom jako Luna i starając się być godną tytułu oraz miejsca u boku Basila. Wtedy poznała prawdę. Nie zapracowała na swoją prywatną audiencję u Basila. Jej rodzice zapłacili za nią, przekupując ministrów, by wypchnęli ją na początek kolejki. Basila nigdy nie obchodziło, kto jest jego naznaczoną partnerką. Chciał tylko pięknej kobiety u swego boku. Nie była nawet pewna, czy zależało mu na pozycji Luny poza tym, że chciał mieć kogoś, kto by mu był posłuszny. Patrząc wstecz, to było tak oczywiste. Był szczęśliwy tylko wtedy, gdy ustępowała podczas ich kłótni, nawet jeśli wiedziała, że ma rację. Po poznaniu prawdy myślała, że może pracować, by uśmierzyć ten ból, ale to tylko popchnęło ją do robienia więcej. Sądziła, że musi być coś, co może zrobić, by Basil postrzegał ją jako godną partnerkę pomimo jej urodzenia. Przez trzy lata organizowała bankiety godowe, budowała szpitale i schroniska dla wilków, które straciły partnerów na wojnie, wznosiła szkoły dla sierot wojennych i naciskała na rekultywację gruntów rolnych wokół stolicy cesarstwa. Zrobiła tak wiele, dała z siebie tak wiele, by spróbować dorosnąć do tytułu, który jej nadano... Ale po co? Delia wkrótce będzie żoną Basila i Luną, noszącą suknie Laury, uwieszoną na jego ramieniu... kochaną przez niego tak bez wysiłku. A Laura? Nie miała dokąd pójść. Miała *nic*. Odwróciła się i uciekła marmurową ścieżką z dala od rozświetlonych świecami klejnotów i wirujących sukien, z dala od Basila i ostatnich trzech lat swojego życia. Drzewa mijały ją w rozmyciu. Im dłużej biegła, tym bardziej wierzyła, że pieczenie w oczach to sprawka wiatru, a nie łez. Na co zdały się jej łzy? Jej wysiłki, wygląd i oddanie były bezwartościowe. Ostatecznie ona sama była bezwartościowa. Potknęła się i upadła w pył, zdzierając kolano i drąc suknię. Gdy leżała w brudzie, jej rozpacz zmieniła się we wściekłość i frustrację. Za wszystko, co dla niego zrobiła, należało jej się więcej uprzejmości! Zasłużyła chociaż na tyle! Nie mogła go winić za odrzucenie jej dla prawdziwej partnerki, ale jak mógł jej to zrobić? Prychnęła, wspominając przeszłość i czując się śmiesznie. Czego innego mogła się po nim spodziewać po latach opierania się jego władzy i próbach udowodnienia czegoś, co nigdy nie miało racji bytu? *Nie nazywaj jej Luną! Nie zasługuje na ten tytuł!* Zakrztusiła się szlochem. Powinna była po prostu zostać ze swoją watahą i zadowolić się swoim życiem: nędznym, bezwartościowym i całkowicie nijakim. Nie była pewna, do kogo czuć większy żal: do Basila, do rodziców, czy do samej siebie za pragnienie niemożliwego. Zaśmiała się gorzko. – Jaka głupia, Lauro... Jaka żałosna. Usiadła i stwierdziła, że znajduje się na skraju urwiska, którego nigdy wcześniej nie widziała. Musiała wybiec poza sad i w głąb lasu za zamkiem. Wstała i spojrzała w dół, widząc rwącą rzekę poniżej, lśniącą w świetle pełni księżyca. Wzniosła wzrok ku księżycowi. Kiedy ostatni raz się modliła? Może to wszystko było tylko karą za jej brak pobożności. – Czy osądzisz mnie sprawiedliwie, Bogini? Była tylko młodą dziewczyną z marzeniami o byciu kimś wartościowym na tym świecie. Chciała tylko być Luną godną stać u boku Basila. Wiatr wiał zimno wokół niej i w dół do kanionu, niosąc ze sobą zapachy sadu i może nutę bogatego wina wirującego w kieliszku szlachcica. Zastanawiała się, czy Delia wybrała wino, czy może Basil po prostu chciał mieć wszystko co najlepsze, by ogłosić znalezienie swojej partnerki. Czy jej pomysły zostałyby uznane za stratę czasu i pieniędzy? Czy pomysły Delii rzeczywiście *będą* stratą czasu i pieniędzy? Założyłaby się, że Basil nigdy nie powie Delii, iż jej jedyną zaletą jest wygląd. Zadrżała na zimnym wietrze i odsunęła te myśli. Nic z tego nie miało już znaczenia. Szepnęła do wiatru: – Dlaczego tu jestem? *Nie bądź taką dramatyczką, Alice*, mruknęła jej wilczyca. *Jesteś silna, zdolna i mądrzejsza od tych idiotów. Jeśli ten śmierdzący dupek ma taką partnerkę jak Delia, nasz przeznaczony musi być mężczyzną nad mężczyznami.* Laura zachichotała gorzko. Chciała oprzeć się temu małemu pączkowi radości, który pojawiał się na myśl o jej przeznaczonym partnerze, ale nie potrafiła. To zawsze dodawało jej odwagi do życia, nawet gdy było ciężko. Pociągnęła nosem. – Może. *Nie powinnyśmy marnować czasu na opłakiwanie kogoś, kto nie będzie opłakiwał nas i nie jest nasz. Być może nasz partner jest poza Cesarskim Miastem.* Nie sądziła, by mogła podróżować tak daleko w podartej sukni i bez prowiantu. Nawet gdyby miała zapasy, co z wampirami i wszystkimi samotnikami grasującymi poza bezpiecznym obrębem Cesarskiego Miasta? Alice warknęła: *Jeśli nie potrafisz uwierzyć w siebie, to przynajmniej zaufaj swojemu przeznaczonemu. On cię znajdzie. Bogini nas nie opuściła. Nie jesteśmy daleko od sadu. Jego Wysokość może odstąpić jedzenie na kilka dni.* Laura prychnęła. – Najpierw odrzucona. Teraz złodziejka? Jak nisko upadła. Mimo to Alice miała rację. W królestwie nie było już dla niej niczego. Być może poza nim znajdzie miejsce, do którego należy. Otarła twarz i wyprostowała ramiona. ***Rusz się!*** krzyknęła Alice, gdy Laura poczuła, że ktoś zachodzi ją od tyłu, ale było już za późno. Zimne dłonie popchnęły ją do przodu, zanim zdążyła się odwrócić i spojrzeć. Resztka sił w jej nogach zniknęła, gdy ześlizgnęła się z krawędzi i runęła głową w dół w objęcia przerażenia, wiedząc, że nikt jej nie usłyszy ani się nią nie przejmie. Poczuła, jak krzyk wydobywa się z jej gardła, gdy ostre skały rzecznego kanionu pędziły jej na spotkanie. Był ból, a potem ciemność. Wtedy stała się nicością.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2: Bieg – Mój Partner to Mój Były Teść | Czytaj powieści online na beletrystyka