logo

beletrystyka

Mój Partner to Mój Były Teść

Mój Partner to Mój Były Teść

Autor: milktea

Rozdział 3: Wola bogini
Autor: milktea
24 sty 2026
Ciemność ustąpiła, gdy Laura otworzyła oczy. Nie czuła bólu, jej serce było spokojne i nie było jej zimno. Powinna była nie żyć. Ona *była* martwa. Pamiętała ostre skały i rwącą rzekę. Ostry ból w karku był ostatnią rzeczą, jaką zapamiętała, zanim pochłonęła ją ciemność. Pamiętała piękny raj i twarz Bogini uśmiechającej się do niej. Więc gdzie była teraz? Las był cichy i piękny. Niebo było ciemne od nocy i wypełnione gwiazdami oraz konstelacjami, których nigdy wcześniej nie widziała, mrugającymi do niej. Świecące niebieskie ptaki lądowały na trawie i świergotały do niej, gdy usiadła. Ryby pływały w czystej wodzie pobliskiego jeziora, spokojnie poruszając się w łagodnych prądach, podczas gdy wiatr wiał, niosąc zapach kwitnących nocnych kwiatów. Mały strumyk żłobił ziemię, aż docierał do jeziora nieopodal, a Alice leżała na jej kolanach, na pozór śpiąc. Laura pogłaskała lśniące białe futro Alice drżącą dłonią i poczuła bijące od niej ciepło. Nigdy wcześniej nie mogła dotknąć swojej wilczycy w ten sposób. – Czy jestem w niebie? – Nie – odezwał się łagodny głos. – Jesteś w moim królestwie. Laura wstrzymała oddech. Kobieta była piękna, gdy przekraczała strumień w jej stronę, sunąc po powierzchni wody niczym duch. Długie, srebrne loki wiły się wokół jej ramion, a jej oczy były czarne jak nocne niebo. Gdy podeszła bliżej, Laura rozpoznała lśniące fazy księżyca wyhaftowane na rąbku jej spódnicy. Zadrżała, uświadamiając sobie, kim musi być ta kobieta: Boginią Księżyca. Była tak zszokowana, że nie mogła wydobyć z siebie słowa. Wtedy jej rozpacz wezbrała i przelała się, gdy kobieta uklękła obok niej, a ona zaszlochała. – J-ja... Ja po prostu... Słowa nie chciały nadejść, uwięzione i dławione przez żal, ale Bogini, zawsze kochająca i miłosierna, po prostu przyciągnęła ją blisko i gładziła po włosach, pozwalając Laurze płakać w swoich ramionach. Nigdy nie spotkała swojego przeznaczonego partnera ani nie poczuła miłości rodziny czy kogokolwiek innego. Jak mogła pracować tak ciężko tylko po to, by zostać porzuconą i wzgardzoną za wszystko, co zrobiła? Jak mogła umrzeć tak młodo po tak bolesnym życiu? Co zrobiła, by zasłużyć na taki los? – Nigdy nie miałam być Luną, ale próbowałam... Tak bardzo się starałam, Bogini. P-proszę, ja... – Widziałam cię, Lauro, moje drogocenne dziecko... – Jej głos był tak ciepły i kojący, że Laura wtuliła się w nią mocniej, podczas gdy Alice warknęła z zadowoleniem. – Zawsze byłaś przeznaczona do wielkiego losu. Biały wilk zawsze stał na straży wilkołaczego królestwa. – Ale... Ale ja... Bogini odsunęła się i otarła jej łzy, ujmując jej twarz w ciepłe dłonie i napotykając jej spojrzenie. – Po prostu podążałaś ścieżką, która nie była dla ciebie przeznaczona. Ty jesteś prawdziwą Luną. Laura potrząsnęła głową. – B-Bogini, nie rozumiem. – Zrozumiesz – powiedziała z łagodnym uśmiechem. – Twoja misja nie jest zakończona, młoda istoto. Odsyłam cię tam, gdzie twoje miejsce, abyś mogła spotkać swoje przeznaczenie. Laura wzdrygnęła się. – Ja... Bogini, ja... Zmarszczyła brwi. – Nie chcesz wracać? Nie wiedziała. Z jednej strony chciała uciec od królestwa i ostatnich trzech lat. Co była winna królestwu po tym wszystkim, co z siebie dała? Dlaczego miałaby kiedykolwiek chcieć opuścić tak piękny raj? Ale co z jej przeznaczonym? Zagryzła nerwowo wargę. Czy będzie jej szukał po świecie tylko po to, by umrzeć z rozpaczy? Jeśli to były zaświaty, jak mogłaby spojrzeć mu w twarz, gdy nadejdzie jego czas, wiedząc, że odrzuciła szansę na bycie razem w tym życiu? Chciała żyć. Chciała całego szczęścia, które było jej pisane, ale nie chciała agonii życia, które zostawiła za sobą. – Boisz się kroczyć tą ścieżką ponownie – powiedziała Bogini, a w jej głosie brzmiało lekkie rozbawienie. – Boisz się ponownego ukrywania swojego prawdziwego „ja”, próbując sprostać oczekiwaniom innych. Laura skinęła głową. – Ja... nigdy nie będę wystarczająco dobra taka, jaka jestem. Bogini zaśmiała się. – Co ci chciwi szlachcice mogą wiedzieć o twoim celu? O tym, co to znaczy być moim ukochanym dzieckiem? Zawsze musiałaś być tylko sobą. Luna to ścieżka, którą tylko ty możesz wyznaczyć, a nie taka, którą dyktują inni. Laura była w szoku. – Nie lękaj się, maleńka. – Uśmiechnęła się i wzięła ją oraz Alice w ramiona, zasłaniając im oczy dłońmi. – Zrozumiesz. Laura chciała zaprotestować, ale raj zniknął, a ona została z powrotem pogrążona w ciemności. ******* Laura otworzyła oczy ponownie, lecz nie była tam, gdzie się spodziewała. Być może śniła o leżeniu w trawie w dziwnym lesie. Jej klatka piersiowa pulsowała bólem, gdy próbowała usiąść. Coś mokrego i lepkiego przyciągnęło jej wzrok. Trudno było powiedzieć, ale perłowy połysk skórek jagód upewnił ją. To były słoneczne jagody, jedna z najbardziej śmiercionośnych trucizn znanych wilkołakom. Odrzuciła je, wycierając to, czego nie mogła strząsnąć, o trawę i przetaczając się na bok. Rozejrzała się, szukając sposobu na zmycie reszty trucizny z dłoni i zobaczyła w pobliżu małą kałużę wody. Zaciskając zęby, powlekła swoje ciało w jej stronę i zanim zdążyła zanurzyć w niej rękę, wstrzymała oddech. Odbita twarz nie była jej znana. Młoda kobieta była ładna, ale młodsza od Laury. Zmarszczyła brwi, patrząc na swoją dłoń i poruszyła palcami. To też nie były jej dłonie. Co się działo? Kim była teraz? Niepewnie sięgnęła po Alice i znalazła ją tam, przeciągającą się jak po długim śnie. Alice warknęła: *Cóż, jest ładna*. Laura prychnęła i umyła rękę najlepiej jak potrafiła. Wciąż czuła się roztrzęsiona, ale drgawki powoli ustępowały, jakby trucizna opuszczała jej nowe ciało. Dlaczego została wysłana do ciała tej dziewczyny, a nie swojego własnego? Myślisz, że nasze ciało przetrwało upadek do kanionu? Laura skrzywiła się. Alice miała rację. *Dusza tej biednej dziewczyny odeszła. Może głodowała i nie wiedziała, że są trujące*. Żal ugodził ją w serce. Umrzeć tak młodo z braku jedzenia, ze wszystkich możliwych powodów, było taką tragedią. Ofiarowała modlitwę za duszę młodej kobiety i miała nadzieję, że cieszy się ona rajem w królestwie Bogini. – Lauro? Lauro, gdzie jesteś? Obejrzała się, marszcząc brwi na ten dźwięk. Nie brzmiał do końca właściwie. – Laurel! Była niemal rozbawiona. Przynajmniej imię dziewczyny było dość podobne do jej własnego. Łatwiej będzie je zapamiętać. Kobieta o siwych włosach, pochylona do przodu z garbatymi plecami, przeszła przez zarośla i spojrzała na nią. Troska malowała się na jej twarzy, gdy wypuściła westchnienie. – Och, Laurel, szukałam cię! Co ty tu robisz? – Ja... trochę się zgubiłam. – Doprawdy – zganiła ją kobieta ciepłym i niemal matczynym westchnieniem. – No, chodź, dziecko. Laura... Nie, *Laurel* wstała i poszła za starą kobietą wyjścia z lasu. Powoli odgłosy małej wioski stawały się głośniejsze. Większość ludzi na ulicach stanowiły kobiety. Niektóre z nich były w podeszłym wieku, było też kilkoro dzieci, ale nie widziała ani jednego mężczyzny w wieku pełnoletnim. – Gdzie są wszyscy mężczyźni? Starsza kobieta spojrzała na nią w górę. – Czy dobrze się czujesz, kochanie? Laurel skrzywiła się. – Mogłam... uderzyć się w głowę, kiedy się potknęłam. – Są na wojnie, broniąc królestwa przed wampirami, dziecino. Z twoim ojcem, oczywiście. Laurel skinęła głową i podążyła za starszą kobietą. Wioska musiała należeć do małej watahy położonej na granicy wilkołaczego królestwa. Laurel nie potrafiła powiedzieć dokładnie której, ale była pewna, że zorientuje się za chwilę. – Nie wracasz do domu? Uśmiechnęła się, próbując wymyślić wymówkę, po czym potrząsnęła głową. – Nie, chciałam ci coś dać. Mogłabyś pójść ze mną? Starsza kobieta uśmiechnęła się. – Uwielbiam prezenty. Oczywiście, moja droga! Wypuściła ciche westchnienie ulgi. Nie będzie musiała wymyślać sposobu na zdobycie informacji o swojej sytuacji życiowej bez zdradzania faktu, że nie jest Laurel. Jak na razie szło dobrze. Przy odrobinie szczęścia starsza kobieta wygada się na temat wszystkich innych informacji, które musiała znać. Kim był jej ojciec? Kiedy wróci? A co z jej matką? Czy Laurel miała rodzeństwo? Starsza kobieta szła przed nią, aż dotarły do małego drewnianego domku. Nie był luksusowy, ale był przytulny, swojski w sposób, w jaki nigdy nie sądziła, że dom może być. Choć była nieco nieufna co do przejmowania życia, które zostawiła Laurel, wzięła głęboki oddech i przypomniała sobie, że uciekła od swojej nędznej śmierci, a Bogini dała jej drugą szansę. Zamierzała rozpocząć swoje nowe życie tutaj.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki