Spodziewałam się, że wybuchnie mi w twarz. Zamiast tego, po chwili namysłu, odpowiedział: "Dobrze. Do zobaczenia dziś wieczorem."
Trzy lata temu Edward i ja stworzyliśmy dom mody haute couture, The Edwardian Taylor. W tym momencie odniósł on ogromny sukces.
Edward finansował działalność, a ja byłam główną projektantką. Szczerze mówiąc, to on wygrywał, nie kiwnąwszy palcem - zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną wartość netto firmy.
Z łatwością można by ją upublicznić, zarabiając jeszcze więcej pieniędzy, a jednak on oddałby The Edwardian Taylor za swoją ukochaną Maddie.
Prawdziwa miłość, nie ma co…
Po wstaniu z fotela, spojrzałam na przygotowania ślubne w moim pokoju, a ten widok zabolał mnie w oczy. Najchętniej spaliłabym wszystko.
Zadzwoniłam do firmy przeprowadzkowej, żeby zajęła się wszystkim, co z nim związane.
Boże, jak dobrze, że nalegałam, aby mógł mnie mieć dopiero po ślubie. Nigdy nie chciałabym niczego jego w sobie.
Kiedy dom został wysprzątany, przebrałam się i nałożyłam najlepszy makijaż. Wtedy usłyszałam odgłosy silników samochodowych z zewnątrz.
No proszę. Edward przyjechał razem ze swoją matką, Sally Brown. Czyżby obawiała się, że jej syn zostanie z niczym?
"O, wróciłeś," zawołałam z mojego miejsca na kanapie, zerkając na Sally. "Pani Kennedy też tu jest."
Sally wymusiła niezręczny uśmiech. "Myślałam, że będziesz do mnie mówić 'Mamo', kochanie."
Szeroko rozciągnęłam usta. "Moja mama nie żyje od jakiegoś czasu."
Wyraz twarzy Sally zamarł, a następnie stał się drętwy.
Twarz Edwarda pociemniała. "Nie wyładowuj się na mojej mamie, Taylor."
"Uważam to za porażkę wychowawczą, Ed. Może powinnam wyładować się też na twoim tacie," zadrwiłam.
"Taylor!" Podniósł głos w gniewie.
Zmarszczyłam usta i wzruszyłam ramionami.
Sally pociągnęła go za ramię.
"Dosyć," powiedziała cicho. "Nie kłóćmy się."
Edward usiadł na jednoosobowej sofie obok mnie, kładąc na stole przede mną dokument. "Firma jest cała twoja, jak chciałaś. W zamian nasz ślub zostaje odwołany."
Przewertowałam strony.
"A co z moją suknią? Zapłacisz za nią, prawda?" Zapytałam.
Zmarszczył brwi. "Ile?"
"137 000 dolarów po rabacie."
Sally była oszołomiona. "Czy ty oszalałaś?"
Spojrzałam na nią złośliwie. "Czy ty oszalałaś? Powinnaś zapytać swojego syna, co świat mody myśli o mojej pracy."
Zapadła cisza.
"Poza tym, nie musicie kupować tej sukni." Wzruszyłam ramionami. "Ale jestem pewna, że to Maddie nalegała, żeby ją mieć. Pan Kennedy kupi dla niej wszystko, prawda?"
Edward spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
Wiedziałam!
Maddison zawsze taka była - zrobiłaby wszystko, żeby ukraść to, co mi się podoba.
Edward z łatwością mógłby kupić każdą suknię ślubną za swoje pieniądze, więc dlaczego wybrał moją? To mogło być tylko żądanie Maddison, prawda?
Zgodnie z oczekiwaniami, Edward zawahał się krótko, zanim się zgodził. "Dobrze."
Sally wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. "Czy ty postradałeś zmysły?! Równie dobrze możesz spalić swoje pieniądze!"
"Proszę się nie wtrącać," odpowiedział, a następnie zwrócił uwagę z powrotem na mnie. "Maddie jest tak chora, że nie może wybrać biżuterii i dodatków na ślub. Skoro już to zrobiłaś, po prostu jej je oddaj."
Myślałam, że jestem psychicznie przygotowana, ale słysząc jego słowa, i tak mnie to zbiło z tropu. Byłam oszołomiona.
Wyśmiałam go. "O mój Boże! Czy zrobisz wszystko, czego zażąda, Edwardzie? Czy wynajmiesz zabójcę, jeśli poprosi o moje życie?"
"Nie! Maddie taka nie jest. Źle ją zrozumiałaś. To tylko pragmatyczne rozwiązanie - jest zbyt chora, żeby sama robić zakupy, a ty nie masz już powodu, żeby używać swoich. To sytuacja korzystna dla obu stron."
Uśmiechnęłam się ironicznie. "Edwardzie Kennedy, czy ty w ogóle pamiętasz, co mi przysięgałeś?"
Edward spotkał się z moim wzrokiem nerwowo.
Obiecał, że nigdy mnie nie zdradzi, ponieważ uratowałam mu życie. Przysiągł, że będzie mnie kochał i tylko mnie na zawsze.
"Słuchaj, Taylor. Kocham cię, okej?" Protestował słabo Edward.
"To, co czuję do niej, to tylko… współczucie, okej? Ona jest taka młoda - jest młodsza od ciebie o dwa lata - i zaraziła się nieuleczalną chorobą.
"To twoja siostra, Taylor! Wiesz, że wkrótce umrze. Czy nie jest ci z tego powodu smutno?"
Przypomniałam sobie, jak Maddison niszczyła moje ubrania nożyczkami, kiedy byliśmy dziećmi. Rzucała śmieci na moje łóżko, tylko po to, żeby usłyszeć mój krzyk ze strachu. Śmiała się też.
Oczywiście ja się mściłam. Chwytałam te same śmieci i goniłam ją, żeby wepchnąć jej je do ust. Uciekała po schodach, by tylko uciec.
Za moje wysiłki ojciec i macocha surowo mnie ukarali.
Byłam wściekła, więc pocięłam też ich ubrania nożyczkami, kiedy nie było ich w domu.
Tak wyglądało moje życie przez lata. Nie bawiłam się dobrze, mieszkając z nimi, ale to samo mogłam powiedzieć o nich. Przegrywałam tylko dlatego, że byłam sama przeciwko wielu.
Nie sądziłam, że ktokolwiek może zrozumieć, jak bardzo nienawidziłam mojej macochy i Maddison. Jak miałam odczuwać smutek z powodu śmierci Maddie za kilka miesięcy?
"Aww, ona jest taka młoda!" Lamentowałam sarkastycznie. "Moja macocha będzie taka, taka smutna. Aww!"
Być może byli zbyt głupi, by wyłapać szyderstwo w moim tonie. W rzeczywistości dołączyli się ze szczerym smutkiem.
"Dokładnie!" Powiedziała Sally, a jej oczy zaszły łzami. "Żaden rodzic nie mógłby się pogodzić z widokiem umierającej córki w tak młodym wieku. Wszyscy by chcieli, żeby to oni umierali!"
"Mamo… proszę, uspokój się. Twoje serce jest słabe, pamiętasz? Lekarz powiedział, że nie powinnaś się nadmiernie wzruszać," powiedział Edward, próbując ją uspokoić.
Zwrócił się do mnie, a jego głos złagodniał. "Oto plan: Najpierw ożenię się z Maddie, żeby spełnić jej ostatnie życzenie. Potem… pewnego dnia ożenię się z tobą i wyprawimy jeszcze wspanialsze wesele."
Byłam zdumiona. Co do cholery?!
"Zamierzasz ożenić się z nią, a potem ze mną, kiedy ona umrze?!" Zapytałam z niedowierzaniem.
Może i nie jestem ulubienicą w domu, ale Taylor Jones jest nadal jedną z najlepszych osobistości towarzyskich i elit w tym mieście!
Mój wygląd, talent, wykształcenie i biznes były na najwyższym poziomie! Jak śmie mnie poniżać tak obraźliwą propozycją?!
Mogłabym wybrać każdego faceta w tym mieście, który jest od niego lepszy pod każdym względem, a on powiedziałby tylko tak!
Szok na mojej twarzy jeszcze bardziej zdenerwował Edwarda, ale kontynuował swoje obrzydliwe udawanie. "Jesteś kobietą, którą kocham najbardziej na całym świecie. Jesteś moją jedyną żoną! Nie przekręcaj moich dobrych intencji, okej?"
Zadrżałam, chwyciłam umowę i podpisałam ją.
"Chcesz moją biżuterię? Dobrze! To kolejne 137 000 dolarów. Przelej pieniądze na moje konto, a dostarczę biżuterię do szpitala."
















