logo

beletrystyka

Mój Partner to Mój Były Teść

Mój Partner to Mój Były Teść

Autor: milktea

Rozdział 5: Koniec wojny
Autor: milktea
24 sty 2026
*Lucas*, warknęła Alice z pogardą. Wargi Laurel wykrzywiły się z obrzydzenia i posłała mu szydercze spojrzenie. To był ten tchórz, o którym pisał jej ojciec. Wypełniła ją wściekłość. – *Nigdy* bym za ciebie nie wyszła. Lucas szczeknął śmiechem. – Nie bądź taka niemądra. Jestem najlepszą partią w watasze! Nie obchodzi mnie, że nie jesteś moją przeznaczoną. Jego słowa ugodziły ją w pierś i przez chwilę widziała Basila i Delię, ubranych w strojne szaty i szydzących z niej. Żołądek jej się ścisnął. Uśmiechnął się z wyższością. – Jesteś wystarczająco ładna. Kiedy zostanę alfą, będziesz moją Luną. Nudności podeszły jej do gardła i zdusiła je gniewem. Kim on do diabła myślał, że jest? Kim do diabła myślał, że jest Basil? Książę czy nie, był aroganckim, głupim mężczyzną. Lucas nie był nawet w przybliżeniu tak atrakcyjny, wpływowy czy ważny. Obnażyła zęby. – Nikt nie chce być twoją cholerną Luną! Lucas oblizał wargi, a jego oczy zapłonęły, gdy przesunął wzrokiem po jej ciele, wywołując u niej nową falę mdłości. – To nie jest coś, o co naprawdę musisz się martwić. Nigdy tak naprawdę nie mogłabyś być moją Luną. Nie potrafisz nawet jeszcze polować! – Zaśmiał się. – Nie potrzebuję tego... i tak bardziej pasujesz na słodkiego kociaka do grzania mojego łoża. Alice zaryczała, gdy Laurel wrzasnęła, chwytając najbliższy przedmiot i rzucając nim w niego. Beczka roztrzaskała się o jego pierś, mocząc go wodą. Zakrył twarz z okrzykiem. – Co ty, do diabła, wyprawiasz?! Laurel wrzeszczała na niego. Jej gniew wydawał się o wiele większy niż kiedykolwiek wcześniej, płonące piekło w miejsce małych iskierek, które czuła jako Laura. Laura musiała uważać na maniery, kontrolować emocje i zachowywać się stosownie, ale Laura nie żyła. Laurel Miller, córka Jacka Millera z watahy Szafirowego Jeziora, była tylko siedemnastoletnią młodą kobietą. Mogła być niegrzeczna. Mogła być głośna. Mogła przeklinać, walczyć i bronić się, jak tylko chciała. Nie musiała wychodzić za księcia ani za tchórza, który uważał się za ważnego. Nie musiała znosić jego znęcania się ani tolerować ani jednej cholernej rzeczy. Laurel była w każdym calu tak wolna, jak Laura zawsze pragnęła być. *Właśnie tak!* zawyła Alice radośnie. *Pokaż mu dokładnie, co o nim myślisz.* – Jesteś bezwstydnym draniem! Dezerterem! *Tchórzem* i złodziejem! – warknęła na niego, wyrywając mu królika z rąk i odpychając go od swoich drzwi. Zatoczył się na bok, wciągając powietrze. – Dlaczego *kiedykolwiek* miałabym wyjść za taką podłą kreaturę jak *ty*? Kto w ogóle wyszedłby za coś takiego jak ty? Popchnęła go ponownie. – Wypierdalaj spod mojego domu i nie waż się nigdy więcej do mnie zbliżać, albo przysięgam na Boginię, że będziesz *żałował*, iż mój ojciec nie wrócił wcześniej! Lucas wydawał się zamrożony, gapiąc się na nią z niedowierzaniem. Nie mógł uwierzyć, jak bardzo była arogancka, by sądzić, że po prostu będzie dalej znosić jego nękanie. Zaczerwienił się i podniósł rękę. – Ty... Alice i Laurel warknęły na niego, co sprawiło, że zbladł i cofnął się chwiejnie. Starsza kobieta, Amanda, wybiegła ze swojego domu obok. Zatrzymała się i zgromiła Lucasa wzrokiem. – Ty! Trzymaj się z daleka od Laurel! Lucas wzdrygnął się na dźwięk głosu Amandy i opuścił rękę ze skruchą. – Starsza Amando... Amanda warknęła na niego, a jej oczy błysnęły ostrzegawczo. Skulił głowę i czmychnął. Amanda nie rozluźniła się, dopóki nie zniknął, po czym odwróciła się do Laurel z szerokim uśmiechem. – Co za iskra! – Amanda zachichotała. – Myślę, że powiem twojemu ojcu, że jesteś bardziej niż zdolna do zadbania o siebie. Laurel uśmiechnęła się do niej i uniosła głowę dumnie, mimo że jej twarz była ciepła od zażenowania. Czuła się dobrze, stając w swojej obronie. Nie wiedziała, jak i kiedy zyskała pewność siebie, by zwyzywać potencjalnego zalotnika, ale może to oznaczało, że zaczynała żyć jako Laurel, całkowicie wolna od przynajmniej części rzeczy, które ograniczały Laurę. Otrzepała futro królika i zaoferowała go Amandzie. – Prezent. Amanda zachichotała i machnęła ręką. – Wciąż jesteś zbyt chuda, by oferować mi jedzenie, dziecino. Zachichotała i skinęła głową, po czym weszła z powrotem do domu i położyła królika na stole. Aby uczcić zwycięstwo, przemieniła się i poszła znów zapolować na obiad. Alice zaśmiała się: *Kto by pomyślał, że wyzywanie aroganckich mężczyzn może tak zaostrzyć apetyt!* ******** Lucas nie wrócił, a Laurel spędzała dni na polowaniu, pisaniu listów do ojca i pomaganiu w obowiązkach w wiosce. Po kilku tygodniach Amanda spojrzała na nią z uśmiechem. – Przybrałaś nieco na wadze! – Amanda uszczypnęła ją w policzek z czułością. – Wyglądasz dobrze. Cieszę się. Laurel nie spędzała zbyt wiele czasu na zwracaniu uwagi na swój wygląd, ciesząc się wolnością od tego obowiązku, ale kiedy pewnego dnia wróciła z polowania, poświęciła chwilę, by spojrzeć w lustro. Twarz, którą widziała w kałuży w lesie, wciąż tam była: długie czarne włosy, zielone oczy i pełne usta, ale jej policzki się wypełniły. Jej rysy przypominały Laurę, ale były młodsze, bardziej swobodne, pełne życia i prawdziwie piękne. Laurel uśmiechnęła się do swojego odbicia, zszokowana pięknem patrzącym na nią, nieozdobionym niczym w jej prostej, łatanej sukience i nieco brudnym od tarzania się w ziemi z jej ostatnią zdobyczą. Nie sądziła, by istniała suknia, jedwabna czy satynowa, ani kunsztownie wykonany dodatek z szafy Laury, który mógłby ulepszyć lub choćby dorównać młodej kobiecie w lustrze. I tak nie chciała żadnej z tych rzeczy. Może w tym życiu też nie będzie wybitna, ale będzie wolna, szczęśliwa i kochana, a to jej wystarczało. Następnego dnia poszła zapolować na lunch dla siebie i Amandy. Szybko znalazła ofiarę i równie szybko ją zabiła. Gdy wróciła, Amanda podbiegła do niej z szerokim uśmiechem, pełna ekscytacji. – Laurel! Król pokonał wampiry! – Amanda uścisnęła ją mocno. – Wygrali! Wojna się skończyła. Mężczyźni wracają! Zapiszczała, ściskając Amandę z ekscytacji. Jej ojciec wraca do domu! Spojrzała na łaty na swojej sukience i podniosła wzrok na Amandę, niepewna. Chciała zobaczyć ojca, ale czy uda jej się go oszukać? Czy mieli jakieś wewnętrzne żarty? Czy jej maniery ją zdradzą? – Nie jestem pewna... w takiej nędznej sukience? Amanda zaciągnęła ją do domu obok i wcisnęła jej w ramiona nową sukienkę i płaszcz. – Amando... – Twojego ojca nie było cztery lata. W łachmanach czy w jedwabiu, będzie chciał cię zobaczyć. – Amanda uśmiechnęła się. – Idź. Laurel spojrzała na sukienkę i skinęła głową. – Masz rację. Powinnam iść. To był głupi strach. Było tak mało prawdopodobne, że ktokolwiek, kto był w Cesarskim Mieście, znajdzie się w karawanie powracających mężczyzn, a co dopiero ktoś, kto mógł ją wcześniej widzieć. Przebrała się szybko i poszła z Amandą w stronę centrum wioski. Wydawało się, że każdy wilkołak z watahy Szafirowego Jeziora, młody czy stary, zostawił pracę na ten dzień, by przyjść i zobaczyć powracającą procesję, ale nie wyglądali, jakby mieli zostać na rynku. Kierowali się na zachód. Laurel zmarszczyła brwi. – Przejeżdżają przez Srebrne Ostrze. Jeśli się pospieszymy, dotrzemy tam przed nimi! Srebrne Ostrze było oddalone o kilka mil, ale nie było mowy, by Amanda zdołała dotrzymać kroku reszcie grupy w swoim wieku. Amanda westchnęła. – Idź beze mnie, Laurel. Laurel zmarszczyła brwi i uklękła. – Poniosę cię. Amanda wydawała się wahać, ale Laurel prychnęła. – Wskakuj, albo zostaniemy w tyle! Amanda skinęła głową, wspinając się na jej plecy i pozwalając Laurel podnieść się, by podążyć za karawaną. Prawdopodobnie skończy na końcu, bo niosła Amandę, ale dotrą tam. Matki niosły swoje młodsze dzieci. Niektórzy ciągnęli wozy i jechali konno, ale wszyscy skupiali się na drodze przed sobą. Amanda poklepała ją po ramieniu. – Szybciej! Szybciej, Laurel, albo ich przegapimy! Laurel zachichotała, zmuszając się do próby przyspieszenia kroku, choć czuła się już nieco wyczerpana. Nigdy nie widziała Amandy tak szczęśliwej. Wiedziała od sąsiadów, że Amanda straciła syna w ataku wampirów ponad dekadę temu. Nie sądziła, by mogły być dla niej lepsze wieści niż zwycięstwo króla. Może Amanda będzie mogła pogrzebać pamięć o synu i cieszyć się resztą życia z jakąś miarą spokoju. Gdy zagrożenie ze strony wampirów minie, podróżowanie poza Szafirowe Jezioro i wioski innych watah w okolicy będzie bezpieczne. Może w końcu znajdzie swojego przeznaczonego. Czy ojciec wyruszy z nią na te poszukiwania? – Szybciej! Laurel zaśmiała się, porwana ekscytacją Amandy, i zmusiła się do biegu, coraz szybciej i szybciej, aż znalazła się blisko czoła grupy, a małe miasteczko wyłoniło się zza wzgórza w oddali i znak poinformował ją, że Srebrne Ostrze jest tuż przed nimi. – Udało nam się!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5: Koniec wojny – Mój Partner to Mój Były Teść | Czytaj powieści online na beletrystyka