Srebrne Ostrze pękało w szwach od podekscytowanych rozmów, ale nie wydawało się, by przybyli za późno, gdyż główna droga wciąż była otoczona ludźmi, a tłum gęstniał. Wioska była większa niż Szafirowe Jezioro i zdawało się, że jest tu więcej mężczyzn. Czy ich mężczyźni wrócili wcześniej, czy po prostu mieli ich wystarczająco wielu, by część została do ochrony wioski? Czy wszyscy byli takimi tchórzami jak Lucas?
Laurel omiotła wzrokiem tłum, szukając sposobu na zbliżenie się do głównej drogi, ale między ludźmi ledwo było widać prześwity, a co dopiero miejsce, by się przecisnąć. Matki z dziećmi na ramionach i u boku tłoczyły się wraz ze starszyzną. Młodzi mężczyźni i kobiety rozmawiali i walczyli o lepsze miejsca.
Poczuła czyjeś perfumy i potrząsnęła głową. Ostrożnie postawiła Amandę na ziemi, gdy dotarli inni z Szafirowego Jeziora.
— Dziękuję ci, kochanie — powiedziała Amanda, klepiąc ją po plecach, dysząc i pochylając się, próbując złapać oddech teraz, gdy emocje nieco opadły. Ze zmęczenia czuła się ciężka, a jej żołądek lekko burczał z głodu.
— Reszta dotarła. Spróbujemy znaleźć miejsce nieco bliżej.
Skinęła głową i machnęła ręką, ponaglając Amandę: — Dołączę, jeśli dam radę.
Amanda i pozostali szybko zniknęli w tłumie, a siły Laurel powoli zaczęły wracać. Była podekscytowana, że w końcu spotka swojego ojca, i nieco podekscytowana, by po raz pierwszy zobaczyć króla Adolpha i jego armię.
Król Adolph Raymond był najpotężniejszym alfą w królestwie. Opowieści o nim wypełniały jej uszy, odkąd była nastolatką. Król Adolph Niezwyciężony, Niszczyciel Wampirów, Król Błogosławiony przez Boginię: znała go pod wieloma imionami, ale wiedziała też, że jest czymś więcej niż tylko potęgą. Był odważny i nieustępliwy, oddany bezpieczeństwu swoich ludzi. Żaden inny król nie prowadził działań przeciwko wampirom w taki sposób jak Adolph, nawet jego ojciec. Ministrowie po cichu wyrażali swoją dezaprobatę, ale nie mogli być zbyt wzburzeni, skoro król zostawił po sobie dziedzica i od lat zapędzał wampiry w kozi róg.
Podziwiała młodego króla tak jak wszystkie młode kobiety i mdlała z zachwytu, słuchając historii o jego niezłomnej miłości do swojej Luny, matki Basila. Po jej śmierci przy porodzie nigdy nie pojął innej żony. Dla całego królestwa było oczywiste, że ich romans był zapisany w gwiazdach. Laurel myślała, że ona również może mieć coś takiego z Basilem.
Ta myśl nieco ją rozzłościła.
Być może powinna czuć urazę, że nie ożenił się ponownie, przez co nigdy nie zostałaby Luną, ale nie potrafiła potępić człowieka, który dbał o bezpieczeństwo królestwa wilkołaków i był bohaterem tylu jej nastoletnich fantazji o tym, jak mogłoby wyglądać znalezienie przeznaczonego.
Kiedy poślubiła Basila, spodziewała się dostrzec w nim niektóre z cech, za które chwalono Adolpha. To był jeden z powodów, dla których na początku tak bardzo zakochała się w Basilu. Skoro syn ich króla dostrzegł w niej potencjał, musiał być dobrym człowiekiem – tak myślała, ale Basil nie był w niczym podobny do Adolpha z opowieści. W Basilu nie było nic z wojennego skupienia Adolpha. Zawsze kierował się kaprysami i brakowało mu dyscypliny. Adolph słynął z bycia wielkim przywódcą, słuchania podwładnych i rozważnego analizowania ich pomysłów. Basil był beztroski i lekceważący wobec wszystkiego, co nie było jego pomysłem lub sprzeciwiało się jego woli.
Według opowieści ojciec i syn byli zupełnie inni. Czy to możliwe, że reputacja króla Adolpha była iluzją i Basil wdał się w niego? Nigdy wcześniej nie spotkała Adolpha, a w pałacu nikt nigdy o nim nie rozmawiał poza sprawami wojny. Potrząsnęła głową. Może i nie mówili o nim wiele, ale to, co mówili, było pełne lojalności. Był tam strach, oczywiście, ale reputacja króla Adolpha go uzasadniała.
Niewątpliwie różnił się od Basila. Zastanawiała się, jak Basil stał się tak okropną osobą. Z pewnością wielki król Adolph mógł wychować syna zrodzonego z jego niesławnego romansu na w miarę przyzwoitego człowieka!
Okrzyk wiwatu przyciągnął jej myśli i spojrzała w dal. Zbliżali się ludzie na koniach, a jej serce podskoczyło z radości. Tłum naparł na boki drogi, a wiwaty zaczęły się rozprzestrzeniać. Ludzie popychali ją i napierali. Nagle poczuła, jak czyjaś dłoń zsuwa się po jej plecach i mocno chwyta jeden z pośladków.
Krzyknęła i odwróciła się gwałtownie, by zobaczyć mężczyznę. Jego oczy były rozpalone i lubieżne, choć wyraz twarzy zdawał się przepraszający.
— Och, nie chciałem — powiedział, a jego głos ociekał kłamstwem. — Takie śliczne maleństwo jak ty naprawdę nie powinno tu być samo. Odprowadzę...
— Pieprz się!
Złapała go za ramię i wykręciła je brutalnie, aż krzyknął, po czym kopnęła go w krocze. Zawył, osuwając się na ziemię z rękami między nogami.
— Zboczeniec!
Odwróciła się i zaczęła przepychać przez tłum. Ktoś w pobliżu zagwizdał, wydając z siebie obleśny, wyczekujący dźwięk.
— Hej, ty...
Odwróciła się gwałtownie, piorunując mężczyznę wzrokiem. Zamarł, a jego twarz zbladła pod jej spojrzeniem. Odwróciła się od niego i kontynuowała przepychanie się na zewnątrz tłumu.
Pomyślała o słowach Jacka i skrzywiła się z niesmakiem. Tak, była piękną młodą kobietą, pozornie bez ochrony. Powinna była być bardziej ostrożna lub zabrać broń, ale nie było za późno, by naprawić ten błąd. Musiała wydostać się z tłumu i pomyśleć o zdobyciu jakiejś broni. Nie zamierzała pozwolić nikomu się źle traktować. Teraz, gdy dorośli mężczyźni z miasta wrócili, Srebrne Ostrze nie było bezpieczne i nie sądziła, by Szafirowe Jezioro było o wiele bezpieczniejsze, gdy wrócą mężczyźni z jej watahy.
Z westchnieniem ulgi dotarła do wolnej przestrzeni za tłumem i rozejrzała się za sposobem na uzyskanie lepszego punktu widokowego. Tłum stawał się coraz głośniejszy, a coraz więcej ludzi pędziło, by do niego dołączyć. Nie było mowy, by znalazła Amandę w tym ścisku. Musiało być jakieś bezpieczniejsze miejsce z lepszym widokiem.
— Tam — uśmiechnęła się i pospieszyła w stronę wysokiego drzewa tuż za tłumem. Podciągnęła spódnicę i zatknęła ją luźno za pasek, po czym wspięła się na zwisającą gałąź. Ostrożnie wpełzła na nią i usiadła.
Widok był idealny. Widziała aż po kraniec miasta, akurat gdy żołnierze do niego docierali. Ich srebrne zbroje, choć poobijane, wciąż lśniły w słońcu pod czarnymi płaszczami z herbem Imperium. Jej żołądek ścisnął się z niepokoju, ale odepchnęła to uczucie i próbowała omiatać wzrokiem żołnierzy, mając nadzieję, że mimo odległości dostrzeże ojca.
Była teraz Laurel, a Laurel nie miała powodu denerwować się na widok herbu Imperium. Laurel wydała z siebie okrzyk radości i klaskała wraz z resztą tłumu, porwana powszechnym podekscytowaniem. Serce biło jej jak szalone.
Alice wewnątrz niej poderwała się na baczność. Laurel wzięła głębszy oddech, próbując rozszyfrować zapach, który zdawał się przybliżać i gęstnieć wraz z nadejściem żołnierzy.
Najświeższe róże i drewno cedrowe zabarwione zaledwie najlżejszą nutą krwi unosiły się na wietrze. Entuzjazm tłumu zdawał się maleć, gdy żołnierze wkroczyli do miasta.
Pośród srebra i czerni zamigotała czerwień i przyciągnęła jej wzrok. Mężczyzna był wysoki i przystojny. Czuła, że jest tak odległy jak gwiazda migocząca w nocy. Wyróżniał się w morzu czerni i srebra, choć nie był na czele procesji.
Jego płaszcz, przypominający utkaną krew, łopotał na wietrze, przymocowany do zbroi złotymi sznurami i zapięciami. Jego napierśnik był czarny, ale złoto lśniło w słońcu niczym iskry krzesiwa, dodając mu niebezpiecznej aury. Jego jasnoblond włosy zdawały się łapać i zatrzymywać promienie słońca, targane wiatrem. Był najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego Laurel kiedykolwiek widziała. Wątpiła, by ktokolwiek mógł twierdzić inaczej, a jednak jego aura zdawała się uciszać tłum.
Kim on był?
Zapach stawał się silniejszy, podobnie jak zapach krwi. Róże rozkwitły niczym nocne perfumy, a cedr nabrał ciepła. Jej serce waliło, a usta napełniły się śliną.
Procesja posuwała się naprzód, a mężczyzna był coraz bliżej, kiwając głową ludziom, których mijał, zanim zesztywniał i podniósł głowę; jego oczy przez chwilę skanowały okolicę, zanim napotkały jej spojrzenie.
Uderzenie gorąca i euforii przeszyło ją na wskroś. Alice zawyła w jej sercu, a ona poczuła się niemal oszołomiona nagłym przypływem pożądania i poczucia właściwości.
***Przeznaczony!***
















